FANDOM


Po pokonaniu lodowych łowców plemiona Chimy mogły odetchnąć z ulgą , jednak feniksy musiały się poświęci by ostatecznie zamrozić swego wroga. Plemiona myślały, że nic gorszego się nie stanie jednak myliły się, bo w odległym zakątku świata budziło się nowe zło.

Więc,ta opowieść będzie kontynuowana kiedy ,,Dwaj królowie, dwaj bracia'' dobiegną końca. Po co w ogóle są bracia, oni właśnie mają zamykać niedomknięte wątki które będą się tutaj pojawiały. No cóż jak narzazie nic się tu nie będzie działo, przykro mi tak wyszło.

Rozdział 1: Przebudzenie Lordów.

Na odległej wyspie położonej kilka tysięcy kilometrów od Chimy stały ruiny jakieś budowli starszej pewnie od Cavory, po środku stały wbite cztery patyki w różnych kolorach: czerwonym, zielonym, czarnym i białym. W ten z ziemi wyłoniły się cztery  dłonie chwyciły po jednym patyku zaraz potem z ziemi wyłoniły się cztery postacie były podobne do lwów lecz na ich twarzach malowały się złowrogie miny.

- Na reszcie przyszedł czas zemsty.- Powiedziała po chwili lwica a na imię miała Księżycowa czarownica

- Siedzieliśmy pod ziemią tak długo że zapomniałem jak wygląda słońce. - rzekł lew który zwał się Jedfire

- W końcu dokonamy zemsty na władcach za to,  że uwięzili nas w pod ziemiach na tak długi czas- Odparł lew i zarazem przywódca lordów Król Sombra.

- Ale pokonaliśmy pierwszych władców ponad tysiąc lat temu.- rzekła lwica imieniem Królowa Chrysalis

- To prawda, ale o ile nam wiadomo pierwsi władcy pozostawili po sobie potomków no oprócz władcy lodu ale skoro wydostaliśmy się z pod ziemi to wystarczy czekać, aż ktoś wskrześ władców a wtedy będziemy mogli przejąć całą ich moc i wykorzystać ją do opanowania całego wszechświata.- Rzek Król Sombra

- Ale kto ma ich wskrzesić?- Spytała księżycowa czarownica               

- Nie wiem ale to stanie się niedługo.- Odpowiedział Sombra.

Rozdział 2 : Sny

- Halo, jest tu kto?- Spytał Lagravis chodząc po ciemnej i mrocznej przestrzeni. Wokół niego unosiły się języki szarej mgły. Było zimno co tym bardziej przyprawiło króla o dreszcze.

- Tu jestem mój bracie. - Odpowiedział mu znajomy głos. Tak znajomy i utęskniony. Głos tak smutny, przepełniony żalem i bólem. Taki sam jak tego pamiętnego dnia.

Lagravis obrócił się i zobaczył Lavertusa. Swojego brata. Swojego starszego o te cholerne dwie minuty brata, którego stracił dwa razy. O dwa razy za dużo...

- Lavertus czy to naprawdę ty? -Spytał król biegnąc w stronę brata  chcą go uściskać, lecz gdy go dotkną przenikał przez niego jak przez ducha. Odwrócił się do niego.

- Jesteś duchem...ty naprawdę nie żyjesz...- Wymamrotał.

Lavertus uśmiechnął się gorzko.

- Nikt nie przeżyje będąc zmienionym w naleśnik przez spadające skały. Lagravis spostrzegł wilgotne oczy przyjaciela.- Lagravisie musisz mi pomóc bo inaczej cały świat ulegnie zagładzie.- Rzekł po chwili.

- Co mam zrobić?- Spytał trochę zmieszany.

- W moim starym pokoju jest książka, to ona odpowie na chociaż niektóre twoje pytania.- Odpowiedział pokazują mu książkę pod tytułem ,, Historia Władców.- Lecz to co powinno Cię najbardziej interesować to dwie ostatnie strony.

Mówiąc to zaczynł powoli znikać.

- Ale co się dzieje, poczekaj LAVERTUSIE!

Ostatnie słowo powiedział otwierając oczy, siedział na łóżku z wyciągniętymi ramionami jakby chciał złapać Lavertusa. Spojrzał na drugą stronę łóżka. Było puste. Livira przecież wczoraj wyjechała do swojej rodziny dotrzymując towarzystwa swojej umierającej ciotce. Razem z nią wyjechał także Laviron. Mimo iż w takich sytuacjach najbardziej brakowało mu bliskości ukochanej to cieszył się że nie obudził ją któryś raz z kolei.

Jednakże obudził kogoś innego. Do pokoju jak burza wpadł Laval.

- Tato co się dzieje czy to znowu ten sen? - Spytał książę. Od bitwy w Jaskini Skorpionów minęło ponad pół roku i od tego czasu zaczeły sie dziwne sny LAgravoisa. Każdej nocy pojawiał się LAvertus i albo siedział na krawędzi łózka albo chodził w te i we wte, ale ani razu sie nie odezwał.

- Tak, ale tym razem Lavertus kazał mi znaleźć książkę która ma odpowiedzieć na nasze pytania.- Odpowiedział.

- W takim razie na co czekamy?- Spytał Laval

Obaj pobiegli do starego pokoju Lavertusa, pokój cały był w pajęczynach i w kurzu. Na regałach stało bardzo dużo książek więc czekało ich długie szukanie po dwóch godzinach w końcu znaleźli grubą księgę która nie była pokryta ani odrobiną kurzu.

- Laval mógłbyś tu na chwile przyjść?- Zawołała Li'ella z górnego piętra.

Laval poszedł na górę, a Lagravis został z książką w ręku. Nie czekając na nic otworzył księgę na dwóch ostatnich stronach gdzie przeczytał,, Po pokonaniu Lordów pierwsi Władcy zapłacili surową cenę, lecz za nim odeszli uśpili swych potomków w pałacach. Trzej władcy odeszli, ale czwarty władca stworzył śnieżkę która pochłonęła całą jego moc i w ostatnich minutach życia puścił ją na grupkę lwich kowali którzy wykuwali cztery słynne królewskie dzielniki i właśnie wtedy płatek śniegu spadł na Cienisty dzielnik od tego czasu płatek był częścią miecza który czekał w lwim sejfie przez tysiąc lat na lwa którego serce było najbardziej czyste w całym plemieniu. Lecz po jego śmierci Lordowie zaczęli się przebudzać. Jedyną nadzieją jest wskrzeszenie władców zaczynając od władcy lodu. Jego ciało spoczywa w pałacu na dalekiej północy miecz musi zostać wsunięty w jego dłonie by przywróć go do życia..."

Reszta strony była zerwana Lagravis wiedział, że jeśli chce odzyskać brata i zapobiec katastrofie musi udać się na północ. W tej chwili przybiegł Laval razem z Li'ellą.

- Tato wszystko w porządku ? - Spytał.

- Laval, mamy szanse na zmartwychwstanie.- powiedział po chwili.

- Ale kogo? - Spytał.

- Ja kto kogo twojego wujka.- odpowiedział 

- To ja zawołam wszystkich do pałacu.- oznajmił książę.

Po chwili Eris, Cragger, Rogon, Bladwic, Worizz, Razar i Gorzan byli już w świątyni po usłyszeniu wiadomości wszyscy się ucieszyli ale i zarazem zmartwili.

- Więc Cienisty dzielnik pomoże nam ożywić Lavertusa, ale co dalej?- Spytała Eris.

-Wtedy Lavertus ożywi pozostałych, tak myślę ale nie jestem pewien ponieważ jedna strona była zerwana. - Oznajmił Lagravis

- W takim razie na co czekamy jedźmy go ożywić by władcy pokonali Lordów. - Oznajmił Cragger.- Kto jest za ręka w górę.

Po tych słowach Eris, Rogon, Worizz, Gorzan, Bladvic, Razar, Laval, Li'ella i Lagravis podnieśli ręce do góry czym prędzej wrócili do domów by się spakować na tak niebezpieczną podróż, ale jeszcze sami nie wiedzieli, że prawdziwa przygoda dopiero się zaczyna inna niż wszystkie które przeżyli to przygoda bardziej niebezpieczna niż wyprawa do Krain Zewnętrznych. Tym razem nasi bohaterowie poznają historie Władców. Ich ostatnią nadzieję przed zagładą.

Rozdział 3: Podróż.

Każdy wojownik zaczął się pakować musieli zabrać ze sobą ciepłe ubrania, pożywienie i broń a także kule chi. Kiedy wojownicy przygotowywali się Lagravis szukał map które pomogłyby odnaleźć lodowe królestwo, lecz bez skutku każda mapa dotyczyła tylko Chimy albo bliskich wysp, kiedy myślał, że będą błądzić po lodowych pustkowiach usiadł załamany na łóżku na którym leżała księga wziął ją do ręki i patrzył na nią jakby miał zobaczyć w niej mapę, ale zamiast tego z księgi wypadła mapa z drogą do lodowego królestwa. Król był bardzo zaskoczony przecież tej mapy tu przed tem nie było pojawiła się tu jakby za pomocą magii, ale teraz nie robiło to dużego znaczenia skoro jest mapa to można ruszać w drogę.  Na wielkiej arenie stały speedory Laval, Eris, Bladvika, Worriza, Razara, Li'elli i Craggera oczywiście nie mogło zabraknąć miotacza skał Rogona oraz gorylego ciosu Gorzana. Wszyscy ruszyli w drogę. Droga była długa, ale teraz liczyło się tylko żeby wskrzesić Władców i pokonać Lordów.

- Po raz pierwszy nie chodzi o kontrole nad chi.- Odezwał się Gorzan

- Teraz chodzi o cały nasz wszechświat, lecz to prawda chi nie ma tu nic wspólnego.- rzekła Eris

Rozmowa toczyła się jeszcze przez jakąś dobrą godzinę. W końcu dotarli do granicy Chimy dalej była tylko woda nie mieli jak przedostać się przez ocean myśleli że cała podróż poszła na marne kiedy Cragger pobiegł do pobliskich trzcin zaraz potem z trzcin wyłoniła się krokodyla łudź była o wiele większa niż łudź która pływała na bagnach.

- Wszyscy na pokład.- powiedział

Z tyłu otworzyła się klapa ładowni wszyscy wjechali do ładowni i pytali czy Cragger ma jeszcze jakieś niespodzianki w zanadrzu. Mijały dni aż w końcu łudź zaczęła ocierać się o lodowe kry.

- Jesteśmy coraz to bliżej.- Oznajmił Lagravis.

Nagle rozległ się głośny alarm łudź uderzyła o lodowaty brzeg tak mocno że woda zaczęła wpływać do wnętrza.Woda przeciążyła łudź że ładownia znajdował się prawie pod wodą Rogon otworzył klapę do środka miotacza i kazał wieżdżać speedorami do środka, nie czekając na nic wszyscy wjechali do pojazdu. Rogon wyjechał z łodzi a zaraz po nim wyskoczył Gorzan w swoim robocie. Patrzyli jak łudź znika pod lodowatą wodą.

- Rogon czy twój miotacz potrafi jeździć po lodzie?- Zapytał Laval

- No pewnie zanim się obejrzymy będziemy na miejscu.- Odpowiedział nosorożec. 

Jechali i jechali w końcu zaczęło mi się nudzić, żeby jakoś zabić Laval zaczął rozmowę na temat lodowego królestwa.

- Jak myślicie jak może wyglądać lodowe królestwo?- spytał

- Na pewno całe z lodu.- odpowiedziała Li'ella - Ale ciekawi mnie jak będzie wyglądać pałac?

- Według opisu w księdze będzie to wysoka budowla zrobiona oczywiście z lodu.-Oznajmił król. 

Rozmowa toczyła się prawie trzy godziny choć podróżnikom zdawał się trwać dziesięć minut trudno się dziwić jeśli opowiada się o królestwie jednej z czterech najpotężniejszych istot w całym wszechświecie, rozmowę przerwał Rogon który oznajmił, że są już na miejscu. 

- Co, przyciesz tu nic nie ma!- Warkną Worriz.

- Ale GPS mówi, że jesteśmy na miejscu.- oznajmił Rogon

- To znaczy, że przez cały ten czas GPS mówił jak masz jechać- Upewnił się Razar.

- No, tak- potwierdził kierowca.

- Rogon, to miejsce zostało zapomniane tysiąc lat temu GPS nie mógł wskazać poprawnej drogi!- krzyknęła Eris.

- No ale, przecież gdzieś nas doprowadził.-Usprawiedliwiał się Rogon.

- Tylko gdzie?- Spytał Bladvic przebudzają się z drzemki.

- Właśnie co tam wklepałeś?- Spytał Cragger.

- Lodowe pustkowie.- Odpowiedział Rogon.

- Ja tu zwariuje. Przecież mój ojciec dał Ci mapę.- Powiedział Laval.

- Dał, a no tak zapomniałem.- rzekł nosorożec wyciągając mapę.

- Błagam jedźmy już do tego królestwa za nim mu coś zrobię.- Błagał Cragger.

Wszyscy bardzo zdenerwowali wsiedli do miotacza a Rogon wziął mapę i jechał zgodnie z jej wskazówkami.

- A tak w ogóle dlaczego musimy wskrzeszać władców, wiem że to jedyny sposób by odzyskać Lavertusa, ale jak ożywimy pozostałych to Lordowie urosną w siłę?- Spytał Cragger.

- Nie tylko od tego po wydostaniu się Lordów z pod ziemi rosną w siłę także od nienawiści czy to władze czy o resztki z obiadu.- Odpowiedział Lagravis po przeczytaniu jednego z wątków z książki.

- Całe szczęście, że największe kłótnie i konflikty mamy już za sobą.- Powiedziała Eris.

- To prawda, ale Lordowie nie pochłoną nienawiści tylko z Chimy ale i z całego świata.- Oświadczył Lagravis.- więc czym prędzej trzeba przywróć wszystkich czterech Władców.

Kiedy rozmowa trwała Laval podszedł do Li'elli która siedziała na jednym z kamieni.

- Li'ella wszystko w porządku ?- Spytał Lew. -Tak, ale odkąd się poznaliśmy toczą się jakieś wojny, ledwo co pokonaliśmy Sir Fangara i już zagraża nam nowe niebezpieczeństwo, a co będzie z nami czy nigdy nie będziemy mogli żyć normalnie bez obawy, że nasz świat ulegnie zagładzie?- Odpowiedziała lwica z rozpaczą w głosie.

- Nie wiem, ale dopóki będziemy razem nic nam nie groź.- Powiedział Laval obejmując ukochaną,  bardzo ją kochał i bardzo chciał by została jego królową ale wiedział, że musi poprosić ją o rękę kiedy te wszystkie nie przyjemne wydarzenia dobiegną końca ponieważ bardzo chciał bezpieczeństwa swojej ukochanej i plemienia.

- Poza tym ciesze się, że mój ojciec zaakceptował Cię takim jakim jesteś.- Odparła.

- Ja też, muszę przyznać bałem się, że do tego nie dojdzie.- Przyznał.

- A skoro mowa o nim ciekawe jak radzi sobie z zarządzaniem królestwa pod nie obecność Lagravisa. - Spytała.

- Na pewno dobrze mu idzie.- Rzekł .

- Obyśmy nie zastali miasta w chaosie.- Powiedziała.

W tym czasie w Chimie Thormak biegał od jednego miejsca do drugiego wypełniając jakieś papiery. Jakby tego było mało jeden z lwich ataków przedziurawiła się opona i musiał dając wskazówki Leonidasowi jak wymienić oponę i uważać żeby czegoś jeszcze nie zepsuć. Na domiar złego zaraz miała zgromadzić się rada starszych jedyny plus w tej sytuacji był taki, że Lagravis zostawił mu kartkę na jaki temat mają rozmawiać i co tygrys ma powiedzieć.

- Błagam niech już w końcu wrócą bo tu nie wytrzymam. - Użalał się.

- Dobre i to niż bezczynie siedzieć.- Rzekł Lundor który właśnie wszedł do pomieszczenia

- Od kąt feniksy zgięły wszystko się zmieniło.- Powiedział Thormak

- Tygrysy postanowiły odejść nie które zaciągnęły się do lwich wojsk inne zginęły pod czas ataków łowców.- Odparł lampart

- Najbardziej mi szkoda Flinxa ledwo co wykształciły mu się skrzydła a już poświęcił się by ostatecznie pokonać łowców.- Odrzekł Thormak

- Tak, mi też go szkoda, ale mamy inne zajęcia niż dotychczas no prawie ja będę spisywał legendy dotyczące feniksów a ty zobaczymy może Lagravis ogłosi Cię nowym doradcą.- Powiedział Lundor.

- Nie byłbym taki pewien nie radze sobie tutaj, nie znam ich zwyczajów nawet nie umiem wytłumaczyć jednemu z nich jak wymienić oponę, i pomyśleć, że przez tyle lat wychowywałem lwice.-Przyznał

- I ta lwica może stać się królową plemienia.- Odparł lampart.

- Tak królową. Kurcze zaraz zacznie się Rada Starszych.- Oznajmił zabrał kartkę i pobiegł do sali tronowej.

- To jak mam zmienić tą oponę.- Spytał Leonidas siedząc przy kole próbując je przykręcić. 


Ale teraz przenieśmy się do naszych bohaterów którzy byli coraz to bardziej bliżej celu. Śpiewali piosenki, opowiadali historie żeby tylko zabić czas, ale nagle rozległ się głośny trzask.

- Mamy problem wjechaliśmy na kruchy lód musimy pozbyć się zbędnego balastu.- Oznajmił Rogon.

- Prędko wyrzucamy kamienie.- Powiedział Laval wskazując na górę kamieni.

Wszyscy zaczęli wyrzucać kamienie, a po chwili nie został ni jeden mały kamyczek.

- Pozbyliśmy się wszystkich kamieni, ale wciąż jesteśmy za za ciężcy. -Powiedział Cragger.

- Gorzan został jeszcze twój robot myślisz go wyrzucić.- Powiedziała Eris.

- Nie to mój ulubiony mech.- Sprzeciwił się goryl.

- Musisz to zrobić, bo inaczej zginiemy.- Przekonywał go Razar. 

Gorzan się zamyślił, ale nic nie odpowiedział wtedy Li'ella powiedziała:

- Wiemy że to twój ulubiony pojazd, ale jest za ciężki możemy utonąć i nie wskrzesić Władców i uratować świata.

Wtedy goryl podszedł do mecha i powiedział żeby Rogon otworzył klapę nosorożec wykonał polecenie Gorzan zaczął pchać mechanicznego goryla aż ten nie znalazł się na lodzie. Zanim wszedł do środka patrzył jak cienka lodowa lodowa powłoka pęka,a robot w mgnieniu oka zapadł się i powoli znikał w lodowatej wodzie pozostali podeszli do kompana Laval położył rękę na ramieniu przyjaciela mówiąc:

- Twoje poświecenie nie pójdzie na marne. 

Jechali tak kolejną godzinę, wszyscy byli tak zmęczeni podróżą, że nie mieli ochoty nawet opowiadać historii. Postanowili się zdrzemnąć każdy wyciągnęli koce i szybko zasnęli. wszyscy spali oprócz Lagravisa nie mógł zasnąć myślał tylko o tym, żeby odzyskać brata. Wciąż pamiętał jego ciemne futro jego poczucie humoru, głos oraz smutne spojrzenie przed wygnaniem przepełnione smutkiem a zarazem nienawiścią do Crominusa być może nawet do niego przecież to on wysłał rodzonego brata na wygnanie właściwie nie on tylko jego ojciec, ale przez niego właśnie się o tym dowiedział, gdyby siedział cicho teraz pewnie byłby z nim w domu wspominając jakie fajne było ich dzieciństwo, wtedy miał ochotę pobiec do niego i powiedzieć, żeby nigdzie nie szedł lecz obowiązek przestrzegania zasad był silniejszy od miłości między braćmi i za to był na siebie zły, ale i tak gdyby to zrobił ojciec byłoby nałożył mu surową karę za to, że złamał zasadę o tym, że jak ktoś jest wygnany to jest wygnany. Przecież w młodości przeżyli tak wiele: przygody, zabawy, pomysły o zrobieniu czegoś głupiego a nawet kłótnie lecz niestety przez czyjąś zazdrość utracili siebie najlepszych przyjaciół na śmierć i życie. Przypomniały mu się wyścigi na które wygrywał pod postacią Shadowinda tyle razy pojawiał się w Chimie a no tego nie za uwarzył. Na dodatek okazuje się, że jest władcą. Ale teraz ma okazje go odzyskać jest tak niedaleko, jeszcze kawałek i znowu zobaczyć go na własne oczy. W tym samym czasie ogarnęło go wielkie zmęczenie więc zrobił to co inni położył się i zasnął a śnił o tym, że Lavertus stoi obok niego i razem cofają się w czasie i patrzą  jakie były ich przygody o których nikt już nie pamięta.

Wszyscy smacznie spali, a od czasu do czasu nie którzy nawet coś mruczeli pod nosem kiedy nagle pojazd gwałtownie za hamował tak bardzo, że wszyscy powpadali na ścianę budząc się przy tym.

- Rogon coś się stało?- Spytała  Eris trochę zmartwiona tym, że nosorożec tak długo siedział za kierownicą.

- Jesteśmy na miejscu!-. Krzyknął Rogon.

Wszyscy bardzo się cieszyli, że to już koniec tej męczącej podróży. Nie tracąc ani chwili dłużej czym prędzej wybiegli na zewnątrz by zobaczyć lodowe królestwo.

Rozdział 4: Lodowe królestwo.

Widok był oszałamiający królestwo było niesamowicie duże można nawet powiedzieć ogromne a to co widzieli było dopiero małą ćwiartką. Stanęli przed wielką bramą które stanowiły dwa sople lodu wyrastające z ziemi po obu stronach, a na samej górze po środku trzy lewitujące kryształy zielonkawy, czerwony i ciemno fioletowy. Był także mur obronny rozciągający się przez całe królestwo.

- Już za chwilę Cienisty Dzielnik wskrzesi naszego władcę lodu.- Powiedział Lagravis spoglądając na miecz.

Przekroczyli bramę królestwa szli szeroką ścieżką mijając lwy zamienionych w sople lodu.

- Co im się stało.- Spytała Li'ella.

- To z całą pewnością sprawa klątwy rzuconą przez jednego z Lordów na to miejsce.- Odpowiedział Król.

Idąc tak dalej mijali coraz to więcej zamarzniętych lwów patrzących tylko w jeden cel lodowy pałac. Wielką budowlę zrobioną z lodu była niemal, że przeźroczysta na najwyższej wieży znajdował się flaga z niebieskim tłem i białą śnieżką w środku. Przeszli przez główne wrota i zaczęli szukać sali tronowej bo tam miał się znajdować Lavertus. Weszli na pierwsze piętro pierwsze co ujrzeli to długi korytarz oraz obrazy wiszące na ścianach, a na samym końcu drzwi z tym samy symbolem co na fladze.

- To pewnie tutaj znajduje się sala tronowa. - Powiedział Worriz.

Pobiegli do dziwi i otworzyli je to co tam ujrzeli nie dało się opisać ta sala tronowa była najpiękniejszą oraz największą salą tronową jaką kiedy kiedy kol wiek widzieli w życiu. Na samym środku znajdował się tron na podwyższeniu do którego prowadziły małe schodki. Przed tronem stał cały pokryty lodem lew był to oczywiście władca lodu Lavertus stał ze spuszczoną głową ręce miał złożone jakby trzymał w nich miecz lecz właśnie jego tam brakowało. Lagravis podszedł do niego a zanim pozostali wsadził miecz w dłonie brata i cofnął się kawałek. Nic się nie działo, aż nagle dzielnik zaczął błyszczeć zaraz po tym zaczęła lśnić klatka piersiowa Lavertusa na miejscu światełka zaczęło formować się coś na kształt śnieżki cztery smugi światła wybłysły z śnieżki i zaczęły okrążać lwa nadmierną szybkością do czasu kiedy zmieniły się w coś bardzo podobne do kokonu w końcu kokon pękł a z jego wnętrza wyszedł Lavertus ubrany nie w strój Shadowinda a jasno niebieski kilt ( Taki jaki naszą Laval i Lagravis oraz pozostałe lwy) na końcu wisiały sople zrobione z materiału tak żeby wyglądały jak prawdziwe oraz tunikę bez ramiączek takiego samego koloru jak kilt a na niej nieco ciemniejszą kamizelkę zapinającą się na dole na dwa sople na ramionach i plecach było przyszyte futro z baranka ( oczywiście nie prawdziwego) i przeźroczystą pelerynę z naszyciami śnieżek dużych i małych oraz paski na kolanach z symbolem plemienia lwów.

- Miło was znowu widzieć. - Powiedział w szerokim uśmiechu.

Zaraz wszyscy rzucili mu się na szyję mówiąc, że cieszą się że żyje i witając w śród żywych.

- Tak się ciesze, że żyjesz- Powiedział Laval

- Już więcej mnie tak nie strasz.- Rzekł Lagravis ściskając brata.

- Ziom to miejsce jest czadowe! - Oznajmił Gorzan.

- Jak żyje nie widziałam tak pięknego pałacu- Odezwała się Eris 

-  Ej widzę własne odbicie.- Powiedział Rogon patrząc na jedną z ścian.

- Ile tu błyskotek, obrazy, wazony.-Mówił do siebie Razar wpatrując się w drogo zdobione ozdoby.

- Ciesze się, że podoba wam się mój pałac.- Powiedział zadowolony Lavertus.

- Ten pałac jest najwspanialszym pałacem.- Odparł Cragger.

Kiedy wszyscy podziwiali tylko część pałacu Lagravis rozmawiał z bratem.

- Po tym jak powiedziałeś we śnie, że świat ulegnie zagładzie pobiegłem do twojego pokoju by znaleźć książkę którą kazałeś znieść nie było łatwo, ale Laval też chciał zapobiec katastrofie i odzyskać Ciebie zaraz potem dowiedziała się o tym Li'ella która bardzo chciała Cię poznać oczywiście Laval zawiadomił pozostałych i postanowiliśmy razem odnaleźć naszego władcę lodu.

- Jednak bardzo chcecie zapobiec zagładzie, pozostali myśleli, że nie znajdziecie nawet drogi do mnie.

- Jacy oni?

- Pozostali władcy podczas uśpienia mogliśmy się komunikować się między sobą, ale wygląda na to że źle was ocenili.

- Nie tylko chcemy uratować świat ale także chcieliśmy odnaleźć Ciebie- Powiedział Laval który stał obok z przyjaciółmi.

- Nie miałem pojęcia, że będziecie chcieli przebyć taką drogę po to żeby mnie odnaleźć?- Powiedział Lavertus mile zaskoczony.

- No pewnie pomagałeś nam pod czas misji ratunkowej Legendarnych Bestii i jeszcze raz chcieliśmy zobaczyć Shadowinda. - Powiedzieli wszyscy zgromadzeni.

- A ja odzyskać brata.- Rzekł Lagravis

Nagle rozległo się burczenie w brzuchu Worriza.

- Wygląda na to, że trochę zgłodniałem.- Oznajmił.

- W sumie ja też bym coś przegryzł. - Przyznał Cragger

Zaraz potem wszyscy zaczęli mówić, że zjedliby coś, a Lavertus powiedział tylko by poszli za nim. Przeszli przez drzwi obok i szli korytarzem mijając wiele drzwi aż przeszli przez drzwi z napisami które znali tylko mieszkańcy lodowego królestwa a znaczyły one ,,Główna jadalnia". Weszli do środka a tam stał ogromny stół na którym znajdowały się najrozmaitsze dania. Na sam widok podróżnicy stali jak wmurowani, do czasu gdy Lavertus powiedział „smacznego" każdy zasiadł przy stole i zaczął nakładać na talerz pieczonego kurczaka, buraczki, różnego rodzaju sałatki i nalewać sok do kielichów a na deser był tort czekoladowy, wszyscy jedli ze smakiem oprócz Lagravisa i Lavertusa.

- Nie jesteś głodny?- Spytał zdziwiony Lavertus.

- Nie ze szczęścia nie jestem głodny.- Odpowiedział.

- A co Cię tak cieszy?- Zapytał.

- To, że znowu mogę Cię zobaczyć na własne oczy.- Oznajmił.

Po piętnastu minutach każdy był najedzony, gdy by się jeszcze tylko porządnie wyspali było by dobrze.

- No, czas do łóżek, jutro musimy ożywić pozostałych władców. Zaprowadzę was do waszych pokoi.- Oznajmił

Z powrotem wyszli na korytarz, weszli na górne piętro po dużych schodach gdzie znajdował się jeszcze większy korytarz po każdej stronie znajdował się drzwi z symbolami plemion do których należeli podróżni każdy wszedł do swoich pokoi. W każdym stały ogromne łóżka kaliski regały i wielkie okna. Nie czekając na nic położyli się i szybko zasnęli zadowoleni, że najedli się do syta i że nie muszą spać na niewygodnej podłodze w pojeździe Rogona. W tym czasie na wyspie Sombra zaczął błyszczeć i śmiać się złowieszczo.

- Naraźcie zaczęło się wskrzeszanie władców.- Powiedział do swych towarzyszy.

- Z każdą godziną pochłaniamy tyle nienawiści...

-I miłości.- Przerwała Jedfireowi Chrysylis

- I miłości? Po co ty w ogóle pochłaniasz tę miłość? - Spytał Lord ognia.

- Bo osoba bez miłości jest jak półmartwa im więcej jej pochłaniam tym czuje się silniejsza.- Odpowiedziała.

- Ważne by wskrzesili ich jak najszybciej.- Niecierpliwiła się Księżycowa Czarownica.

- Wszystko w swoim czasie teraz musimy zaczął pochłaniać więcej nienawiści...

- I miłości.- Przerwała Sombrze Chrysylis.

- I miłości by być silniejsi podczas starć z władcami.- Powiedział.

Na stał ranek wszyscy wstali i zeszli do jadalni mając nadzieję że śniadanie będzie tak samo obfite jak wczorajsza kolacja, nie mylili się w jadalni przywitali ich Lagravis i Lavertus przy stole pełnym oczywiście jedzenia. Zajęli miejsca,  zaczęli jeść i próbować wszystkiego ze smakiem. Po śniadaniu Lavertus poszedł do jednej z komnat znajdującej się obok sali tronowej.

- Dokąd idziesz?-Spytał Laval

Władca odwrócił się gwałtownie i zobaczył bratanka a za nim pozostałych.

- Eee, po główną broń władcy ognia.- Odpowiedział lew otrząsając się z szoku.

- Możemy iść z tobą?- Spytał książę.

- Pewnie, czemu nie.- Odpowiedział.

Weszli do komnaty w którym znajdowała się tylko włócznia ze złotą rękojeścią zdobioną rubinami i białym ostrzem wykonanym z kości słoniowej. Lavertus podniósł broń.

- Co to jest?- Spytała Li'ella.

- To jest Włócznia Ognistego Kataklizmu broń którą może władać tylko władca ognia.

- A tak w ogóle opowiesz jak to było na początku istnienia władców?- Spytał Cragger.

Lavertus popatrzył na cztery obrazy przedstawiające pierwszych władców

- ,,Na początku nie było nic.- Zaczął opowiadać.- Była tylko ciemność w pewnym momencie pojawiły się cztery istoty: Lagal, Pohodnius, Fauna i Andromeda pierwsi władcy. Zaczęli tworzyć galaktyki, gwiazdy, komety i nasz układ słoneczny. Najpierw stworzyli słonice a potem pozostałe planety. Postanowili, że na jednej będzie istniało życie, kiedy stanęli na ziemi wiedzieli, że czeka ich masa pracy, na początku władca ognia i lodu Lagal i Pochodnius zaczęli tworzyć oceany Lagal pokrył grubą warstwą lodu część ziemi, a Pochodnius stopił lud za pomocą ognia lód i tak powstała woda. Po stworzeniu wody nadszedł czas na odrobinę zieleni władcy trudzili się by z ziemi wyrosła jakakolwiek roślina a zwłaszcza władczyni natury Fauna umiała tylko stworzyć skałę i ziemię, ale pewnego dnia stworzyli skunksa na początku wydzielał tylko wstrętny sapach władczyni nocy Andromeda postanowiła rzuć na zwierzę zaklęcie które miało zmienić jego sapach lecz nie wycelowała czar odbił się od skał i zaklęcie trafiło księżyc wtedy zaczął przybierać fioletową barwę. Skunks zaczął wydzielać piękny zapach który poczuła Fauna i od razu zaczęła tworzyć wszelką roślinność, od roślin wodnych do lądowych. Po pewnych dniach w wodzie zaczęły pojawiać się małe organizmy po czasie zaczęły się rozwijać nie które pozostały w wodzie inne wyszły na ląd z pomocą władców zaczęły przybierać postać czteronożnych istot takie jak lwy czy krokodyle potem u nie których zaczęły wyrastać skrzydła i zaczynały latać. Pochodnius stworzył także feniksy które potem ewoluowały oprócz jednego który został oddanym pupilem władcy, lecz gdzie jest dobro jest i zło, pojawili się lordowie przeciwieństwa władców o tych samych mocach też chcieli coś stworzyć stworzyli tygrysy szablo-zębne, sępy i mamuty zwanych później łowcami. Pa początku władcy nie zwracali zbyt wielkiej uwagi na lordów postanowili wznieść swoje królestwa Pochodnius wybrał wiecznie aktywny wulkan, Fauna wyspę z dziewiczą dżunglą, Gwiazda księżyc, a Lagal biegun Północny. Lordowie w końcu wypowiedzieli wojnę władcą. Władcy wiedzieli, że mogą nie wyjść z tego żywi więc stworzyli potomków których uśpili w pałacach oprócz Lagala. Wojna trwała wiele lat. Pochodnius vs. Jedfire, Fauna vs. Królowa Chrysylis, Gwiazda vs. Księżycowa Czarownica, a Lagal vs. Król Sombra. W końcu trzej władcy odnieśli zwycięstwo, lecz zostali śmiertelnie ranni, ale rzucili klątwę na lordów, że tysiąc lat będą przebywać w pod ziemiach, lecz by klątwa została spełniona Lagal musi pokonać Sombre. Przed śmiercią schowali bronie w pałacach i ogłosili feniksy strażnikami Chimy. Tak samo jak inni Sombra został pokonany, lecz ranny Lagal nie miał już swego miecze ponieważ został zniszczony podczas bitwy z Sombrą." A co się stało potem to feniksy wam powiedziały, a jak Cienisty Dzielnik stał się główną bronią władcy lodu to wiecie z książki.

Wszyscy byli tak pochłonięci legendą, że nie zwrócili uwagi na to, że Lavertus skończył opowiadać.

- No to na co jeszcze czekamy wskrześmy kolejnego władcę.- Powiedział z entuzjazmem Laval.

- Tak, ale jeśli mamy jechać pojazdem Rogona kolejny kawał drogi to ja nigdzie nie jadę.- Protestował Cragger.

- A kto powiedział, że mamy tam jechać, polecimy.-Oznajmił Lavertus.

- Ale przecież nie mamy samolotu ani nic w tym typie.-Powiedziała Eris.

- Tak się składa, że mam taki mały samolot. Kto chce się przelecieć Wind shadow 2.0.- Spytał władca.

Nie było osoby która by się nie przeleciała ulepszoną machiną która nie jeden raz uratowała ich podczas misji w zewnętrznych krainach. Wyszli z pałacu i udali się na lotnisko stał tam nie dwu wirnikowy helikopter, a super nowoczesny odrzutowiec z silnikami które rozgrzewały się do białości, weszli do środka było tam dużo miejsca choć przy jedenastu pasażerach już zaczynało robi się ciasno.

- Kierunek, wulkan Korilla.- Oznajmił Lavertus.

Rozdział 5: Wulkan Korilla.

Pod czas podróży do wulkanu Korilla pasażerowie zasypywali Lavertusa pytaniami.

- Lavertusie jak mają na imię pozostali władcy?- Spytała Li'ella.

- Władca ognia ma na imię Pyro, władczyni nocy Luna i władczyni natury Flora.- Odpowiedział.

- czy tylko władacie lodem, ogniem, nocą i naturą czy może czymś jeszcze?- Spytał Cragger.

- Tak, jak już wiecie ja władam lodem, panuje nad wiatrem i mogę podróżować w czasie. Pyro panuje nad każdym rodzajem światła, potrafi przywołać najdalsze wspomnienia, a także nadaje dniu początek i kres. Luna ma kontrole nie tylko nad nocą ale i też nad ciemnością, pogodą, może odwiedzać cudze sny i czytać w myślach a także opiekować się zmarłymi. Flora jest uosobieniem piękna, miłości, dobroci, szlachetności i lojalności. Opiekuje się żywymi, potrafi wyleczyć każdą chorobę.Tak samo jak jej podani jest elwem pół lwem pół elfem.- powiedział.

- Czyli każde z was ma w sobie co was wyróżnia?- Zapytał Laval.

- Dokładnie to tak.- Odpowiedział władca.

- I każdy ma swoje zwierzątko.- Powiedział nie znajomy głos.

- Kto to powiedział?- Spytał Lagravis.

Z małej skrytki w podłodze wyszedł mały stworek miał fioletowe łuski i od głowy do ogona zielone kolce.

- Spike, co ty tu robisz?- Spytał Lavertus.

- Po tym jak zbudziłeś się ze snu postanowiłem się tu schować by nie przegapić niczego ciekawego, a ty co myślałeś.- Powiedział Spike.

- Zwierzątka czy chcesz nam jeszcze coś powiedzieć.-Naciskał król.

- Każdy władca ma swojego podopiecznego. Pyro feniksa Filomine, Luna nietoperza Draxa a Flora kolibra Pyłka. Tylko ja nie mam żadnego.- Przyznał.

- A ja to co?- Oburzył się Spike.

- Nie jesteś zwierzątkiem tylko przyjacielem.- Powiedział Lavertus.

- Czy tak w ogóle jesteś?- Zapytał Worriz.

- Ja jestem smokiem. Tylko nie latam i nie zieje ogniem.- Odpowiedział.- No troche tam zionę.

- A co jest smok?- Zapytała Eris.

- Smoki to niezwykłe stworzenia, ale też są bardzo niebezpieczne.- Odpowiedział Lavertus.- Ogromne, silne, ziejące ogniem stworzenia były wielkim zagrożeniem dla naszego świata, więc Pierwsi Władcy postanowili, że stworzą dla nich świat w którym będą mogły żyć nie zagracając życiu pozostałym mieszkańcom naszego świata. Lecz Lordowie skłócili smoki ze sobą i tak doszło do trwającej dziesięć lat wojny po między smokami. Władcy niemili najmniejszych szans by znów pogodzić ze sobą smoki jedynie co mogli zrobić to chronić jajka z małymi smoczkami, lecz ocalało tylko jedno jajko.

- Ja, tylko ja ocalałem z całej wojny.- Dokończył Spike.

- Lagal, postanowił zająć się Spikim, ale smoki potrzebują kilku tysięcy lat by się wykluć,a Lagal niestety nie przeżył walki z Sombra, więc opieka nad Spikiem to teraz maja działka. - Oznajmił jasno grzywy lew.- Wygląda na to, że jesteśmy u celu.

Lavertus miał racje właśnie zbliżali się do Wulkanu Korilla, gdzie miał znajdować się Władca ognia Pyro. Wlecieli do krateru a potem lecieli w dół szerokim kominem mijając odłamki skalne które mógłby uszkodzić pojazd. W machnie rozległ się głos który oznajmił, że zbliżają się do jądra Ziemi. Za panowało wielkie poruszenie. Aż w końcu dotarli na miejsce. Królestwo było równie pięknie co wielkie państwo Lavertusa na biegunie północnym, ale tam panował ład i porządek a tu domy stały na półkach skalnych większych czy mniejszych bardziej czy mniej oddalone od pałacu. Można też było zobaczyć mnóstwo kuźni. Wylądowali na lotnisku gdzie stał pojazd bardzo podobny do Wind Shadow 2.0 ale na pierwszy rzut oka było można za uwarzyć, że jest mniej zaawansowany technologicznie. Podróżni bali się wyjść na zewnątrz ale Lavertus przekonał ich, że przy pałacu nic im nie grozi, to prawda kiedy stanęli na skale rozgrzanej do czerwoności nic się nie stało. Szli do pałacu.

- Dlaczego tutaj jest tak pełno kuźni? -Spytał Laval.

- Dlatego, że to państwo Infernitów. Infernici słyną z tego, że są wspaniałymi kowalami i rzemieślnikami potrafią wykuwać ze złota, srebra, szafirów, rubinów czy jakich kol wiek innych minerałów.

- Ale  skąd oni je biorą? Zapytał Rogon.

- Korilla skrywa wiele sekretów, a jednym z nich jest to, że ma w sobie mnóstwo złóż których nigdy nie zabraknie.

- Mają jeszcze tyle kamieni szlachetnych, że głowa mała.- Powiedział Spike.- A smakują nieziemsko.

- Smakują nieziemsko co masz na myśli?- Spytał Razar.

- Nie wspomniałem, że smoki jedzą kamienie szlachetne?- Zdziwił się się mały smoczek.

Wszyscy bez wyjątku pokiwali głowami, teraz przynajmniej już wiedzą, żeby nie zostawiać przy Spiku żadnych biżuterii. Zbliżali się do pałacu Pyra był równie piękny co pałac w lodowym królestwie, ale był bardziej przypominał świątynie feniksów tylko ten zamek jest dostojniejszy okrążające ze wszystkich stron rzeki lawy budziły ogromny podziw ale i strach, płynna substancja osiągająca nawet kilka set tysięcy stopni może stopić wszystko żywcem co tylko do niej wpadnie, więc wszyscy uważali by tylko nie wpaść do tej śmiertelnej pułapki. Poza tym, że znajdowali się głęboko pod Ziemią nie było mi ani odrobinę gorąco. To z cała pewnością czry Pyra które umozliwiaja mi swobodne poruszanie się. Zbliżając się do kuźni widzieli lwy które stały przy kowadłach i ciężko pracowały, pracowałby gdyby tylko mogły się poruszać. Infernici zostali przemienieni w posągi pokryte sadzą. Minęli kuźnie stanęli prze bramą prowadzącą do wnętrza pałacu. Weszli do środka wystrój był bardzo podobny do wystroju zamku na biegunie, tak samo piękny, lecz podróżni nie podziwiali ozdób chcieli przebudzić Pyra i poznać władce ognia. Lavertus mówił, że pyro brakuje poczucia humoru, więc tym bardziej chcieli go poznać. Dotarli do sali tronowej. ogarnęło ich wielkie zdziwienie, władca nie stał przy tronie ani przed nim nawet na nim nie siedział po prostu go nie było. Wszyscy zaczęli panikować, wszyscy oprócz Lavertusa ten podszedł do jednej z rzek obok tronu i zajrzał dnie. Bingo powiedział i zaraz cała reszta stała przy nim a to co zobaczyli w rzece przerosło ich oczekiwania. Na powierzani widniała wyciągnięta ręka. Lavertus rzucił Włócznie Ognistego Kataklizmu w stronę ręki. Włócznia zbliżała się do koniczyny, kiedy ta złapała ją. Wszyscy cofnęli się z dna wyskoczyła postaci lwa, miła jasna sierść, grzywę zastępował ogień , w jego oczach było widać drobne iskierki. Górna część jego garderoby tworzyła pomarańczowa koszula bez ramiączek oraz kamizelkę z naszytymi płomieniami, zaś dolna część to czerwony kilt także z naszytymi płomieniami żółte pasy na kolanach.

- Miło was poznać mieszkańcy Chimy.- Przywitał ich Pyro we własnej osobie.

- To dla nas zaszczyt poznać istotę o tak niesamowitej sile.- Rzekli w lekkim ukłonie.

- Dla mnie to jeszcze większy zaszczyt poznać przyjaciół i rodzinę Lavertusa.- Odpowiedział i potem dodał.- Choć myślałem,że powitacie mnie jak przyjaciela anie jak króla.

- Już go lobie.- Powiedział Cragger do Lavala.

- I nawzajem.- Powiedział w szerokim uśmiech Pyro.

- Więc nadszedł już czas kiedy spełnią się nasze najgorsze myśli.- Oznajmił Lavertus.

- A więc trzeba się zbierać.- Rzekł ognisto grzywy.

- O czym mówicie?- Zapytała z ciekawości Eris.

- O tym, że trzeba wybrać się na wycieczkę.- Odpowiedział Pyro p czym wszedł do sąsiedniej komnaty.

- Infernici zawsze są tacy tajemniczy?- Mruknął Worriz.

- Nie do końca.- Powiedział Pyro trzymając w ręce czarny topór z ostrzami po obuch stronach.- chodziło mi, że polecimy na księżyc a za pomocą toporu Ciemnych Złudzeń przebudzimy władczynie Lunę.

- Znalazłem Filominę. - Krzykną Spike biegnąc ze dużym ognistym ptakiem.

Feniks wylądował na ramieniu władcy ognia między czasie wydając z siebie głośny okrzyk.

- Przywitała się z wami.- oznajmił Pyro.

- Nie tracimy więcej czasu, musimy się przegrupować i zbudzić Lunę za nim Lordowie urosną w siłę.- Powiedział Lavertus.

- Masz rację.- Przytaknął Infernit.

- Więc tak, Spike, Lagravis, Laval, Li'ella, Cragger i Bladvik poleca ze mną a pozostali polecą z Pyro.- Oznajmił.

Wyszli na lotnisko gdzie stał Wind Shadow i statek Pyra wsiedli do pojazdów i wylecieli z wulkanu. Lecieli cały czas prosto aż dotarli do ciemnego kosmosu.

Rozdział 6: Ciemna strona księżyca.

To co ujrzeli w tej ogromnej przestrzeni był przepiękny widzieli swoją małą planetkę, miliardy gwiazd, olbrzymie słońce oraz piękny księżyc na którym miało znajdować się miejsce spoczynku Władczyni Luny. Część załogi przyglądała się wspaniałemu widokowi, a druga siedzieć na swoich miejscach i zamknąć oczy by nie nabawić się lęku wysokości.

- Właściwie jak jest z charakteru Luna?- Spytała Eris.

- Cóż, Luna jest tak bardziej pesymistką, ale z jednej strony jest bardziej potulna owieczką.- Odpowiedział Pyro.

- I właśnie to w niej lubisz.- Powiedział Spike.

- Wcale nie!- zaprzeczył zmieszany.

- Wcale tak.- Zaczął popierać smoka Lavertus.

- Po której ty jesteś stronie?- Zapytał Pyro.

- Po przegranej stronie.- Rzekł Spike.

- Po przegranej to nie ma sensu.- Odparł Władca lodu.

- W sumie ta rozmowa do ni kąt nie prowadzi.- Oznajmił ognisto grzywy.

Nagle coś jakby uderzyło w statek w którym lecieli Lavertus, Spike i reszta. Wszyscy zaczęli pytać o co chodzi. ,,Chyba wygasły silniki" pomyślał Lavertus przycisnął jeden z guzików i na jego ciele zaczął formować się skafander kosmiczny bez butli z tlenem, za pomocą swej mocy wokół głowy pojawiła się niewidzialna aura dzięki której mógł spokojnie oddychać. Wyszedł na statek by zobaczyć co się stało. Wyszedł na zewnątrz. Dzięki anty grawitacyjnym butom mógł normalnie chodzić po statku. Lew nie musiał nawet blisko podchodzić do silników od razu poczuł żar płomieni ,,więc dlaczego wszystko na to wskazywało?" pomyślał, ale wrócił do środka. Władca zasiadł za sterami i ruszyli dalej ,, Jakaś usterka?" Powiedział Pyro za pomocą swej mocy telepatii ,, Nie, chyba." Odpowiedział Lavertus. Lew nie był do końca pewien, ale na szczęście zbliżali się do księżyca więc tam mógł uważniej przypatrzeć się maszynie. Po kilku minutach wszyscy wylądowali na księżycu. Podobnie jak Lavertus każdy przed wyjściem otrzymał skafander oraz niewidzialna aurę. Wyszli na zewnątrz, rozglądali się wszędzie, ale nigdzie nie było można znaleźć królestwa Luny. Dwaj władcy patrzyli na siebie, na Topór Ciemnych Złudzeń i na pusty teren w oddali. Pyro zaczął chodzi po księżycu raz prawa raz w lewą stronę, aż w końcu Topór zaczął błyszczeć Infernit zrobił jeden krok do tyłu i broń pomału gasła, zrobił dwa kroki do przodu zaczynał błyszczeć mocniej. Pyro zrozumiał, że jeśli chcą odnaleźć Lunę musi zagrać w ,,ciepło zimno" z orężem. Infernit chodził po księżycu obserwując czy Topór świeci się czy gaśnie. W końcu broń zaczęła błyszczeć jaśniej niż kiedy kiedykolwiek wcześniej, tylko teraz co dalej. Topór dokądś doprowadził Pyro, ale nie wiedział co teraz ma zrobić. Wtedy przypomniał sobie część hymnu Demonów.

,, By państwo nasze odnaleźć dźgnij, atrybutem pani naszej w księżyca pancerną zbroję..."

Pyro teraz wiedział co ma robić. Wbił broń prosto w miejsce gdzie błyszczała najbardziej i... z pod ziemi zaczęło się wyłaniać miasto Demonów. Z podłoża zaczęły wyrastać czarne budowle, szare latarnie a wszystko zdobione było ametystami. W miejscu gdzie Pyro wbił topór wyrośl ogromny zamek stojący jakby na czterech nogach. Lavertus podbiegł do Infernita i obaj przybili sobie piątki.

- Udało ci się chłopie, udało!

- Będzie mi jeszcze za to dziękować...

- Zapomnij!- Mężczyźni odskoczyli do tyłu z przeraźliwym wrzaskiem, pozostali zastygli ze strachu, bo przed dwoma Władcami dosłownie wyrosła piękna lwica o sierści czarnej jak nocne niebo i z oczami szarymi jak dwa księżyce. Na całym ciele miała piegi wyglądające jak małe gwiazdki. Ubrana była w obciskającą szarą sukienkę powyżej kolan, na biodrach pas wykonany z czarnego onyksu z małymi ametystami. Na głowie miała diadem z dużym ametystem. W ręku trzymała topór, patrzyła na Władców dumnym wzrokiem a zwłaszcza na Pyro, ale po chwili złagodniał.

- Dobra nic się nie zmieniłaś.- Rzucił żartobliwie Infernit.

- Miło mi to słyszeć, a więc to są twoi przyjaciele...- popatrzyła na podróżników- i twój brat bliźniak?- To nie było stwierdzenie lecz pytanie. Lagravis poczuł jak wszyscy nagle od wrócili głowę w jego kierunku.

- Chwila, chwila, chwila- Powiedział szybko Pyro- mówiłeś, że masz brata ale o bliźniaku nic nie mówiłeś.

- No dajcie spokój, przecież na pierwszy rzut oka widać, że jesteśmy jak dwie krople wody! Co nie?- Lew podszedł do brata i oparł się o jego ramie. Luna i Pyro jedynie patrzyli na nich tępym wzrokiem. Lavertus westchnął gniewnie i zaczęła mu rosnąć siwa broda, a jego futro i grzywa zaczęły zmieniać barwę, aż w końcu wyglądał jak dokładna kopia Lagravisa.

- No teraz to można was nazwać bliźniakami.- Zaśmiał się Pyro. Lavertus znowu miał swoje barwy, ale broda mu została.

- Do twarzy ci z brodą .- Lagravis prawie się śmiał.

- Do licha to nie che zniknąć!- Lavertus przejeżdżał dłońmi po zaroście, ale ten zostawał.

- Spróbuj skrobać, zwykle pomaga.- Polecił mu Pyro. Lew spróbował ale nic.

- Następnym razem ty nie będziesz miał brody.Wyglądam jak jakiś dziadek!- Pozostali śmiali się pod nosem.

- No daj spokój mamy dopiero czterdzieści pięć lat.- Lagravis skrzyżował ręce i patrzył z rozbawieniem na brata.

- No i? Żadne zaklęcie nie działa.

- A może golarka zadziała.- Luna zaśmiała się radośnie co często jej się nie zdarza.

Kiedy inni rozmawiali z Luną Laval, Lagravis i Pyro pomagali Lavertusowi zrobić przegląd w Windshadow 2.0.

- Ta broda nie jest taka zła...- Lagravis wciąż nie tracił dobrego humoru.

- Czy możesz się zamknąć?!!!- Lew warknął groźnie co tylko bardziej rozbawiło jego towarzyszy. Laval jako jedyny stał obok i przyglądał się wszystkiemu z wielką ciekawością. Nigdy jeszcze nie widział, żeby jego ojciec tak bardzo się śmiał. Nawet wtedy kiedy powiedział mu o Li'elli można powiedzieć był dość spokojny. Czyżby obecność Lavertusa tak na niego działała, jeśli tak to w Świątyni Lwów już zawsze będzie rozbrzmiewać śmiech. Lagravis lekko szturchnął Pyro w żebra i szepnął mu coś do ucha. Ten wyszczerzył się i pokiwał głową. Ustawił dłonie równolegle do siebie i z obu stron pojawiły się małe płomienie, kiedy złączyły się pojawił się mały pomarańczowy aparat. Infernit podał go Lagravisowi.

- Lavertus

- Co?!- Rozbłysło oślepiające światło. Zakłopotany lew przecierał oczy. Laval z ciekawości podbiegł do ojca i Pyro by zobaczyć zdjęcie. - Super, kolejne zdjęcie do rodzinnego albumu!- Książę śmiał się w niebo głosy.

- Livira padnie jak to zobaczy!- Lavertusowi ze zdenerwowania drżała powieka.

- Ej!- Trójka popatrzyła na niego. Lew wyciągnął szybko rękę w ich kierunku i z jego palców wydobyła się niebieska smuga. Potem w podobny sposób wyczarował aparat i pstryknął Lagravisovwi kilka fotek. Oparł się plecami o pojazd i skrzyżował ręce.- Teraz to padnie!- Uśmiechnął się wrednie. Lagravis pomacał się po twarzy. Od razu poczuł różnice.

- Ty niedorobiony baranie!!!- Rzucił w niego trzema kulami z pyłu księżycowego. Dwie zatrzymały się na jego torsie, największa na twarzy. Nikt niemiał już na sobie osłony, bo powiawieniu się Ciemnej strony księżyca pojawuiła się na obrębie całego miasta atmosfera która umożliwiała oddychanie oraz normalne poruszanie się na lądzie. Na jego twarz wkradł się lęk, przerażenie i szok. Wróciła chwila jego pierwszej bójki, kiedy jako dziesięcio letnie dziecko chciał obronić przyjaciółkę przed bandą Crominusa. W czasie bójki krokodyl rzucił w niego dwoma kamieniami. Lavertus rozcioł sobie wtedy czoło, wargę i złamał nos oraz prawie otarł się o śmierć. Od tego zdarzenia ma wielką tramę i za wszelką cenę stara się chronić twarz przed wszystkim rzeczami które chociaż odrobinę przypominają skały. Lagravis także przypomniał sobie tamto zdarzenie i sam bardzo się wystraszył leżącego na ziemi brata, podszed do niego chcąc mu pomóc jakoś się otrząsnąć się z tego, ale Władca Lodu szybko sam się otrząsął i przyłożył mu z całej. Laval i Pyro ztarali się roześmiać.

- Dobrze wiesz, że od tamtego momentu lepiej ze mną nie zadzierać!- Podał mu rękę by pomóc wstać.

- Z tobą nigdy nie można zadzierać.- Uśmiechnął się zadziornie, co starszy lew odwzajemnił.

- No dziewczyny wy to się pierzcie, a Lordowie rosną w siłę!- Luna z pozostałymi podeszła do lwów i Infernita. Dzięki swoim klonom Lavertus szybko ukończył przegląd pojazdu, o dziwo nie było żadnej usterki ani czegoś podobnego. Uznał, że pewnie zderzyli się z jakąś mało kometom, ale wolał zachować środki bezpieczeństwa. Kiedy zbliżali się do atmosfery ziemi Pyro postanowił rozśmieszyć towarzystwo. Kidy zaczął opowiadać różne kawały śmiechom nie było końca, później dołączyli do niego bliźniaki. Cało wesołą atmosferę przerwał strasznie wysoki pisk Worizza.

- Nietoperz!!! Wysie mi krew!!!- Wszyscy w pojeździe Pyro patrzyli na niego zdumieni, a ci w drugim gapili się na syfi radio.

To prawda Drax zalicza się do grupy nietoperzy- wampirów, ale jest przyjazny i nikomu nie zrobi krzywdy.- Wielki nietoperz patrzył się na na wilka z wyrzutem.

- Dlaczego tak się patrzy?- Zazwyczaj groźny wilk, zamienił się w wielką strachajłę.

- Bo go wystraszyłeś.- Odpowiedziała. Podała zwierzakowi rękę a ten wylądował na jej ręce i zwisł głową w dół

Rozdział 7: Każdy ma swoje fobie

Dwa statki wciąż znajdowały się wysoko nad chmurami.

- Jak wrócimy zabiorę cię do psychologa.- Oznajmił Lagravis

- Może od razu do psychiatry!- Mruknął z grymasem.

- Ooo! Ktoś tu mam krótki humor!- Z syfi radio wydobył się złośliwy głos Pyro. Obok Lavertusa pojawił się mały portal, lew wsadził tam rękę i po chwili było słychać uderzanie i:- Au. Sam się przy okazji poparzyłeś!- Lavertus tym razem się uśmiechnął i wyciągnął osmaloną rękę z portalu.

- Nie jeden raz obaj byliśmy cali osmaleni pamiętasz?- Spike posunął się Lagravisowi by ten mógł usiąść z przodu.

- Jak odgrzewaliśmy pizze w mikrofalówce. Rodzice zabronili się nam do tego zbliżać.- Zaśmiał się

- Mieliście inne takie przygody?!- Spytał Zaciekawiony Laval.

- Właśnie, pochwali się!- Odparł Pyro.

- Ty się cicho.- Skarciła go Luna.

- Lavertus pamiętasz jak się z Crominusem pobiliście. A później do świąt leżałeś w łóżku ze złamaną nogą?

- Pobiłeś się z nim?!- Spytał nagle Crogger który w ogóle o tym nie słyszał. Lavertus opowiedział mu całą przygodę od początku do końca. Przez co krokodyl przestał postrzegać ojca jako bohatera który zawsze stawał w obronie innych, tylko jako łobuza i tchórza.

- Masz jeszcze jakąś trałem?- Dopytywał się Laval.

- Twój wujek panicznie boi się lalek!

- Przez rok też się ich bałeś!- Przypomniał mu brat.

- Tak ale ty jeszcze jako dorosły facet bałeś się małych lalek. Najczęściej tych przypominające małe dzieci, z wielkimi oczami i rudymi włosami.

- Przestani, już przestań!!! Dobra wygrałeś nadal boje się lalek, a to wszystko przez ten horror!!!- Lavertus wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać.

- Tylko tutaj nie rycz!- Lagravis chciał go jeszcze bardzie podręczyć.

- A ty boisz się wysokich facetów w garniaku i beż twarzy!- na twarzy Lagravisa pojawił się strach.

- Zaraz boicie się ich?- Eris zrobiła wielkie oczy gdy uświadomiła sobie o kogo chodzi. Pozostali także się przerazili.

- Oglądaliście wszystkie części?- Spytał Gorzan z niedowożeniem. Lwy pokiwały głowami.

- Przecież to najstraszniejsze filmy w historii.- Powiedział Worizz. Laval chciał jeszcze o coś spytać, ale Lavertus go uprzedził.

- Opowiemy ci o tym, ale jak będziemy w Chime.

- Z mamą.

- Ona też?

- Longtooth i Lianna także.- Dodał król lwów. Lecieli w ciszy nagle odezwał się Luna.

- każdy ma swoje fobie.

- Znasz je wszystkie?- Spytała Li'ella

- Jako władczyni nocy znam wszystkie lęki, was wszystkich. Nawet sny i koszmary mogę do nich wpłynąć i za mienić je w sny lub koszmary.

- Dlaczego?- Zapytał Bladvik który nagle się obudził.

- Za pomocą snów nagradzam wszystkich za dobre czyny, lecz podczas koszmarów pokazuje im jakie zło wyczynili, ile osób za to cierpi i pomagam im naprawić wszystkie błędy.

- Więc mówisz, że znasz fobie wszystkich, więc powiedz czego się boje.- Razar zgrywał chojraka.

- Boisz się biedy, że stracisz cały swój dobytek i wszystkie kruki zawstydzą się tobą.- Luna odpowiedziała w taki sposób, że zapanowała zupełna cisza, Razar skrył się w kącie. Później wszyscy pytali się czego boją się najbardziej bo wciąż w to nie wierzyli. laval bał się utraty rodziny i tego, że nie będzie dobrym przywódcą, Li"ella że na świecie nigdy nie będzie spokoju, i że zawsze będzie się bać o swoją rodzinę, Gorzan że cała roślinność zwiędnie i na świecie nie pozostanie ani jedna roślina, Rogon boi się, że nie będzie skał co trochę zmartwiło Eris, Cragger, że feniksy powrócą i będzie musiał ich znosić, Blidvic, że nigdy nie zaśnie, a Eris że straci całą mądrość i stanie się głupia. Spike boi się braku kamieni szlachetnych. Luna nie oszczędziła Pyro i powiedziała, że szycia.

- Każdy się czegoś boi, jeśli ktoś mówi, że niczego oznacza to, że jest ogromnym tchórzem.- Dodała.

- A ty czego się boisz?- Spike odważył się spytać.

- Że nie uda mi się pokonać Księżycowej Czarownicy.- Odpowiedziała

Rozdział 8: Miękkie lądowanie

- Jesteśmy nad Oceanem Koral!- oznajmił Lavertus.- jeszcze godzina i będziemy już w Rivendell

- Ożywimy Florę i wszystkie klątwy prysnął!- Pyro uśmiechnął się

- Wszystkie oprócz mojej.- Lavertus znów pochmurniał.

- Dlaczego?- Spytała Eris.

- Lodowe Lwy znowu będą sobą, ale nie będą tacy jak kiedyś będą, jakby zniechęceni do życia, wciąż będą żyć w wiecznym strachu, dopóki nie pokonam Sombry.- Nagle włączyły się wszystkie alarmy i wnętrza pojazdów stały się czerwone.

- Co jest?!- Pytali wszyscy.

- Silniki wysiadły tracimy wysokość!- Statki spadały z niesamowitą prędkością.- Pyro na trzy włącz zmaterializowanie.- kiedy padło hasło obaj włączyli żółte przyciski, wtedy wszyscy zaczęli spadać. Lavertus obrócił się głową w stronę oceanu. Wyciągnął ręce przed siebie i zaczął tworzyć lodową zjeżdżalnie. Wszyscy zjeżdżali w dół lew kontem oka zauważył ląd, Skierował ręce w jego stronę. Gdyby skręcił pięć sekund później na pewno nie wyrobiliby się z dotarciem na ląd. Kiedy Lavertus miał zderzyć się z ziemią zacisnął dłonie w pięść i szybko je otworzył. Wpadł wprost do śnieżnej zaspy. Zaraz potem wpadli: Laval, Lagravis, Luna, Bladvic, Worriz, Li'ella, Cragger, Rogon, Gorzan, Spike i na końcu Pyro topiąc zjeżdżalnie i przy okazji likwidując i zaspę. jedynie Eris, Razar i pupile dwójki władców wylądowali normalnie.

- To się nazywa miękkie lądowanie! - Powiedział Worriz wstając z ziemi.

- Co się stało maszynom?- Spytał Gorzan.

- Nie mam pojęcia, sprawdziłem wszystko bardzo dokładnie.- Tłumaczył blondyn.- Bardziej mnie ciekawi twój pojazd Pyro.- zwrócił się do Infernita.

- Komputer nie podał, żadnych problemów technicznych...Chyba, że

- Lordowie!- Stwierdził Laval.

- A właściwie Księżycowa Czarownica.- Odezwała się Luna.- Musiała wysłać cienie to zapewne one uszkodziły silniki.

- Więc sprawa rozwiązana.- Oświadczył Cragger.- Ale gdzie my jesteśmy?- Spytał rozglądając się dookoła.

- Dajcie sekundę!- Poprosił Pyro. Nagle Infernit znikł i pozostała tylko czerwona smuga, która ciągnęła się wzdłuż brzegu i znikała za wzgórzem a nie całą sekundę potem Pyro pojawił się z drugiej strony.- Jeśli pójdziecie za mną wszystkiego się dowiecie.- I pobiegł w głąb lądu. Zwolnił przy wysokim pagórku.

- Co to miało być?!- Zapytał Cragger bardziej z zachwytem niż szokiem.

- Może poruszać się z prędkością światła. Ta umiejętność czyni go jeszcze bardziej czadowym.- Lavertus uśmiechnął się, za to Lagravis lekko posmutniał. Od kąt przebudzili Pyro Lavertus spędzał więcej czasu w towarzystwie Infernita. Teraz chyba już wiedział co Lavertus czuł dwadzieścia sześć lat wcześniej. Król lwów był po prostu zazdrosny o Władce ognia. Kiedy dobiegli na szczyt wzgórza. Oniemieli z wrażenia.

Rozdział 9: Wesoła nowina

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.