FANDOM


W magicznej krainie Chima, Laval, Cragger i Eris otrzymali od starożytnego plemienia Feniksów Ogniste Chi. Tajemniczy wojownik z wizjii Lavala okazał się być Scormem! Eris i Cragger czym prędzej wyruszają na wyprawę, by uratować Lavala od mrocznych wizji o tym świecie.

Oto... LEGENDY CHIMA

(czołówka)

Laval wybiegł z jaskini i zobaczył, że Góra Cavora, jest jakaś inna. Taka niezwykle ciemnoszara.

- Gdzie jestem?

- Powinieneś także powiedzieć co tu się dzieje - powiedziała kolejna dziwna postać.

- A kim ty jesteś?! - wykrzyknął Laval i wyciągnął swój miecz.

- Łoł, łoł, łoł! Ty, masz niezły zapał. Chociaż w sumie dobrze. Przydasz nam się, ale spokojnie, bez nerwów. Na imię mam Larenus. Jestem lwem, tak jak ty! - powiedział Larenus i zdjął kaptur.

- Rzeczywiście, ty też jesteś lwem.

- A teraz choć za mną, do obozu. Myślę że trzeba Ci założyć opatrunek. Wyglądasz koszmarrnie.

Laval naprawdę wyglądał nienaturalnie. Całe jego futro było szare, a stary, dobry strój, zamienił się w częściowo potargany, ciemnoszary i czarny strój. Korona Lavala, zamieniła się w czarną, wyblakłą koronę. Z oczu Lavala biło fioletowe światło, a królewski dzielnik, zmienił się w srebrny, częściowo zniszczony dzielnik, z którego nie emitował już ogień, lecz dziwna fioletowa materia. Larenus wyglądał zupełnie jak zwyczajny lew. Jedyne co go wyróżniało, to jego ubranie i korona. Posiadał on metalowy pas z czterema wszywkami na bokach, po dwóch na jeden bok i zbroję, która wyglądała prawie zupełnie tak, jak zbroje Lavertusa. W obozie, było kilkanaście lwów, odpoczywających w namiotach. Larenus położył Lavala w jednym i poprosił go, by się nie ruszał.

- Kim dokładnie jesteście i gdzie się znajdujemy?

- To długa historia. Ale znam też jej sreszczenie. Opowiedzieć?

- Oczywiście.

- No tak. Jesteśmy w Szeregach Pierwszej Armii Lwów, a ja jestem jej dowódcą. Znajdujemy się w Mrocznym Świecie, inaczej Mrocznym Wymiarze. Chi tutaj jest inne, tak samo jak Góra Cavora. Zauważyłem kilka istotnych rzeczy na twoim ciele i dlatego chcę Ciebie jak najszybciej uzdrowić. Myślę, że Ci trochę wytłumaczyłem.

- Tak. Już rozumiem dlaczego się o mnie tak troszczysz.

- Słucham?

- No przecież mówię że się o mnie troszczysz.

- To? Ha ha! Ja taki jestem dla każdego. Przecież jako dowódca batalionu muszę być wzorem do naśladowania.

- Rozumiem.

TYMCZASEM W CHIMIE...

Cragger i Eris podróżują do Krain Zewnętrznych w swoich Ognistych Pojazdach, po choćby małą wskazówkę, jak uratować Lavala.

- Przedrzyjmy się przez te rośliny używając trybu zasilania Ognistym Chi! - wykrzyknął Cragger.

- Dobry pomysł - odparła Eris.

Dwa pojazdy przeszły do trybu zasilania Ognistym Chi i zaczęły atakować rośliny Krain Zewnętrznych. Po kilku minutach, Cragger i Eris dotarli do Bazy Lavertusa. Niestety nie znaleźli go w nim, ale list leżał na biurku.

- Hej Cragger, spójrz! Na tym biurku jest jakiś list! Przeczytaj go na głos.

- Dobra, Eris.

A list wyglądał tak:

                                                          Drodzy przyjaciele!

Spodziewałem się, że tu przyjdziecie, ale czy na pewno? Mniejsza z tym, właśnie się wybrałem do jaskini Skorpionów, bo podobno budują jakąś dziwną maszynę i okazuje się, że niektóre z nich uciekły!

Myślę, że możecie mi pomóc w przygotowaniu takiego preparatu na truciznę skorpionów. Wystarczy tylko, że pójdziecie do tej Jaskini. Resztę wam wytumaczę na miejscu.

Chcę, byście to przeczytali jak najprędzej, bo nie mam zamiaru czekać!

                                                                                                                            Pozdrawiam, Lavertus

Cragger przeczytał list, a następnie razem z Eris pobiegł do Jaskini Skorpionów.

- I co? Widzisz gdzieś Lavertusa? Albo przynajmniej jakieś Pełzacze? - wyszeptał do Eris Cragger.

- Nie, niestety. Chociaż... Nie! Widzę tajemniczego wojownika!

- Też go widzę!

Chociaż w całej fortecy leżał śnieg i w większości była zamrożona, to widać było zakapturzoną postać, trzymającą w ręku fiolkę z żółtą cieczą.

- Hej, może ta substancja którą trzyma w ręce, jest tym antidotum na wizje Lavala? - zaproponowała Eris.

- Hmm... Może? Jeżeli tak, to może mu ją zabierzemy? - powiedział Cragger.

- Tak, dobry pomysł, ale potrzeba nam dobrego planu. Na przykład takiego: Ty Cragger, będziesz walczyć z tajemniczym wojownikiem, a ja zlecę na niego z góry i zabiorę mu tą fiolkę. Dobra?

- Może być.

Cragger wyskoczył przed wojownika i zaczął z nim rozmawiać.

- Hej, ty! Czarny kapturku!

- Jak śmiesz tak do mnie mówić!!!

I właśnie tak rozpoczęła się walka tajemniczego wojownika i Craggera. Na szczęście wojownik był sam, bo inaczej Cragger już byłby złapany. Walka trwała ok. 5 minut i padło kilka mocniejszych ciosów, ale w końcu Cragger przytrzymał wojownika na taki czas, by Eris złapała fiolkę.

- Więc mnie oszukaliście... Ale ostrzegam! Nie wiecie do czego jestem zdolny i jak zadziała ta mikstura. A może to nie jest antidotum?! Życzę wam powodzenia! - po tych dziwnych słowach tajemniczy zakapturzony wojownik uciekł.

W duecie Eris i Craggera panowała teraz nostalgiczna atmosfera. Z jednej strony, może uda im się wyleczyć Lavala? Ale z drugiej może to tylko pogorszyć jego stan.

- To co, wracamy do tej jaskini po Lavala? - zapytała Eris.

- Musimy! To jest jedyny sposób! Chyba... - powiedział Cragger.

- W takim razie na co czekamy?

Dwójka bohaterów udała się do jaskini, gdzie zobaczyła Lavala leżącego na podłożu jaskini, który wyglądał tak jak z jego wizji! Eris wylała zawartość fiolki na ranę Lavala po ostrzu wojownika i nagle się obudził!

- Gdzie ja jestem? - zapytał zmęczony Laval.

- Laval, ty żyjesz! - wykrzyknęli Eris i Cragger.

Rany po ostrzu tajemniczego wojownika zaczęły znikać, książe lwów odzyskał strój Feniksów i powoli zaczął wracać do sił.

- Czuję się już o wiele lepiej! - zawołał Laval spoglądając na Górę Cavora - dzięki Larenusie.

- Kto to taki, ten Larenus?

- Ach, to długa historia. A teraz wracajmy do domu.

GDZIEŚ W CHIMIE...

- Tym razem im się udało, ale nie liczcie na to że wygraliście całą wojnę! Przecież nie wiecie, jakie są skutki antidotum... MUAHAHAAHAHA!!!

KONIEC