FANDOM


Prolog

Kolejny piękny, słoneczny dzień w Zachodniej Chimie. Jak każdego dnia, Król Tygrysów, Tegris wyszedł na taras, aby spojrzeć na krainę, którą jego rodzina przyrzekła chronić. Dzisiaj jednak Tegris nie był taki, jak wczoraj, czy przedwczoraj.

 - Hej, Tegris, Tegris! - ktoś krzyknął do króla.

Był to Tazarin, generał wojska Tygrysów i jednocześnie przyjaciel króla.

- Witaj, Tazarin - spokojnie odrzekł król.

- Ej, co się stało? Nigdy nie reagowałeś na mój głos z takim tonem.  - zauważył generał.

- Nie, nic mi nie jest.

- Więc o co chodzi? Śmiało, wiesz że mi możesz wszystko powiedzieć.

- Nie chodzi tu o mnie, tylko o Chimę. Czuję, że dzisiaj stanie się coś, co zmieni nas wszystkich.

- Nigdy nie widziałem cię w takim stanie. Ty naprawdę się obawiasz.

- Gdy kontynuuje się rodzinną przysięgę, zawsze należy się obawiać. Ja jestem odpowiedzialny za wszystko, co się tu dzieje. Tak jak Lwy są strażnikami Chi, tak i my strażnikami tej części Chimy.

- Jednak popatrzmy na to z innej strony. Dzisiaj jest tylko ceremonia wejścia w dorosłość Księcia Rekinów, jak mu tam, Sharkera.

Tegris odwrócił się gwałtownie w stronę Tazarina.

- I właśnie tego cholerstwa najbardziej się obawiam.

Król wszedł z powrotem do Pałacu Tygrysów, chwilę później uczynił to również generał.

Rozdział 1 - Zachwiany Pokój

Tegris przebywał w swojej sali tronowej. Jednak nie siedział na tronie, jak to zwykł robić król, lecz grał w szachy z Tazarinem.

- Jak tam, przeszło Ci po wczorajszym? - spytał Tazarin?

- Tak, nie jestem już taki wściekły, jednak nadal coś wyczuwam. - odpowiedział Tegris. - Ale na wszelki wypadek kazałem przygotować jeden Tygrysi Czołg Chi.

- Ty i ta twoja przezorność... O, oto i nasz konstruktorek!

Do sali tronowej wszedł właśnie Tighar, jedyny biały Tygrys w Plemieniu i zarazem genialny wynalazca i konstruktor.

- Tegris... yyy, to znaczy Królu, Czołg w gotowości!

- Spokojnie Tighar, zwracaj się do mnie po imieniu. Nie znoszę, jak przyjaciele zwracają się do mnie "Królu".

- Przyszedłem poinformować również, że pracujemy nad nową machiną. Chcecie zobaczyć plany?

- Ja na pewno! - krzyknął z entuzjazmem Tazarin.

Wynalazca rozwinął plan na stole. Był podzielony na dwie części. na pierwszej widniał trójkołowy pojazd, oczywiście wyglądający jak Tygrys. Była to forma transportowa pojazdu. Z drugiej strony pokazana była jego forma bojowa.

- Nazwałem go Tygrysi Ryk. To dlatego, że w paszczy będzie ukryte działo soniczne, o dosyć sporej mocy. - omówił szczegóły Tighar.

- Już kocham tą maszynkę! Ile masz zamiar tego zrobić? - od razu spytał generał.

- Spokojnie. Najpierw muszę zrobić prototyp, żeby zobaczyć, czy to w ogóle działa.

Król długo się nie odzywał, lecz teraz nadeszła jego kolej.

- Ja mam nadzieję, że nie będziemy musieli wykorzystać pełnej mocy tego pojazdu. Tighar, masz zezwolenie na pięć pojazdów tego typu.

- Co, tylko pięć?! - wrzasnął niezadowolony generał.

- Tak, tylko pięć. W końcu panuje pokój, po co nam cały szwadron machin bojowych? - odparł spokojnie król.

Tighar wrócił do swojej pracowni, a Tergis i Tazarin kontynuowali grę.


Do sali tronowej wbiegnął zdyszany żołnierz Plemienia Tygrysów.

- Królu, mamy pilne poselstwo od Plemienia Jastrzębi! Mówią, że to coś ważnego.

- Skoro to takie ważne, to wpuść ich.

Do sali tronowej wleciała trójka Jastrzębi: Horus, Harias i Havak.

- Miło nam gościć znakomitych wojowników z Plemienia Jastrzębi. Dlaczego przybywacie?

- Tegrisie, wioska Kangurów została splądrowana! Nie został kamień na kamieniu, straty są kolosalne, biedacy nie mają domów! - wykrzyknął Horus.

- CO! KTO TO ZROBIŁ?! - wykrzyknął gniewnie król podrywając się z tronu.

- Niestety nie wiemy, królu. Ćwiczyliśmy właśnie manewry w powietrzu, i zobaczyliśmy dym. Gdy tam polecieliśmy, Kangury były w takim szoku, ze nie mogły nic powiedzieć. Czym prędzej przylecieliśmy do Ciebie, nasz mistrz naczelny też już o tym wie. - opowiedział Harias.

- Tazarin, zbierz wojsko. Każ też Tigharowi i jego ekipie przygotować Speedory i Tygrysi Czołg Chi.

- Tak jest! - krzyknął Tazarin i wybiegł z sali.

- Pojedziecie tam z nami? Przyda się każda para rąk do pomocy.

- Oczywiście, królu - odparły chórem Jastrzębie.


Wojska Tygrysów dotarły do wioski Kangurów. To, co tam zastali, przekraczało wszelkie granice. Tam gdzie niegdyś była pokaźnych rozmiarów wioska, teraz znajdowało się pustkowie, lub może raczej pobojowisko. Wokół znajdowało się pełno rannych, także dzieci. Tygrysy i trójka Jastrzębi opuściła pojazdy i ruszyła na pomoc. Tegris i Tazarin podbiegli do wodza Kangurów - Kagarusa.

- Tegris, jak dobrze cię widzieć, au! - rzekł głosem pełnym bólu Kangur.

- Spokojnie, leż. Możesz nam powiedzieć, to tu się stało? Kto wam to zrobił?

- To były Rekiny...

Tegris i Tazarin popatrzyli na siebie przerażonym wzrokiem.

- Cholera, dlaczego ty zawsze musisz mieć rację? - spytał generał opierając się o jedyne drzewo, które przetrwało.

- Jednak dobrze przeczuwałem niebezpieczeństwo.

- Nie ty jeden. Ja także wczoraj wyczuwałem coś złego. A rano Rekiny na nas napadły. Dźwięk pił rozszarpujących wszystko dookoła zostanie na zawsze w mojej pamięci.

- Pił? Oni używają pił? - spytał z niedowierzaniem Tazarin.

- Tak, przerobili wszystkie swoje pojazdy, aby cięły wszystko, co stanie na ich drodze, khy, khy! - odrzekł kaszląc Kagarus.

- Zaraz, kto im przewodził? Shorkner nie jest zdolny do takiego bestialstwa.

- Nie, to nie był Shorkner, tylko jego syn, Sharker.

Tazarin po raz kolejny zabluzgał pod nosem.

- Żebym miał swoją strzelbę, to odstrzeliłbym Ci łeb za te przepowiednie!

- Żebym miał Błyskawicę Chi, rozpłatałbym Rekiny...

- Co to ta Błyskawica Chi? - spytał Horus, który właśnie się pojawił.

- Legendarna broń Tygrysów, która zaginęła po śmierci Tigorana, ojca Tegrisa. Widziałem ją tylko raz, po tym słuch o niej zaginął.

- Dobra, kończmy już. Co ze sobą zabrali? - spytał król Kagarusa.

- Jedyną rzecz która ocalała - Chi. Nie zostawili ani jednej kuli. - odpowiedział wódz Kangurów.

Teraz parę słów wymsknęło się Tegrisowi.

- Nie dosyć, że plądrują wioskę i ranią mieszkańców, to jeszcze mogą zachwiać równowagę w przyrodzie. Natychmiast ruszamy do Morskiej Metropolii!

- Dobra, ale co zrobimy z Kangurami? Przecież nie mają dachu nad głową.

- A może by przewieźć ich do Miasta Tygrysów? - spytał nieśmiało nieodzywający się do tej pory Havak.

- Ej, to całkiem niezły pomysł. Innego wyjścia za bardzo nie ma, a nasze miasto i tak jest duże. Nawet w Pałacu znajdzie się miejsce, jak w Mieście braknie. - odparł Tazarin.

Tegris podszedł do Havaka.

- Jesteś uczniem Horusa, prawda?

- Tak królu. - odparł nieśmiało młody Jastrząb.

- Więc twój nauczyciel może być z Ciebie dumny. Poza tym, każdy Kangur będzie ci wdzięczny za ten pomysł.

Na twarzy Havaka pojawił się uśmiech, a Horus był przepełniony dumą.

- Dobra, posłuchajcie mnie wszyscy! - wykrzyknął Tegris wchodząc na głaz. - Kangury, nie martwcie się, zaraz przetransportujemy was do Miasta Tygrysów. Razem z Hariasem i Havakiem poczekacie tu na transport, który już po was jedzie.

Rozległy się wiwaty na cześć Tygrysów.

- Dziękuję Ci, Tegris. Z całego serca, dziękuję. - rzekł ranny Kagarus.

- Nie ma za co przyjacielu, nie ma za co.

- A co z resztą? - rzucili razem Tazarin i Horus

- Jedziemy do Morskiej Metropolii. Mam z Sharkerem parę spraw do omówienia...

Rozdział 2 - Na Terytorium Wroga

Batalion Tygrysów wraz z Horusem zbliżał się do Morza Szumów. Na jego środku znajdowała się wyspa, na której Rekiny wzniosły potężną Morską Metropolię. Twierdza nigdy nie wyglądała na miłą, lecz teraz na sam widok przechodziły ciarki. W Morzu pływało pełno strażników, oczywiście uzbrojonych. Na murach budynku były rozstawione także wieżyczki strzelnicze.

 - Uuuu, milutko tu... - odezwał się Tazarin przerywając niezręczną ciszę.

- Przygotować broń? - spytał Horus.

- Nie. Sami zobaczycie, co zrobią Strażnicy. - odparł Tegris.

- Jesteś pewien?

- Tak, jestem.

Król Tygrysów się nie mylił. Rekiny nie naskoczyły na nich, lecz kazały opuścić most, po którym pojazdy żołnierzy Tegrisa mogły swobodnie przejechać.

- A może chcą nas zatopić? - rzucił nerwowo generał Tygrysów.

- Spokojnie. - odpowiedział Tegris. - Sharker nie jest aż taki głupi, żeby ściągnąć na siebie wszystkich naszych sojuszników, w tym Lwy. Nie ma szans że nas skrzywdzi.

Wojsko wysiadło z pojazdów. Podszedł do nich jeden z żołnierzy Rekinów, Sharnax.

- Witaj, Tegrisie. Król Sharker oczekuje twej wizyty.

- Prowadź do niego.


W tym samym czasie, Miasto Tygrysów

Konwój który zabrał Kangury z ich zdewastowanej wioski, przybył właśnie pod pałac. Naprzeciw wyszła im Tharia, żona Tegrisa i królowa Plemienia. Podbiegł do niej jeden z żołnierzy, aby przekazać słowa Tegrisa.

- Rekiny?! One dokonały takiego bestialstwa?! - spytała z niedowierzaniem królowa.

- Tak królowo, to cała prawda. Jednak ten tu Jastrząb wskazał, że Kangury mogłyby zamieszkać w naszym mieście. Król Tegris w całości go poparł.

- Wojowniku, mógłbyś tu podejść? - zawołała do Havaka Tharia.

- Tak królowo? - odrzekł jak zwykle speszony Jastrząb.

- Chciałabym ci podziękować, że tak szlachetnie postąpiłeś. Zaraz wyślę służbę, która pomoże z zakwaterowaniem Kangurów.

- Nie ma za co, królowo. Ja tylko rzuciłem propozycję.

- Bardzo słuszną propozycję. Idę przemówić do mieszkańców, aby pomogli Kagarusowi i jego poddanym.

Do Havaka podszedł żołnierz, który przekazał królowej wiadomości.

- Jesteś Havak, co nie? - spytał śmiało.

- Tak.

- Ja jestem Tharak, miło mi.

- Mi także.

- Chodź, oprowadzę cię trochę, zasługujesz na jakąś nagrodę za ten pomysł z Kangurami.


Tymczasem Tegris i jego oddział wkroczyli do sali tronowej. Wszędzie pałętały się sługusy, które wyraźnie były zastraszone. Na tronie natomiast siedział Sharker, a w dłoni dzierżył Trójkieł - królewską broń Rekinów.

- Ho ho ho! Jednak przybyłeś! Witam cię Tegrisie w mych skromnych progach! -  wykrzyczał z lekką drwiną w głosie nowy król Rekinów.

- Przybyłem, bo chcę żebyś wyjaśnił mi, co miał znaczyć atak na Kangury! I gdzie twój ojciec?!

- Odpowiedź na drugie pytanie masz pod stopami...

Tegris spojrzał w dół przez kratę było widać loch, w którym spoczywał Shorkner II. Celę co chwilę zalewała woda, a następnie odpływała, lecz nawet dla Rekina mogło to być niebezpieczne.

- Shorkner!, SHORKNER!  Słyszysz mnie! - krzyczał Tegris do przyjaciela.

- Teraz raczej ci nie odpowie. Spróbuj następnym razem.

- To już nie jest normalne. Traktujesz tak własnego ojca? - rzucił z niedowierzaniem Tazarin.

- Teraz to ja jestem królem. A los moich poddanych leży w moich rękach!

- Sharker, odpowiedz mi w końcu: dlaczego zaatakowałeś Kangury?! - wtrącił się Król Tygrysów.

Niedawny książę wyciągnął zza tronu kulę Chi i użył jej na sobie.

- Dlatego. Dla Chi. Dla potęgi. Dla nieograniczonej władzy, jaką da mi ta substancja.

- A co z równowagą i harmonią. Możesz zniszczyć całą Chimę!

- Wierzysz w te bajki, które Lwy rozpowiadają po wszystkich Plemionach? Ha! jesteś głupcem Tegrisie, głupcem!

- Żądam, aby więcej te ataki się nie powtórzyły!

Sharker pstryknął i natychmiast pojawili się strażnicy z bronią. Tygrysy także dosięgły oręża.

- Naprawdę w to wierzysz?

- Czy to oznacza wypowiedzenie wojny?

- Nie, nie, nie. Potraktuj to jako ostrzeżenie. Nie wchodź mi w drogę, albo potnę cię na kawałeczki Trójkłem! Tym razem, pozwolę wam odejść w spokoju, Już, zabierać się z mojej Metropolii!

- Tygrysy, słyszeliście. Idziemy.

- Co ty robisz? Musimy jakoś ich powstrzymać! - powiedział cicho Tazarin.

- Nie, Tegris dobrze robi. Opuśćmy to miejsce. - odparł Horus.

- Niech będzie. - rzucił gniewnie generał.

Tegris jeszcze na chwilę spojrzał na Shorknera

- Wyciągnę cię stąd. Obiecuję. - powiedział ubolewając Król Tygrysów. Nie widział tego, ale w oczach obalonego króla pojawił się przebłysk nadzieji.

Tygrysy opuściły salę, a drzwi za nimi zamknął Sharnax. Podszedł do króla

- Panie, dlaczego puszczasz ich wolno? Mieliśmy ich na widelcu.

- Cierpliwości, Sharnax. Już wkrótce, nasze ostrza przeszyją ich serca! Hahahahaha!

Rozdział 3 - Sojusz

Tegris i wojsko wrócili z Morskiej Metropolii. Natychmiast otoczyły ich zaciekawione Tygrysy, które chciały wiedzieć, co wydarzyło się w siedzibie Rekinów

- Królu, czy Rekiny wypowiedziały wojnę? - dobiegł głos z tłumu.

- Co się wydarzyło?

- Czy ataki się powtórzą?

- Niestety, nie mogę wam na to odpowiedzieć - odparł na liczne zawołania Tegris - Jednakże wszyscy muszą wiedzieć jedno - wojny nie ma!

Król kontynuował przemówienie. Horus tymczasem zawołał do siebie Hariasa i Havaka

- Kangury są bezpieczne? - spytał

- Jak najbardziej. Nawet zostało miejsc, w razie kolejnego ataku. Albo nawet dwóch. - odpowiedział z radością Harias.

- Świetnie. Teraz mam dla was zadanie. Lećcie do naszego klasztoru i poinformujcie Mistrza Horinaxa. Prawdopodobnie niedługo do was dołączę. Myśliwiec mam nadzieję działa?

- Tak mistrzu. - odparł Havak - Mistrzu Hariasie, lecimy!

Jastrzębie ruszyły w drogę, a Horus podążył za Tegrisem i Tazarinem, którzy weszli na dziedziniec. Tam wybiegła do nich Tharia ciesząc się, że są cali i zdrowi. Rzuciła się mężowi na ramiona.

- Już się bałam, że coś ci zrobili... - powiedziała niemalże przez łzy Królowa Tygrysów.

- Mi nic nie jest, ale Shorkner i całe Plemię Rekinów jest teraz w opłakanej sytuacji.

- Więc co teraz? Wojny nie ma, ale coś czuję, że Sharker po prostu ma nas w poważaniu. - rzucił gniewnie Tazarin.

- Przede wszystkim musimy zapobiec kolejnemu atakowi. - rzekł zdecydowanie Tegris

- No niby tak, ale wiesz kto będzie ich następnym celem? Poza tym, nie mamy wystarczająco wojska, żeby obstawić każdą wioskę i na dodatek nasze miasto.

- To prawda, nie macie. - wtrącił się Horus. - Jednakże my, Jastrzębie, mamy wielu doskonale wyszkolonych wojowników. Razem moglibyśmy przywrócić pokój i obalić Sharkera.

- Czyli sojusz? - spytał Król Tygrysów

- Ja jestem całym sercem za współpracą, jednakże musisz o tym porozmawiać z naszym Naczelnym Mistrzem.

- Mam nadzieję, że jest jakiś sposób na to, abym dotarł na samą górę Kamiennej Wieży?

- Są dwa. Wspinaczka albo mój Myśliwiec.

- Biorę drugą opcję! - wykrzyknął uradowany Tazarin.

Niestety, tylko Tegris może ze mną lecieć. Mistrz Horinax bardzo nie lubi gości, więc muszę zapewnić mu jak najmniej tej fascynującej "rozrywki". 

- Trudno, lećcie beze mnie. Obejdzie się.

- Czy trochę go zdenerwowałem? - spytał Horus Tegrisa.

Nie, on po prostu nie może wysiedzieć w jednym miejscu. Wojna nawet by mu się uśmiechała. Dobra, odpalaj i lecimy.


Myśliwiec Horusa zbliżał się do Kamiennej Wieży. Na szczycie tej jakże fascynującej budowli znajdował się Klasztor - miejsce ciężkiego treningu każdego Jastrzębia. Zaraz po opuszczeniu pojazdu pojawili się Harias i Havak.

- Mistrz już oczekuje.

- Co? Od kiedy on taki gościnny? - spytał ze zdziwieniem Horus.

- Odkąd wie, że Król Tygrysów przybędzie z wizytą...

Podczas wędrówki do komnaty mistrza każdy Jastrząb kłaniał się Tegrisowi.

- O co im wszystkim chodzi? - spytał cicho król Tygrysów.

- Po prostu nigdy nie widzieli Tygrysa.

- Jak to? A inne Plemiona?

- To młodziki. Według logiki Mistrza Horinaxa do pewnego wieku mają nie opuszczać Klasztoru. Czynniki zewnętrzne nie mogą im przeszkadzać w treningu.

- Nie sądzisz że to trochę niepoprawne?

- Spytaj się każdego starszego wojownika - każdy powie ci, że to nienormalne! Ale Mistrz jest bardzo tradycjonalny i nie złamie świętych reguł.

Drzwi od komnaty mistrza otworzyli dwaj adepci. Mistrz Horinax na powitanie wstał z tronu i pokłonił się Tygrysowi. Tegris uczynił to samo.

- Witaj Tegrisie, Królu Tygrysów.

- Witaj Horinaxie. Zapewne już wiesz, po co tu przyszedłem...

- Wszystkiego się już dowiedziałem, jednak nie znam celu twej wizyty. - odparł chłodno Naczelny Mistrz

- Horinaxie, chcę Cię spytać, czy nasze Plemiona sprzymierzą się w walce z Rekinami? 

- Niestety Tegrisie, moja odpowiedź brzmi nie...

Horus i Harias spojrzeli na siebie ze wzrokiem pełnym zdziwienia.

- A-ale dlaczego? Dlaczego odmawiasz szansie na ponowny pokój?

- U nas pokój panuje cały czas. Nie został zachwiany i nie będzie zachwiany.

- Ne rozumiesz, że to jedyna szansa na przywrócenie normalnego życia!

- Dość! Natychmiast opuść nasz klasztor. Odwieźć Tegrisa spowrotem do Pałacu Tygysów!

Król i Młody Jastrząb opuścili komnatę. Tymczasem Horus podszedł wściekły do mistrza.

- Dlaczego nie chciałeś im pomóc? - spytał z zarzutami wojownik.

- Najlepiej, będzie gdy się do tego nie będziemy mieszać. Tak pomożemy i im, i sobie.

- 'Wiesz, Mistrzu, zrozumiałem dziś jedno. To, że siedząc tu i medytując, nie pomożemy Tygrysom... - odrzekł Horus i razem z Hariasem opuścili komnatę.


Późna noc, Klasztor Jastrzębi

- Ej, Harias, wstawaj. Harias? Wstawaj!

Wojownik natychmiast zerwał się na równe nogi. Zobaczył przed sobą Horusa

- Masz więcej szczęścia niż rozumu. Już miałem chwytać za broń!

- Dobra, dobra, ciszej. Choć na arenę, musisz coś zobaczyć.

Harias zaciekawiony poszedł za swoim przyjacielem. Na arenie to co zobaczył wprawiło go w ogromne zdziwienie.

- Horus, czy ja nadal śpię?

Reakcja była jak najbardziej słuszna. Na arenie bowiem znaleźli się prawie wszyscy wojownicy Plemienia Jastrzębi.

- O co chodzi? Planujecie jakiś zamach?!

- Nie do końca. To wszyscy ochotnicy, którzy chcą pomóc Tygrysom. Przy okazji wszyscy, którzy mają dość izolacji młodzików.

- Nie, nie wszyscy! - dobiegł głos z oddali.

Okazało się, że był to Havak, prowadzący... następną armię. Jednak stanowili ją sami adepci, czyli najbardziej poszkodowani następstwami polityki Naczelnego Mistrza.

- Havak, wy jesteście jeszcze za młodzi. Nie mogę was wziąć. - odrzekł z ubolewaniem Horus.

- Nieprawda, Mistrzu! Zarówno wy, jak i my jesteśmy członkami tego Plemienia. Może nie jestem tak dobry jak wy, ale coś jednak potrafię. Dam radę, uwierzcie... - błagał młody Jastrząb.

Horus popatrzył na zgromadzonych. Przeczuwając, co wszyscy chcieliby powiedzieć, pozwolił młodzikom dołączyć do armii.

- Harias, a co z tobą? Jeśli nie, to pamiętaj, że nie dasz rady nam wszystkim...

- A kto cię zatrzymuje? Zapamiętaj, gdzie ty, tam i ja! - odparł entuzjastycznie przyjacielowi.

Wtedy na arenę wszedł Mistrz Horinax

- Co to ma znaczyć?! Co się tu dzieje?! Horus, co to za spisek?!

- Mistrzu, to nie żaden spisek. To jest wsparcie dla naszych przyjaciół, Tygrysów. Jako szlachetni wojownicy nie pozwolimy, aby jakieś wyryte w kamieniu zasady przeszkodziły nam w obronie harmonii!

Uniosły się wiwaty na cześć Horusa. Mistrz Horinax z niepewną miną zaczął spoglądać na armię i na ich nastroje. Zrozumiał, że był jedyną osobą, której siedzenie z założonymi rękoma pasowało.

- Dobrze zatem! Przyjmuję warunki sojuszu! Jutro z samego rana lecimy do Tygrysów, aby podpisać porozumienie!

Rozdział 4 - Czy jednak wojna?

W tym samym czasie, Pałac Tygrysów

Tegris nie mógł zmrużyć oka. Cały czas dręczyło go zachowanie Horinaxa. Dlaczego jest przeciwko sojuszowi? Dlaczego nie chce zatrzymać Rekinów przed dalszymi działaniami. Udał się na taras żeby przewietrzyć się i oczyścić umysł. Z tego tarasu codziennie spogląda na zachodnią Chimę. Lecz to nie jest już ta sama kraina co dawniej. Wisi nad nią widmo wojny. Zimnej, okrutnej wojny. Niestety Tharia podzielała jego obawy.

- Tegris, nie możesz się tym przejmować aż tak bardzo. Być może Jastrzębie zmienią zdanie i przyłączą się do nas? - powiedziała Tygrysica mężowi.

- Gdyby to było tak proste. Niestety dzisiaj poznałem prawdziwego Horinaxa. Naczelni Mistrzowie zawsze byli samotnikami, ale on bije ich wszystkich na głowę. - odpowiedział król - Poprzedni Mistrz za to był chyba najlepszym władca Jastrzębi. Mój ojciec przedstawił mi go, gdy byłem dzieckiem. Przepowiedział mi wspaniałą przyszłość. I to właściwie jedyne moje wspomnienie po nim. Niedługo po tym zmarł, a Horinax zajął jego miejsce.

- To może inni sojusznicy? Przecież w zachodniej Chimie jest mnóstwo plemion, a jedynie Wilki i Byki nie byłyby chętne do pomocy - kontynuowała Tharia, próbując pocieszyć Tegrisa.

- Ech, zawsze byłaś słaba , jeśli chodzi o taktykę wojskową - odrzekł uśmiechając się pod nosem król Tygrysów Nie mogę dopuścić, żeby konflikt rozprzestrzenił się na całą Chimę, tym bardziej w okolice Świątyni Lwów.

Królewska para chwilę stała przyglądając się Miastu.

- Idź spać, nie przejmuj się, coś wymyślę. Pójdę do Tighara. On zawsze ma jakiś pomysł.

Tegris ucałował żonę i poszedł do kuźni. Tak jak oczekiwał, Tighar nadal tam był. Lecz wcale nie pracował, tylko siedział przy stoliku z założonymi rękoma.

- No, nareszcie przyszedłeś. Wiesz, jak długo tu na ciebie czekam? - spytał biały Tygrys.

- Czyli że już wiesz co mnie gnębi.

- Widziałem twoją minę po powrocie. Raczej nie wróżyła dobrych wieści.

- Czujnie oko jak zwykle. I powiedz mi co ja mam teraz zrobić?

- Zawsze służyłem ci przyjacielską radą, ale teraz po prostu nie wiem co zrobić...

- Sami damy im radę? Zwłaszcza gdy Sharker wziął się za modernizacje armii?

- Maszyny dadzą radę, uzyskałem wczoraj próbkę stopu pił Rekinów, z wioski Kangurów. Zbadam jego skład i przygotuję odpowiednie pancerze. Dla mnie, gorzej będzie z żołnierzami. To młodzi chłopcy, nie gotowi do bitwy. Ja się na tym nie znam, musiałbyś spytać Tazarina ile trwa pełne szkolenie. Co lepsi kończą służbę, zakładają rodziny, dostają pracę. Myślisz że porzucą to wszystko i pójdą w ogień wojny?

- Nawet o tym nie marzę. Nie mogę w końcu narażać całego Plemienia. Ale jeśli czegoś nie zrobimy, to Rekiny z każdym Plemieniem zrobią co chcą.

- Niestety. To tak jakby wybierać pomiędzy wycieczką do Krain Zewnętrznych a skokiem do Wąwozu Przepaści Bez Dna. Ale radzę ci Tegris: odpocznij. Co nam będzie z króla, który zaśpi na bitwę?

Tegris próbował zachować powagę, lecz po chwili i on i Tighar buchnęli śmiechem. Król serdecznie uścisnął przyjaciela i odszedł. Kowal Tygrysów także zgasił światło i poszedł spać.


Nazajutrz

Królewską parę obudził gwar na Placu Miejskim. Tegris przeczuwając najgorsze chwycił za miecz i zbliżył się do okna. Lecz nie był to wróg. To były Jastrzębie, a konkretniej: cały szwadron Myśliwców. Król nie mogąc uwierzyć własnym oczom w pośpiechu ubrał się i wybiegł z komnaty. Przed wyjściem z Pałacu już czekali na niego Tazarin i Tighar.

- Nie ty jeden zaskoczony. Dalej, bo może się rozmyślą! - krzyknął z impetem generał.

Tharia również dołączyła do współplemieńców i razem ruszyli na przywitanie Wojowników.

- Witaj Horinaxie. Cóż cię tu sprowadza?

- Witaj Tegrisie. Nasza wizyta ma cel pokojowy. Razem z całym Plemieniem doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie dla wszystkich, jeżeli podpiszemy pokój.

Tegris tym razem myślał, że słuch go zawiódł. A jednak, Jastrzębie zgodziły się podpisać traktat.

- Zapraszam zatem do mojej komnaty. Chcesz, aby ktoś nam towarzyszył, czy też ma to być rozmowa w cztery oczy?

- Niech każdy z nas dobierze dwójkę ludzi, która będzie mu towarzyszyła. Horus, Harias, idziecie ze mną. - postanowił Naczelny Mistrz, wspominając wydarzenia ostatniej nocy.

- Dobrze. Tazarin, Tharia, chodźcie. - odezwał się Król Tygrysów.

- Tymczasem ja zajmę się naszymi gośćmi. - wyrwał się nagle z tłumu Tighar.

Podczas gdy Tygrysy i Kangury witały się z Jastrzębiami, wybrana szóstka maszerowała do Komnaty Królewskiej. Tazarin i Horus szli na końcu i omawiali zaistniałą sytuację.

- Ty, co go ugryzło, że z dnia na dzień decyzje zmienia?

- W nocy daliśmy mistrzowi mały spektakl. - zaczął opowiadać Horus - Zebrałem ochotników do pomocy, okazało się że całe Plemię stoi za wami murem, nawet adepci. Wobec takiego sprzeciwu był zmuszony zmienić zdanie.

- Już cię lubię ptaszynko! - odpowiedział ochoczo Tazarin i klepnął Jastrzębia w ramię.

Wszyscy weszli do Komnaty, a dwóch strażników zamknęło drzwi.


Upłynęły już 3 godziny. Lud zgromadzony na Placu zaczął się niecierpliwić. Jednak niepotrzebnie, bo właśnie w tym momencie Król Tegris i Mistrz Horinax wyszli naprzeciw tłumowi. Jastrząb postanowił oddać Tygrysowi wyłączne prawo do głosu.

- Ludu Zachodniej Chimy! Ogłaszam, że podpisaliśmy z Jastrzębiami traktat, na mocy którego zobowiązujemy się do powstrzymania Rekinów!

Rozległy się wiwaty na cześć obu władców.

- Jastrzębie będą z lotu patrolowały obszar Zachodniej Chimy. Za to Pałac Tygrysów będzie służył jako zbrojownia oraz ostoja dla pokrzywdzonych w razie bitew.

Tegris oddał głos Horinaxowi

- Adepci! Wraz ze mną wracacie do Klasztoru, aby odbyć przyspieszone szkolenie pod moim okiem. Wojownicy i część pilotów zostaje na lądzie, aby w jak największej ilości żołnierzy wspomóc Tygrysy.

DYM!!! - nagle rozległ się dźwięk z tłumu.

Gdzieś na północy od Placu unosiła się chmura dymu. Oznaczało to tylko jedno - kolejny atak Rekinów. Widząc to Tegris przejął głos.

- Zabierzcie Horinaxa od Klasztoru. Tharia, postaraj się, aby nie wybuchła panika. Tighar - do roboty, czeka nas bitwa! Tazarin, Horus, za mną!

Wszyscy pośpiesznie wykonali rozkazy. Tymczasem Tygrysy i Jastrząb zeszli do podziemi Pałacu. Znajdowała się tam między innymi krypta królów Plemienia. Jedynie władca Tygrysów ma do niej wstęp, lecz tym razem wpuścił swoich przyjaciół.

- Tegris, po co nas tu przyprowadziłeś? - zapytał generał

- Pamiętacie, co powiedziałem w wiosce Kangurów po ataku?

- "Żebym miał Błyskawicę Chi, rozpłatałbym Rekiny" - zacytował króla Horus. - Ale przecież mówiłeś, że Błyskawica zaginęła.

- To Tazarin powiedział że zaginęła... - odparł tajemniczo król.

W końcu dotarli do nagrobka Tigorana - ojca Tegrisa. Sarkofag różnił się przede wszystkim tym, że tylko na nim rzeźba trzymała berło, a nie miecz, jak na pozostałych.

- Tazarin, daj kulę Chi - rzekł władca Tygrysów.

Generał zgodnie z prośbą podał przyjacielowi kulę. Tegris umieścił ją na końcówce berła, a wtedy ona się podniosła! Król wysunął końcówkę berła dalej, aż w końcu ich oczom ukazała się... Błyskawica Chi! Piękny, srebrny miecz, wykonany z precyzją, z wizerunkiem bestii zionącej ogniem z pyska.

- A niech mnie! Była tu przez cały czas. Dlaczego nic nie mówiłeś? - spytał generał Tygrysów.

- Bo przyrzekłem ojcu, że użyję jej, gdy pokój będzie zagrożony - odrzekł Tegris.

Trójka wróciła na dziedziniec. Ujrzała tam pełne wojsko, złożone z Jastrzębi i Tygrysów. Tegris naładował Błyskawicę energią Chi. Z ostrza zaczęły wydobywać się pioruny, a po rękojeści krążyły zwoje energii elektrycznej.

- Już za długo na to patrzymy. Nie pozwolę dłużej bezkarnie odbierać innym plemionom Chi! Dziś, położymy kres tyranii! Dziś, wypowiadamy wojnę Rekinom!

Rozdział 5 - Pierwsze starcie

- Kurs na wioskę Pancerników! - padł rozkaz.

Setki żołnierzy, Tygrysów i Jastrzębi ruszyło na odsiecz atakowanemu Plemieniu. Wszyscy czuli zaniepokojenie. Niektórzy nawet strach. Nikt jednak nie zadawał sobie pytania, czy to co zaraz się zacznie, będzie słuszne. Ten konflikt może być brutalny, lecz jeśli zaprowadzi spokój, to będzie warty swojej ceny.

- Horus, pozwól! - zawołał Tegris. Dowódca wojsk Jastrzębi czym prędzej podleciał do króla.

- Wyślij zwiadowców, musimy wiedzieć, jaką taktykę obrać.

- Jasne. Zwiad! - krzyknął Horus. Nie musiał nawet wymawiać imion wybranych, dwójka Jastrzębi natychmiast wyrwała się z szeregu i poleciała w kierunku atakowanej wioski.


Kolumna była zmuszona zatrzymać się, gdyż zwiadowcy nie dawali żadnego znaku. Żołnierze zaczęli się denerwować lecz co najgorsze, odsiecz cały czas się odwlekała.

- Do cholery jasnej, gdzie oni są! - darł się Horus, któremu puściły nerwy.

- Ej ej ej, ciszej, bo nas wydasz... - odezwał się Tazarin. - A co jeśli wpadli, będziesz miał im to za złe?

- Dobra, masz rację. Będę spokojny, ale musimy uderzyć jak najprędzej.

Na szczęście obawy Tazarina się nie sprawdziły - dwójka Jastrzębi wróciła do żołnierzy.

- Nareszcie. Co wam tyle zajęło? - pytał wojowników Tegris.

- Królu, Plemię Pancerników walczy! - odpowiedział jeden z Jastrzębi. - Nie było nas długo, ponieważ musieliśmy przeprowadzić zwiad na lądzie, Rekiny są dosłownie wszędzie.

- Zaraz, co?! Czym oni się bronią przed Rekinami?

- Czym popadnie, musimy czym prędzej tam dotrzeć.

- Cholera jasna! Cała naprzód! - wykrzyknął Tegris podrywając wojsko do ruchu.


Pancerniki dzielnie stawiały opór Rekinom. Lecz nawet ich twarda skóra podatna była na zranienia zadane ostrzami Rekinów. Mężczyźni robili wszystko, żeby ocalić swoje rodziny. Niestety, kilku poległo w nierównej walce. Rekiny jakby niczym niezrażone, dalej plądrowały wioskę. Natomiast Sharker "zażył" kolejną dawkę Chi i powalił przywódcę wioski, Armediusa.

- Powiedz mi, Armediusie, na co wam to było? Oddalibyście Chi po dobroci, skończyłoby się tylko na lekkich zadrapaniach. A tak proszę, masz oto obraz swoich decyzji. - rzekł samozwańczy król Rekinów.

- Nie Sharkerze, nie na tym by się skończyło. Widziałem, co zrobiliście Kangurom. Jesteście bezdusznymi potworami, skuszonymi przez potęgę natury. Należy was powstrzymać za wszelką cenę. - odparł przywódca Pancerników i splunął w stronę Rekina.

- Tak? Więc pokaż mi kogoś, kto jest w stanie mnie powstrzymać!

Sharker uniósł Trójkieł z zamiarem zadania śmiertelnego ciosu. Jednakże tuż przy klatce piersiowej Armiediusa coś zatrzymało uderzenie.

- Może ja się nadam?! - wykrzyknął prosto w twarz królowi Tegris.

Władcy rozdzielili bronie i odstąpili od siebie. Na polecenie Tegrisa z lasu wyłoniły się zjednoczone wojska Tygrysów i Jastrzębi. Sharker nakazał swoim ludziom odeprzeć atak. Pierwsza bitwa Wojny o Pokój właśnie się rozpoczęła.


- Zabrać Pancerniki w bezpieczne miejsce!- rozbrzmiał kolejny rozkaz. Bitwa wokół trwała. Armie wymieniały się salwami, a szczęk ostrzy Rekinów i wystrzały z Tygrysich Ryków rozbrzmiewały nawzajem. W środku całego zamieszania pojedynkowała się dwójka władców Plemion.

Oboje użyli Chi. Sharker, opętany potęgą substancji jako pierwszy ruszył do ataku. Zaślepiony rządzą rozpłatania Tegrisa, ciął jedynie powietrze. Po serii zręcznych uników role się zamieniły. Teraz Tygrys sprawnie uderzał mieczem, jednakże Rekin wszystko blokował. Tegris znalazł na to sposób - ciął po skosie, a gdy Sharker zablokował i to uderzenie, król Tygrysów wymierzył mu cios głową. Dosyć mocny, bo obydwu chwilowo zamroczyło.

- Jak śmiesz mi się przeciwstawiać?! Chyba chcesz zginąć śmiercią honorową, stając mi na drodze. - rzekł przerywając pojedynek Rekin.

- Jedyne czego chcę, to tego żebyś uwolnił ojca, i żebyś zgnił w lochu!

- Nie doczekasz tego ani na tym, ani na tamtym świecie!

Ponownie królewskie bronie starły się se sobą.


Trwała ewakuacja Pancerników. Najlepiej nadawali się do tego kierowcy Speedorów, a wszystko wskazywało na to, że starczy ich i żadna machina wojenna nie będzie musiała opuścić pola bitwy. Ewakuacją, ku ogromnemu niezadowoleniu, kierował Tazarin.

- Armediusie, nie rozumiesz, że musisz opuścić to miejsce? Tu jest niebezpiecznie, a ty jesteś poobijany. - próbował przekonać Pancernika generał.

- Nie mogę zostawić mojego domu, uciec niczym tchórz, nie zgadzam się na to! - przywódca pancerników upierał się.

- Dalej, czekamy tylko na niego. - wtrącił się Tharak, który kierował ostatnim Speedorem.

Wtedy jednak zauważył ich Shraner - jeden z lepszych żołnierzy Rekinów. Na nieszczęście Tygrysów kierował Piłocyklem - jedną z machin bojowych, która zamiast przedniego koła miała piły tarczowe.

- No, obrońcy uciśnionych! Ciekawe jak sobie poradzicie z Piłocyklem! - wykrzyknął Shraner i ruszył na Tazarina i resztę.

Tharak długo się nie zastanawiał. Wyjechał naprzeciw Piłocyklowi i zawołał do kierowcy:

- No dalej, spróbuj mnie dogonić, brzytewko!

Shraner niczym oślepiony pojechał za młodym Tygrysem w las. Tazarin jednak stał niewzruszony.

- Debil, jakich mało, ale da sobie radę - powiedział sobie w duszy generał. Zaprowadził Armediusa do Czołgu Chi, nakazując mieć na niego oko. Jednakże gdy tylko odwrócił głowę w stronę rzeki, prawie oniemiał z wrażenia.

- Nie, proszę, tylko nie ty. - zawołał z głosem bliskim płaczu Tazarin.

Zobaczył bowiem Shartheusa - wybitnego wojownika i doradcę Shorknera. Serce aż go zabolało, gdy zobaczył, że nawet on skusił się potęgą Chi. Z wściekłością ruszył na Rekina. Krzyżując broń krzyczał z całych sił:

- Jak mogłeś?! Uważałem cię za kogoś wyjątkowego. Zresztą nie tylko ja. Shorkner traktował cię jak syna!

- Nie jestem taki jak reszta tych pachołków. Mi zależy na czymś znacznie cenniejszym od Chi. - odparł Shartheus rozjuszonemu Tazarinowi.

- Niby na czym? - spytał ironicznie generał.

Jednak wojownik Rekinów z łatwością powalił Tazarina i przystawiając mu jeden ze swoich mieczy do gardła odpowiedział:

- Na rodzinie...

Tazarin nie został dłużny i wypalił ze swojej strzelby. Chybił, lecz dzięki chwilowemu zdezorientowaniu mógł wstać. Tym razem to on powalił Rekina uderzeniem z łokcia.

- Dzieci muszą być dumne z ojca, który się sprzedał! - odparł generał. Miał zamiar kontynuować pojedynek, jednak rzuciło się na niego pięć Rekinów. W czasie gdy był nimi zajęty, dwójka żołnierzy pomogła wstać Shartheusowi i zabrała go w bezpieczne miejsce.


Królowie nadal się pojedynkowali. Trójkieł nieustannie zderzał się z Błyskawicą Chi. Gdy ponownie doszło do kontaktu, ostrze królewskiego miecza zablokowało się pomiędzy zębami trójzębu. Tegris sprawnie wykorzystał ten fakt i manewrując obiema broniami, wbił Trójkieł w ziemię. Zanim Sharker wyswobodził broń, Tygrys zadał mu bolesne cięcie w ramię. Rekin zawył z bólu, jednak rozjuszony natychmiast pchnął Trójkłem prostopadle. Tegris wykonał ślizg i znowu ranił Króla, tym razem w łydkę.

- REKINY, ODWRÓT! - wykrzyczał ile sił Sharker.

Wrogie wojska uciekły w parę chwil. Jastrzębie i Tygrysy wiwatowały, jednak Tegris nie miał do tego powodu. Niektórzy nie wrócą do domów. Najbardziej jednak zabolał go widok Armediusa. Uklęknął i płakał nad ciałami swoich niczemu winnych poddanych.

- Tegrisie, to powinienem być ja! - krzyczał wniebogłosy Pancernik. Wiwaty natychmiast ucichły.

- Pochowajmy ich, niech znajdą spokój wśród przodków. - rzekł Król Tygrysów.

Tygrysy i Jastrzębie uczestniczyły w pochówku Pancerników. To one wykazały się dzisiaj sercem i odwagą. Większym niż ktokolwiek z nich. Walczyli za to, co słuszne i za tych, których kochali.

- Co teraz z nami będzie, Tegrisie? - spytał nadal załamany Armedius.

- Zabieramy ciebie i resztę do Pałacu Tygrysów, już tam na was czekają.

- A dalej?

Tegris milczał przez chwilę, lecz odparł Pancernikowi:

- Czas pokaże...

Rozdział 6 - Bezpieczeństwo Plemion

Armia zjednoczonych plemion Tygrysów i Jastrzębi wróciła do Pałacu Tygrysów. Jednak nikt nie witał ich entuzjastycznie. W Zachodniej Chimie wybuchła wojna, więc nie było powodów do radości. Pancernikom oddano mieszkania oraz otoczono ich opieką. Odbyły się również pogrzeby poległych w pierwszym starciu z Rekinami. Ten dzień był jednym z najsmutniejszych w historii Chimy.

Tegris po wygłoszeniu mowy ku czci pokonanych współplemieńców nie mógł znaleźć sobie miejsca. Chodził w kółko po tarasie, obserwując swoją krainę. Rekiny w każdym momencie mogły przypuścić atak, więc należało być czujnym.

- Tegris, idź się wyspać - wyrwał się jakby znikąd głos Tazarina.

- Nie mogę, po prostu nie mogę... - odrzekł z żalem Tegris. - Po tym wszystkim czego dzisiaj doświadczyliśmy dziwie się, że ktokolwiek może spać.

- Tharia usnęła, bo cały dzień zajmowała się Kangurami i Pancernikami.

- Moja żona zawsze była wyjątkiem. A ty co tu robisz?

- Też nie mogę zmrużyć oka. Zwłaszcza jak sobie przypomnę, że wśród tych dupków był Shartheus.

- Mnie też rozczarował. Dobrze że nic ci się nie stało, bo to nadal dobry wojownik.

- Dobry czy nie, musimy jakoś sprawić, żeby więcej nie miał okazji plądrować Plemion. Masz już jakiś pomysł?

- Tak. Jutro jadę do Plemienia Jeży. Muszę przekonać ich, żeby przenieśli się do Pałacu. Nie pozwolę, aby i oni zostali napadnięci.

- No to życzę powodzenia. Hodro to twardy zawodnik, nie zegnie się tylko dlatego że go zaprosisz.

- Cóż, muszę poszukać twardych argumentów albo osoby, która takowe potrafi przedstawić. - spojrzał jednoznacznie na Tazarina Król.

- Jasna cholera...


Nazajutrz Tegris i Tazarin szykowali pojazdy na wyprawę do Wioski Jeży. Dołączył do nich Horus.

- To co, gotowi do obrad? Sądząc po charakterze Hodro, potrwają tak do obiadu. - rzekł Jastrząb.

- Tegris, a nie przyda się czasem obrona Pałacu? Wróg może zaatakować w każdej chwili. - zauważył generał Tygrysów

- Spokojnie, Tighar ma zarówno smykałkę do narzędzi, jak i dowodzenia. - odpowiedział stanowczo Tegris.

- Ale on nie jest generałem!

- Dość Tazarin, ładuj się na tyły.

- Co? Czemu na tyły?

- Bo nie chcę słuchać twojego biadolenia. Horus, za mną. Zobaczysz jak podróżuje Król.

Po półgodzinnej podróży konwój dotarł do Wioski Jeży. Jej mieszkańcy z podziwem patrzeli na maszyny plemienia Tygrysów. Sami takich zabawek nie posiadali. Naprzeciw królowi wyszedł wódz plemienia Jeży.

- Witam plemiona Tygrysów i Jastrzębi! - krzyknął z radością Hodro. - Cóż sprowadza do mnie samego Tegrisa?

- Niestety nie przyjacielska wizyta. - odparł ciężko Król. - Hodro, ty i Jeże musicie udać się z nami do Pałacu Tygrysów. Od tego zależy wasze życie

- Niepotrzebnie się o nas martwisz Tegrisie. Jeże dadzą sobie radę ze wszystkim.

- Czy ty wiesz, co mówisz? - odezwał się jak zwykle wybuchowo Tazarin. - Nie narażaj życia poddanych, niech nie zżera cię pewność siebie.

- Dlaczego miałbym cię posłuchać? Co takiego mogą zrobić mi Rekiny?

- Czy ty się wczoraj urodziłeś?! Nie wiesz, co stało się innym?! Kangury poobijane a część Pancerników już spotkała się z przodkami!

- Tegrisie, proszę abyś uciszył swojego przyjaciela, bo nie odpowiada mi jego ton! - przerwał w końcu Hodro. Król Tygrysów natychmiast spełnił jego prośbę.

- Przepraszam cię za jego zachowanie, jednak to co mówi, to prawda. - powiedział w bólu Tegris. - Chodź, porozmawiamy na osobności.

Tak jak Horus przewidywał, rozmowy trwały bardzo długo. Zniecierpliwiony Tazarin był gotów załadować Jeże na pojazdy i zabrać je do Pałacu bez zgody Hodro.

- Nosz w mordę, ile można się upierać! - wydzierał się generał.

- Spokojnie, Tegris w końcu go przekona. - zapewniał Horus. - My jako proste elementy musimy przeczekać.

Na szczęście długo nie czekali, gdyż przywódcy plemion wyszli z chaty wodza Jeży. Ten stanął na drewnianym podeście i zaczął przemawiać:

- Wspólną decyzją, podjętą podczas długich rozmów, Jeże jednak pojadą do Pałacu Tygrysów, celem uniknięcia napadu Rekinów.

Plemię Jeży zaczęło przygotowania do podróży. W przeciwieństwie do Kangurów i Pancerników, oni mieli co ze sobą zabrać. Tygrysy natomiast gratulowały swojemu Królowi talentu dyplomatycznego. Tazarin również podbiegł do przyjaciela, celem zadania mu nurtującego go pytania.

- Jak go przekonałeś, żeby zabrał manatki i jechał z nami?

- Mówiłem że muszę mieć osobę o twardych argumentach. - odpowiedział Król. - Bardzo dobrze wywiązałeś się ze swojej roli.

- Że co? Przecież ja tylko wydarłem się na niego. - rzekł zdziwiony Tazarin.

- I to wystarczyło. Powiedział że pojedzie, bylebyś więcej tak przy nim nie wybuchał.

- Cholera, dobry jestem. - stwierdził generał.


Tygrysy były już gotowe na przyjęcie Jeży. Miejsca nie brakło, mimo że posesję Plemienia Tegrisa zamieszkiwało już pięć plemion! Król wiedział że nie będą to łatwe czasy, lecz wierzył że dzięki wzajemnej pomocy przetrwają tą wojnę. Do sali tronowej wróciła Tharia, wyraźnie zmęczona opieką nad poszkodowanymi plemionami.

- Powinnaś odpocząć. Spędzasz dużo czasu przy naszych gościach. Martwię się o ciebie. - powiedział żonie Tegris.

- Wiem, ale to i tak mało. Wiesz, jaka wrażliwa jestem na cierpienie.

- Tak, wiem. Wrażliwość to jedna z wielu cech które sprawiły, że się w tobie zakochałem.

- Królu, król mi tak nie słodzi.

Chwile uniesienia przerwał Tharak, który jak dziki wbiegł do sali tronowej.

- Kurde, nie w porę. Nieważne! Królu, Lagravis przybył z ważną wiadomością! - rzekł zdyszany wojownik.

Para królewska szybko zerwała się i popędziła na przywitanie Króla Lwów.

- Lagravisie, to zaszczyt gościć cię w moich komnatach. - rzekł z uprzejmością Tegris kłaniając się "koledze po fachu". To samo uczyniła Tharia.

- To dla mnie zaszczytem jest możliwość odwiedzenia ciebie, Tegrisie. - rzekł Lagravis. - Widzę, że Tigoran pozostawił godnego następcę. Jednak nie jestem tu w odwiedziny. Przybyłem prosić o pomoc.

- Proszę, tylko nie mów że masz problem z młodym księciem, szalejącym z powodu Chi. - powiedział z nutą nadziei Tegris. Król Lwów spojrzał na niego ze zdumieniem, zupełnie jakby Tygrys odczytał jego myśli.

- Jasna cholera. Zapraszam do sali tronowej.


Lagravis opowiedział Tegrisowi całą historię Craggera. O tym, jak stracił rodziców i jak oszalał na punkcie Chi. Król Tygrysów zaś przekazał wieści o zamachu stanu oraz zbrodni, których dopuścił się Sharker.

- Czyli dlatego u was taki ruch. A ja myślałem że tworzysz coś na rodzaj Lwiego Targu. - rzekł załamanym głosem Lagravis.

- Uwierz mi, że chciałbym aby to było to, o czym mówisz. - odparł Tegris. - Co robimy w tej sytuacji?

- Na pewno nie możemy dopuścić do tego żeby Sharker i Cragger zawiązali sojusz. Musimy na wszystkie możliwe sposoby zapobiegać jakimkolwiek poselstwom.

- Może nie wspomożemy was wojennie, ale w tej sprawie na pewno macie sojusznika. - zapewnił Tegris. - Myślę, że Jastrzębie znajdą cichy sposób na zapobiegnięcie ewentualnym próbom bratania się Krokodyli i Rekinów.

- Bardzo ci dziękuję Tegrisie. - odpowiedział radosnym głosem Lagravis. - Tigoran byłby dumny z takiego następcy.

- Mam nadzieje, że jest. Tak samo, jak inni przodkowie.

- Dumny byłby z faktu, że jest dziadkiem! - krzyknął żartobliwie Lagravis. Tegris poczuł się odrobinę niezręcznie w zaistniałej sytuacji.

- Tegrisie, jesteś w sile wieku. Twoja żona też niczego sobie. Uwierz mi, kiedyś wyrośnie ci godny zastępca.

- Mam taką nadzieję! - odparł śmiejąc się Król Tygrysów.

Królowie serdecznie się pożegnali. Tegris jeszcze długo przyglądał się odjeżdżającemu Lagravisowi. Wiedział, że nie może zawieść przyjaciela swojego ojca. Tak jak on, przysiągł bronić tej krainy i zamierzał dotrzymać obietnicy, bez względu czy jego przeciwnikami będą Rekiny, czy też Krokodyle.

Rozdział 7 - Nieoczekiwany zwrot akcji

Tazarin zastał na dziedzińcu ruch i chaos. Niezadowolony z takiego obrotu sytuacji poszedł do zbrojowni w nadziei, że spotka tam Tegrisa. Nie mylił się

- Królu, co to za zamieszanie od samego rana? A miałem tak piękne sny!

- Przepraszam waszą wysokość że zbudziłem - odpowiedział z uśmiechem Tegris. - Po prostu szykuję się do następnej wyprawy.

- Co, Rekiny znowu zaatakowały? Trzeba było tak od razu!

- Pokojowej wyprawy, Tazarin.

- Co? - westchnął zawiedziony generał. - Cholera, wojna niby, a same pokojowe wyprawy.

- Pokojowa do końca to ona nie będzie. - przerwał Tegris. - Choć to dziwne, bo jadę z zamiarem zawiązania następnego sojuszu.

- Z kim?

- Z Bykami...

- O cholera. Tighar, ładuj się, każdy oręż się przyda, nawet młot kowalski.

- Nie zapomnij jak ci kiedyś tym młotem przydzwoniłem. - zripostował generała kowal. Tegris prawie popłakał się ze śmiechu.

- Od takiego ciosu nie powinienem nic pamiętać... - odrzekł Tazarin, nie wiedząc co odpowiedzieć.

- Zniszczyłeś mi generała! - krzyknął przez śmiech Król Tygrysów.

- On mi niszczy połowę sprzętu, więc jesteśmy kwita. - odparł Tighar. - Lepiej idź go ogarnij, bo wszystko gotowe.


Karawan Tygrysów był już w drodze do Cytadeli Byków. Miejsce to było okryte ponurą sławą, ze względu na rezydentów.

- Tegris, na serio chcesz mieć ich za sojuszników? - spytał niepewnie generał.

- Nie. Ale wolę ich jako sojuszników niż wrogów. - odpowiedział Król.

- A skoro mowa o sojusznikach, to gdzie Jastrzębie? Przyzwyczaiłem się że pomiędzy nas wskakuje Horus.

- Młodziki kończą szkolenie. Jastrzębie są dzisiaj w Klasztorze, świętują.

- Chociaż oni będą mieli dzisiaj trochę rozrywki. - rzekł zasmucony Tazarin. - Wiesz, brakuje mi tych spokojnych czasów. Niby narwaniec ze mnie, ale wolałem gdy nic się nie działo.

- Nie ty jeden przyjacielu. - poparł Tazarina Król. - Uwaga, zbliżamy się do Cytadeli!

Cytadela może nie miała dobrej opinii, ale za to była imponującą budowlą. Była otoczona grubym murem, a wejście na plac prowadziło przez bramę na szczycie której wyrzeźbiona była głowa byka.

- Ewidentna zżyna z bramy do Miasta Lwów. - dorzucił swoje trzy grosze Tazarin.

Karawan Tygrysów podjechał pod bramę. Tegris wysiadł i podszedł do strażników, którzy... spali na stojąco.

- Przepraszam, ale chciałbym rozmawiać z waszym przywódcą... Cholera, nie reagują! - krzyknął lekko zdenerwowany Król Tygrysów.

- Tharak, weź przetestuj to soniczne działo z Tygrysiego Ryku! - zawołał Tazarin.

- Generale, to chyba nieostrożne strzelać w kogoś, kto może zostać naszym sojusznikiem.

- Młody dobrze gada. - rzekł Tegris tłumiąc zamiary swojego przyjaciela. - Są skuteczniejsze, metody, jak nasz prawdziwy ryk!

Tegris odwrócił się w stronę strażników i z całej siły zaryczał. Byki oszołomione przewróciły się na ziemię.

- Tegrisie, spokojnie, bo zaraz Orły się zlecą! - dodał z uśmiechem Tazarin.

- O rzesz, Król Tegris. Sory za to, nie spaliśmy całą noc. - odezwał się jeden ze strażników.

- Przeprosiny przyjęte. Chciałbym rozmawiać z waszym przywódcą.

- Z kim? - spytał z tępym spojrzeniem strażnik.

W tym czasie Tharak podszedł do Tazarina.

- A myślałem że inteligencja Byków to jednak legendy...

- W każdej legendzie jest odrobina prawdy. W tej niestety trochę więcej... - odpowiedział żołnierzowi generał.

Tegris nadal próbował się porozumieć z Bykami.

- Chciałbym rozmawiać z waszym liderem. - powiedział głośno i wyraźnie Król.

- Tej, znasz jakiegoś Lidera? - zwrócił się strażnik do drugiego.

- Nie, ale to może być jakiś Lew. - stwierdził ochoczo.

- Dobra inaczej - kto tu jest najmądrzejszy?! - spytał Tegris będący na skraju załamania.

- A, to było mówić że do Barrausa. Śmiało, ładujcie się!

Tygrysy wjechały na plac. Zobaczyły tam to, co słyszeli o Bykach - banda tępych osiłków, sprawiających ból dla zabawy i zapatrzonych w swoje mięśnie. Część z nich spędzała czas na siłowaniu się, a część na spaniu.

- Generale, to taki miks Nosorożców i Niedźwiedzi, co nie? - spytał Tharak.

- Teraz to bardzo obraziłeś Nosorożce i Niedźwiedzie...

Naprzeciw Tygrysom wyszedł Barraus - Byk, który miał się za lidera Plemienia. Odziany w skórę i klejnoty, wyglądał jakby przewyższał inteligencją i zachowaniem całe Plemię. W zasadzie - jedyny dobrze wyglądający Byk. Koło niego kręcił się inny przedstawiciel Plemienia - Bastix.

- Cóż sprowadza Tygrysy Do Cytadeli Byków? - odezwał się pierwszy Barraus.

- Barrausie, przychodzimy z propozycją sojuszu. - zaczął opowiadać Tegris - Pomóż nam powstrzymać Rekiny przed dalszym plądrowaniem Chimy i grabieżą Chi. Im więcej nas im się przeciwstawi, tym większą mamy szansę na przywrócenie pokoju.

- A co będziemy z tego mieli? - spytał nieoczekiwanie lider Byków.

- Nie rozumiem, chcesz nagrodę za zagwarantowanie pokoju? - spytał zdezorientowany Król Tygrysów.

- Dokładnie. Słucham, jaka jest twoja propozycja?

- Przykro mi Barrausie, nie robimy tego dla nagrody.

- Cóż, przykro mi to mówić, ale ten pan ma dla mnie lepszą ofertę.

Tegris odwrócił się i zobaczył nadjeżdżające wojska Rekinów. Także z zakątków cytadeli zaczęli wyłaniać się żołnierze Sharkera. Sam Król Rekinów też się pojawił.

- Co to ma znaczyć?! - krzyknął zdezorientowany Tegris.

- Wyglądasz na zaskoczonego. Pewnie myślałeś że dołączymy do Tygrysów. Cóż, byłeś w błędzie! - odpowiedział Barraus wyciągając swoją broń - Rogopór.

- Skurczybyki nas wyrolowały. - odezwał się Tazarin.

Sharker wysiadł z pojazdu i podszedł do zgromadzonych.

- Tegris, powinieneś wiedzieć, że Chi zadziała lepiej niż gwarant pokoju. - rzekł szyderczo obłąkany Rekin. - Przegrałeś, a teraz proszę wszystkie obecne tu Tygrysy o oddanie broni.

Bastix podszedł do Tharaka z zamiarem odebrania mu broni.

- Weź spieprzaj, bo tego nie uniesiesz. - powiedział mu w twarz zachowujący się dumnie Tygrys i oddał broń innemu Bykowi.

Wszystkie Tygrysy zebrały się w jedno skupisko. Bezbronne i skazane na łaskę Rekinów i Byków.

- Spójrz Barrausie, oto dzień naszego zwycięstwa! - zawołał dumnie Sharker. - Teraz już nikt nie będzie w stanie nas powstrzymać przed zagarnięciem Chi!

- Nie zapominaj o Jastrzębiach! Atak! - odezwał się znajomy Tygrysom głos.

Był to Harias i jego oddział wojowników. Rzucili bomby dymne i zaczęli okładać zdezorientowanych przeciwników. Jastrzębie odzyskały również bronie Tygrysów, które dołączyły do walki.

- Hariasie, mamy u ciebie dług. - powiedział wdzięczny Tegris.

- Będziecie go mieli jeśli się stąd wydostaniemy! - odparł wojownik Plemienia Jastrzębi.

W wirze walki spotkali się Tharak i Tazarin.

- Młody, teraz masz szansę. Leć do Tygrysiego Ryku i rąbnij z działa sonicznego prosto w bramę. Ja ściągnę naszych do pojazdów. - rozkazał generał.

Tharak bez sprzeciwu ruszył w stronę pojazdu. Przy okazji zlikwidował parę Rekinów i Byka. Jednego ciął w żebra, drugiego po nogach. W końcu dotarł do maszyny i wymierzył w bramę. Strzelił, a z armaty wydobył się ogłuszający huk. Z bramy pozostały gruzy.

- Tharak, wal w pojazdy Rekinów! - krzyknął Tegris.

Młody żołnierz nie śmiał zignorować rozkazu Króla. Jak szalony zaczął strzelać w Piłocykle i Poduszkowce, które rozsypywały się na części. Tygrysy i oddział Hariasa wsiadły do swoich pojazdów i uciekły z pułapki.

- Tharak, jak się strzelało? - spytał Tazarin.

- Zarąbiście! Kocham tę maszynę! - odparł młody żołnierz.

- Więc od dzisiaj jest twoja. Nie zapomnij iść do Tighara, żeby ci ją odpicował.

Młody Tighar był przepełniony radością, a Sharker odchodził od zmysłów po kolejnej nieudanej próbie zlikwidowania przeciwników. Miał jednak parę asów w rękawie. I co lepsze, miał też sojuszników.

Rozdział 8 - Bitwa nad Rzeką Zdrady

Uciekinierzy dotarli pod Pałac Tygrysów. Zziajani, ale cali. Tharia i Tighar wybiegli aby dowiedzieć się co takiego wydarzyło się w Cytadeli Byków.

- Thario, zanim zaczniesz krzyczeć - zaczął Tazarin. - Była zasadzka, Byki spiknęły się z Rekinami, a oddział Hariasa ocalił nam dupska. O, i Tegris jest cały.

- Podziwiam twój talent mówcy przyjacielu. - odparł Tegris.

- To wszystko prawda? - spytała z niedowierzaniem Królowa.

- Niestety tak. Co gorsza mają wspólne interesy. No i wszystko się posypało.

- Nie wszystko. Nadal macie Jastrzębie na każdy rozkaz. - przypomniał Harias.

- I za to jestem wam wdzięczny. - odparł Król Tygrysów.

- Co co teraz robimy? - spytał Tharak.

- Hariasie, polecisz ze swoim oddziałem do Klasztoru. Postaw Jastrzębie w stan gotowości. Czekajcie na wiadomość lub sygnał. - zaczął wydawać rozkazy Tegris. - Tighar, bierz kogo się da i szykuj bronie i pojazdy. Tazarin, gotuj wojsko. Szykuje się krwawy zachód słońca...

- Tak jest! - krzyknęli adresaci rozkazu i natychmiast udali się w swoją stronę. Tharia natomiast patrzyła na męża ze strachem.

- Krwawy zachód?!

- Niestety, na tyle znam Sharkera, że wiem że już szykuje wojsko. Do końca dnia znów staniemy do walki.

- Przodkowie, miejcie nas w opiece. - rzekła Królowa.

W Mieście Tygrysów panowała napięta atmosfera. Rezydujące tu Kangury, Pancerniki i Jeże czuły narastające napięcie. Na placu Tazarin prowadził musztrę, a z kuźni wydobywał się szczęk broni. Także w hangarach każdy miał zajęcie. Co ciekawe, niektórzy goście także pomagały w przygotowaniach. Oprócz Jastrzębi, oni też byli sojusznikami. I to bardzo cennymi. Tegris widział wiążące się przyjaźnie pomiędzy jego podwładnymi a ocalonymi Plemionami. Bardzo go to cieszyło. Na chwilę ujrzał dawne czasy, kiedy Plemiona żyły jak jedno, gdy każdy był dla każdego przyjacielem.

Z zadumy wyrwało go oślepiające czerwone światło. To flara Rekinów. Nie byle jaka flara. To wezwanie do walki. Tegris wziął zapas Chi i ruszył w stronę placu. Gdy już dotarł na miejsce, miał przed sobą ustawionych w bojowy szyk żołnierzy.

- Tazarin, czas wyruszać. Wezwij Jastrzębie!

Generał jednak podał pistolet z racami Tharakowi.

- Pierdyknij flarą, synu!- krzyknął do młodego żołnierza.

Tharak wymierzył w górę i oddał strzał. Flara eksplodowała w kształt skrzydeł Jastrzębi, jednocześnie wydając dźwięk podobny do ryku Tygrysa.

- Działa, i to zarąbiście. - stwierdził Tighar przyglądając się swojemu dziełu.

Wojsko Tygrysów ruszyło w miejsce wystrzelenia wezwania do walki. Także znad Kamiennej Wieży widać było nadlatujące Jastrzębie oraz ich myśliwce. Tharia patrzyła na wymarsz Tygrysów z bólem w sercu. Martwiła się o swojego męża. Zawsze wolała by był on typem dyplomaty. Jednak doskonale go znała i wiedziała, że to niemożliwe. Dlatego otarła łzy i wróciła do Pałacu.


Po trzydziestu minutach Tygrysy dotarły na miejsce wezwania. Także wojsko Jastrzębi wylądowało. Sojusznicy zaczęli się witać.

- Witaj Tegrisie - rzekł podchodząc do władcy Horus.

- Witaj Horusie- odparł mu Tygrys. - Czyli wybrali Rzekę Zdrady.

- Przepraszam królu, ale dlaczego akurat Zdrady? - spytał jak zwykle ciekawski Tharak.

- Podejdź i wrzuć tak patyk. Przekonasz się.

Młody Tygrys podszedł do koryta rzeki i poczynił tak jak wskazał mu Król. I nagle wszystko stało się jasne. Mimo że nurt rzeki wyraźnie płynął w lewą stronę, patyk pomknął w prawo! Tharak przetarł oczy ze zdziwienia i powtórzył eksperyment. Tym razem patyk popłynął we właściwą stronę.

- O cholera... - powiedział wracając do towarzyszy.

- Jutro nurt będzie płynął w drugą stronę. - wtrącił Tazarin. - Do tego nie wiadomo jaką ta rzeka ma głębokość. Dziwne, że Rekiny lub Krokodyle tego nie zbadały.

- A skoro mowa o Rekinach... - przerwał Tegris słysząc szczęk ostrzy.

Z lasu po drugiej stronie rzeki wyłoniły się wojska Rekinów i Byków. Liczebnością dorównywały armii Tegrisa. Armia miała w składzie piechurów i zarówno jeźdźców Poduszkowców i Piłocykli. Także Byki dysponowały swoimi Rogomechami. Na końcu z lasu wyłonił się Taran - najpotężniejsza machina bojowa Byków. A za jej sterami - Sharker i Barraus.

- Przekroczyć rzekę! - wydał rozkaz Król Rekinów.

Żołnierze stojący w pierwszym szeregu na całej długości rzeki zaczęli stawiać drewniane kładki. Tuż gdy opadły na drugą stronę wojsko stanęło w bojowej pozycji.

- ATAK! - krzyknął Sharker.

Ostrza ponownie wydały złowieszczy dźwięk. Rekiny i Byki ruszyły na Tygrysy i Jastrzębie.

- Jastrzębie, rozstawić Wieże Strzelnicze! - rozkazał Tegris.

Myśliwce Jastrzębi zrzuciły swój ładunek. Wieże w mgnieniu oka były gotowe do wystrzału.

- OGNIA! - wykrzyczał Król Tygrysów. Działa Jastrzębi posłały salwę w kierunku wroga. Większość pierwszych szeregów padła. Dalej jednak znajdowały się już pojazdy nieprzyjaciela.

- DO ATAKU! - krzyknął powtórnie Tegris. Armia Tygrysów i Jastrzębi ruszyła na wroga. Tygrysie Ryki zajechały piechocie drogę i zatrzymując się, wypaliły ze swoich sonicznych dział. Rekiny jednak nie były im dłużne. Z Piłocykli i Poduszkowców poleciały dziesiątki rakiet, które trafiły w pojazdy Tygrysów. Uszkodziły je, lecz nie na tyle aby wycofały się z walki.

- Horus, Myśliwce mają powstrzymywać Taran. Najlepiej jak wysadzicie kładki! - powiedział Tegris wojownikowi Jastrzębi.

- Tak jest! - odparł Horus i uniósł się w powietrze aby dać znak współplemieńcom.

Tymczasem obie armie starły się se sobą w zderzeniu. Szelest liści i szum wody zmieniły się w szczęk ostrzy mieczy i toporów, uderzenia młotów i strzały. Czołgi Chi i Tygrysie Ryki wymieniały ogień z pozostałymi na drugim brzegu pojazdami Rekinów i Byków. Myśliwce raz oddawały salwę w stronę wroga, raz wracały po Wieże Strzelnicze, aby przemieścić je w inne miejsce bitwy.

Harias dowodził lotnictwem, które miało powstrzymać Taran Byków. Na nic zdało się rozsadzenie kładek, gdyż na ich miejsce natychmiast pojawiały się nowe.

- Cholera jasna, to nie ma sensu. Do wszystkich - koncentrować ogień na Taranie! - rozkazał wojownik Jastrzębi.

- Tak jest! - odpowiedziało mu chórem kilka głosów w radiu.

W przeciwieństwie do Tegrisa, który brał czynny udział w walce, Barraus i Sharker nadal siedzieli za sterami Taranu, wydając rozkazy swoim żołnierzom.

- Dosyć tego! Rogomechy, szarża! - wykrzyczał lider Byków.

- Bardzo dobrze mój przyjacielu. - rzekł Sharker. - Może i są lepsi na dystans, ale w starciu bezpośrednim nie mają szans.

Kroczące machiny wkroczyły między oddziały piechoty i zaczęły szarżę zniszczenia. Taranowały i deptały nie tylko żołnierzy nieprzyjaciela, ale i także swoich. Sharker nie miał jednak nic przeciwko temu.

Tegris widząc opłakany stan piechurów wydał rozkaz Czołgom.

- Przełączyć ogień na jedną lufę i celować w Rogomechy. Tylko jak najdokładniej!

Salwa z pocisków Chi przyniosła zamierzony efekt. Mechy padały jeden za drugim. Z jednego w ostatniej chwili wyskoczył Barotar - największy brutal jakiego widziała Zachodnia Chima.

- Barotar zły! Koty i ptaki zniszczyły robota Barotara! - darł się wniebogłosy Byk i zaczął tłuc przeciwników. Jednemu rozbił głowę, drugiemu połamał kości. Robił to co lubił najbardziej - zadawał ból.

- O nie cwelu, nie będziesz mi kolegów psuł! - krzyknął Tazarin i ruszył na brutala.

Już miał zadać mu cios swoim mieczem, jednak Barotar złapał ostrze. Rozcięło mu ono głęboko dłoń, jednak nie zwracał na to uwagi. Jednym ciosem posłał Generała Tygrysów na ziemię. Tuż po tym chwycił jego miecz i złamał go na kolanie.

- Dobra, widzę że jesteś silny. Ale czy równie szybki?

Tazarin zaczął krążyć, skakać i robić przewroty wokół Byka. Ten całkiem zdezorientowany nie wiedział gdzie na uderzyć.

- Kot przestanie! Barotarowi kręci się w głowie! - krzyczał brutal.

- Na to liczyłem. - odparł Tazarin.

Wykorzystując nieuwagę Barotara zadał mu jeden, precyzyjny cios w skroń. Zamroczony Byk padł na kolana, ale nie stracił przytomności.

- Kot dobry w walce. Barotar widzi wszystko rozmazane. - odparł wojownik i padł na ziemię. Tazarin za to złapał się za dłoń.

- O w mordę, jaki twardy łeb!

Tymczasem Myśliwce nadal atakowały Taran. Nie mogły zbyt dużo zrobić, gdyż miał on całkiem solidną ochronę. Jedna z rakiet Rekinów trafiła w pojazd Hariasa. Był zmuszony ewakuować się. Myśliwiec rozbił się, Jastrząb został otoczony przez wrogów.

- Wybraliście zły dzień na wysadzenie mnie z Myśliwca. - powiedział Harias wyjmując swój obustronny topór.

Pierwszy Rekin który zaatakował wojownika został zraniony w brzuch. Drugiemu Harias podciął gardło. Następny zaszedł go od tyłu i próbował dusić go swoją bronią. Otrzymał jednak cios głową i momentalnie role się odwróciły. Byk skończył swój żywot z powodu braku tlenu. Jednakże wrogów było coraz więcej. Harias po długiej walce opadł z sił. Został rozbrojony i powalony na ziemię.

Wojska Byków zostały całkowicie pozbawione swoich maszyn. Rekinom również nie pozostało wiele pojazdów. Jednak to samo można rzec o armii Jastrzębi i Tygrysów. Dzień chylił się ku końcowi, a walkom nadal nie było końca.

W zażartej walce Horus znalazł Tegrisa.

- Tegrisie, nie mam kontaktu z Hariasem i paroma innymi pilotami. Obawiam się że trafili w niewolę wroga. - podzielił się swymi przeczuciami Jastrząb.

- Ile pojazdów mają Rekiny? - spytał Król.

- Może z dziesięć Piłocykli. Nie wiem jak ma się sprawa po drugiej stronie rzeki. Taran zaraz może wkroczyć do walki.

- Chyba że my będziemy pierwsi. Czołgi, Ryki, utworzyć szereg!

Pojazdy Tygrysów ustawiły się w jednej linii na polecenie Króla.

- Na mój sygnał będziecie oddawać strzały! - rozkazał Tegris wsiadając do Czołgu Chi. - Jastrzębie, nie przerywajcie ostrzału. A teraz cała naprzód!

Pojazdy niczym falanga poruszały się i strzelały. Dla osłabionej armii Sharkera miało to opłakane skutki.

- ODWRÓT ZA RZEKĘ! - rozkazał Król Rekinów.

- Mam nadzieję że masz jakiś plan. - wtrącił Barraus. - Bo nie zamierzam skończyć w lochu u Lwów!

- Cierpliwości. Usunąć tyle kładek ile się da! - podał następne polecenie.

Tegris widząc poczynania Sharkera miał już gotowy plan.

- Szyk trzeciej szerokości! - popłynął rozkaz. Pojazdy przystąpiły do zmiany ustawienia. Z kolumny pojazdów powstał karawan o szerokości trzech pojazdów.

- Przekroczyć rzekę!

Rekiny i Byki otoczyły Taran, przygotowując się do obrony swoich liderów. Tymczasem część piechurów znalazła się już po drugiej stronie rzeki. Na prowizoryczny most wjechała także większość pojazdów Tygrysów.

- TERAZ! - krzyknął z całej siły Sharker.

Jeden z żołnierzy z całej siły zadął w róg. Tygrysy i Jastrzębie nie wiedziały o co chodzi.

- STÓJ, NIE WJEŻDŻAJ! ZAWRACAĆ! - krzyknął Tegris, który zdaje się zauważył niebezpieczeństwo.

Wtedy też z Rzeki Zdrady wyłoniła się tajna broń Rekinów - Tnąca Łódź. Jej najstraszliwszą bronią były piły tarczowe wystające z jej grzbietu. Przecięły one kładki na których znajdowały się machiny Tygrysów. Tegris patrzył, jak jego poddani topią się i wpadają w śmiercionośne ostrza Tnącej Łodzi. Armia Tygrysów w jednej chwili skurczyła się do jednego Czołgu Chi i dwóch Tygrysich Ryków. Po drugiej stronie piechota dostała się do niewoli. Wśród nich był też Tharak.

- NIE! - krzyczał Tegris.

- Oto do czego doprowadza twoja krucjata Tegrisie - krzyczał do niego Sharker. - Radzę ci nie wykorzystywać Jastrzębi do ostrzału, gdyż zrobię sobie z waszych żołnierzy kamizelkę kuloodporną!

Tegris natychmiast rozkazał Myśliwcom wylądować. W niewoli znajdowało się zbyt wielu swoich, aby strzelać.

- Oni będą moją kartą przetargową. - kontynuował Król Rekinów. - Wypuszczę ich kiedy zdecydujesz się zakończyć ten konflikt. Jeśli nie, to oni będą cierpieć za ciebie!

Tegris był gotów rzucić się wpław przez Rzekę Zdrady, jednak powstrzymali go Tazarin i Horus.

- Stój, już im nie pomożesz! - krzyknął Generał. - Nawet nie próbuj nic mówić. Tą bitwę przegraliśmy. To cud, że Sharker nas wypuszcza.

- Królu jedź, damy sobie radę! - krzyknął związany Tharak. Został za to ukarany przez Barotara ciosem w brzuch.

Tegris z bólem serca odjechał z pola bitwy. Jastrzębie odleciały w stronę klasztoru bez słowa. Dziś Rzeka Zdrady przybrała kolor krwi. Krwi, która w ogóle nie powinna się przelać. Król zaczął wątpić w swoje umiejętności.

- Dlaczego kazałem przekroczyć tę rzekę?! Dlaczego?! - krzyczał Król przez łzy.

- Ja podjąłbym taką samą decyzję. - próbował uspokoić przyjaciela Tazarin. Jego też zabolało to co dziś ujrzał.

- Jest jedna dobra wiadomość.- kontynuował Generał.

- Jaka? - spytał załamany Tegris.

- Otrzymałem dzisiaj odpowiedź.

- No i co?

- Przyjął propozycję.

- Czyli jest jeszcze nadzieja... - odparł Tegris.

Rozdział 9 - Jeniec Wojenny

Morska Metropolia

- Tak jest, wygrałem, wygrałem! - krzyczał z radości Sharker. - Tegris w końcu poznał moją potęgę!

- Wygraliśmy Shraker, wygraliśmy... - odezwał się urażony Barraus - Gdyby nie Rogomechy, czy choćby mój Taran, brałbyś czynny udział w tej bitwie. I prawdopodobnie nie cieszyłbyś się tak jak teraz.

- I tu się mylisz. Mój plan był perfekcyjny. Dopracowany w każdym szczególe. Tegris prędzej czy później rozkazałby przekroczyć rzekę.

- Byki też miały udział w tym zwycięstwie. Żądamy swojej zapłaty!

Sharker westchnął i wezwał swoją służbę. Kazał załadować Chi i przekazać je Bykom. Barraus uśmiechnął się na widok takiej ilości substancji.

- No i to rozumiem. A co zrobisz z jeńcami? - spytał lider Byków.

- To co powiedziałem - zatrzymam ich dopóki Tygrysy i Jastrzębie nie odłożą broni. - odparł Król Rekinów. - Wtrącić ich do lochów, i przy okazji uwolnić Shartheusa.

Byki opuściły Morską Metropolię, a strażnicy prowadzili jeńców do ich cel. Wśród nich byli Tharak i Harias.

- Jak tam Tharak, jakie wrażenia? - spytał Jastrząb.

- Wali rybą. I chyba sufit przecieka. - stwierdził w typowym dla siebie stylu Tharak. - Ej, weźcie Bobry wezwijcie, one wam to naprawią!

Strażnik jednak popchnął go halabardą. Harias zaśmiał się pod nosem.

- Czy ty aby nie jesteś spokrewniony z Tazarinem? - skierował swoje następne pytanie wojownik Jastrzębi.

- Też się nad tym zastanawiam. Ej, Harias, to prawda że Rekinom natychmiast wyrastają zęby jak się je wybije? - tym razem zapytał Tharak.

- Shraner, jak to jest z waszymi zębami? Odrastają od razu? - spytał się Rekina Harias.

- Nie gadaj tylko właź do celi! - odparł naburmuszony żołnierz.

Tharak i Harias mieli siedzieć w jednej celi. Choć raz los okazał się dla nich łaskawy. Nie będą się przynajmniej nudzić.

- Harias, mam powalony pomysł! - zawiadomił Tygrys i z całej siły wymierzył Shranerowi cios głową. Wybił mu ząb, który od razu został zastąpiony nowym.

- Czyli prawda. - stwierdził z całą dumą młodzieniec. Shraner trzymał się za wargi, a inny strażnik jedynie popchnął Tharaka i zamknął za nim celę.

- Będzie wesoło. - powiedział z uśmiechem Harias.

Strażnicy uwolnili również Shartheusa. Idąc w stronę sali tronowej widział uwięzione Tygrysy i Jastrzębie. Rozumiał dlaczego Sharker kazał go uwięzić. Wszystko powoli zaczęło się układać.

- Czyli dlatego kazałeś mnie zamknąć w lochu. Żeby wziąć moją łódź i użyć jej jako pułapki na Tygrysy i Jastrzębie. - wykrzyczał prosto z mostu wojownik. Król jedynie uśmiechnął się pod nosem.

- Twój pojazd właśnie jest czyszczony z krwi. - poinformował Sharker. - A kazałem cię zamknąć, bo istniała bardzo duża szansa że nie będziesz chciał brać udziału w moim planie.

- I miałeś rację. Co mam robić teraz?

- Teraz mój drogi Shartheusie, czas iść za ciosem! Podejdź, wyjaśnię ci twoje zadanie.


Pałac Tygrysów

Odbyły się już uroczystości na cześć poległych w Bitwie nad Rzeką Zdrady. Bitwie która pokazała że nie zawsze odnosi się zwycięstwo. Czasem odnosi się również druzgocącą porażkę. Tergis mimo smutku zwołał naradę wojenną. Czuł że następny cios nadejdzie wkrótce.

- Co robimy teraz? - spytał bezradny Tazarin. - Odbudowanie potencjału wojskowego zajmie co najmniej 3 tygodnie.

- Spodziewałem się dłuższego czasu przyjacielu. - rzekł trochę zdziwiony Król.

- Nie ma się czemu dziwić. Koszary są pełne, muszę kogoś wypchnąć. Wybiorę najlepszych, wyszkolę. Dalej już tylko pozostaje sprzęt.

- Tighar, jak wygląda sytuacja z uzbrojeniem?

- Na pewno nie optymistycznie. - zaczął biały Tygrys. - Straciliśmy mnóstwo Czołgów Chi, a one są znacznie bardziej skomplikowane w budowie niż Ryki. Będę potrzebował dwa razy tyle pracowników ile miałem, ale i tak nie wyrobię się w trzy tygodnie.

- Więc potroimy liczbę pracowników. - stanowczo rzekł Tegris. - Thario, czy mogłabyś poprosić tu Kagarusa, Armediusa i Hodro?

- Oczywiście, zaraz wrócę. - odparła królowa i opuściła komnatę. Minęli się z nią Horinax i Horus.

- Cieszę się że widzę Cię całego Tegrisie. - rzekł jakby niepodobnym do siebie tonem Naczelny Mistrz. - Jednak martwi mnie to, ilu wojowników jest w łapskach Sharkera.

- Dlatego Cię tu zaprosiłem. Mam już plan jak odbić jeńców. - odparł mu Tegris.

- Słuchamy zatem.

- Jedynym wyjściem jest wymiana. - zaczął opowiadać Król. - Ale przy obecnym stanie zbrojnym nie mamy szans w otwartej bitwie. Musimy porwać skubańców.

- Sharker przecież nie interesuje się żołnierzami. Ma ich pod ogonem. - wtrącił się Horus.

- Chyba że dużo dla niego znaczą. Albo gdy się ich boi.

- Shartheus... - stwierdził Tazarin.

- Dokładnie. Sharker trzyma go tylko dlatego, że jest świetnym wojownikiem. Bez niego nie byłby w stanie pokierować Plemieniem.

- A jak chcesz go uprowadzić? - spytał Horinax.

- Potrzebuję do tego twoich najlepszych wojowników. Właściwie tych, którzy najlepiej znają sztukę kamuflażu. Coś mi się wydaje, że za parę dni Sharker pośle go na misję w terenie, żeby nie interesował się sprawami w pałacu.

- W takim wypadku każę podwoić liczbę posterunków. - stwierdził przystając na propozycję Horinax.

W tej samej chwili wróciła Tharia z przywódcami uratowanych Plemion.

- Witajcie, przyjaciele. Mam do was wielką prośbę...

Tegris zaczął, ale przerwał mu Kagarus.

- Tegrisie, mamy wobec waszych Plemion dług wdzięczności. - zaczął Kangur.

- I jeśli w jakiś sposób będziemy w stanie go spłacić... - powiedział Armedius.

- To zrobimy co powiesz.- skończył Hodro.

- Nawet nie wiecie jak bardzo raduje mnie wasza chęć pomocy. Tighar, przekaż im, czego potrzebujesz. - odparł Król Tygrysów. - To by było wszystko, dziękuję wam za spotkanie. Oby następne nie prędko nadeszło.

Horinax wrócił do Klasztoru, a Jastrzębie zajmowały pozycje w całej Zachodniej Chimie. Czekały aż Shartheus opuści Morską Metropolię. Długo czekać nie musiały...


Dwa dni po naradzie oddział Horusa spostrzegł wyjeżdżające Piłocykle. A wśród nich swój cel. Jednak wroga było zbyt dużo jak na pięcio-osobowy oddział. Horus podjął szybką decyzję - wezwać najbliższych towarzyszy i do ataku!

Bomby dymne poleciały w stronę Rekinów. Te oślepione zaczęły ślepo ciąć bronią powietrze. Gdy zasłona opadła, słudzy Sharkera ujrzeli Horusa z ręką uniesioną w górę. Gdy ją opuścił, Jastrzębie zeskoczyły z drzew wprost na głowy zaskoczonych Rekinów. Poskręcane karki i poderżnięte gardła. Taki widok spotka ten, kto odnajdzie to pobojowisko. Shartheus zsiadł z Piłocyklu i wyciągnął broń.

- Ze mną tak łatwo wam nie pójdzie. -

- W to nie wątpię... - odparł Horus i przygotował się do walki.

Rekin pierwszy ruszył ze swoimi dwoma ostrzami. Horus jednak zablokował uderzenie swoimi tonfa i wymierzył kopnięcie w klatkę piersiową. Shartheus podniósł się i pchnął jednym swoim ostrzem. Cięcie trafiło w ramię Jastrzębia. Drugi miecz także nadchodził z ciosem, lecz Horus zablokował go i odrzucił wraz z jedną tonfą, częściowo pozbawiając uzbrojenia i siebie i przeciwnika.

- Jak walka, to z dwoma ostrzami, lub gołymi rękoma. - stwierdził Shartheus i wyrzucił miecz. To samo uczynił Horus, kierując się honorem.

Tym razem Jastrząb pierwszy wymierzył cios w podbródek. Błędem było porzucenie broni w walce z wojownikiem tego Plemienia. Shartheus nie był tak dobrze wyszkolony w walce wręcz. Horus zasypał go gradem ciosów a na końcu przeszedł do duszenia. Rekin czuł jak traci przytomność. Chwilę potem pogrążył się we śnie.

- Mamy go.

Horus wezwał Myśliwiec, który wkrótce nadleciał. Zrzucił sieć, w którą schwytano Shartheusa. Czym prędzej pomknęli do Pałacu Tygrysów. Rekin w drodze odzyskał przytomność. Wiedział, co takiego się z nim stanie.

Na placu w mieście Tygrysów wszyscy zbiegli się, aby zobaczyć złapanego Rekina. Obrzucano go obelgami, znalazło się paru takich co chcieli rozerwać sieci. Strażnicy jednak zostali ostrzeżeni, że "ładunek" ma dotrzeć do Pałacu w całości. Za Horusem który niósł sieć pałacowe wrota zamknęły się z hukiem. W korytarzu czekali już Tegris i Tazarin. Shartheus spojrzał się na nich.

- Serio, w sieć? Nie można było worka? - spytał Rekin

- Jastrzębie nie posiadają wyrzutni worków Shartheusie. - odpowiedział mu Horus uwalniając go z sieci. - Wybacz mi też te wszystkie ciosy, musiałem być wiarygodny do końca.

- Gdyby nie mistyfikacja, nie miałbyś z nim szans. - wtrącił się Tazarin. - Dobrze widzieć cię całego.

- Witaj królu Tegrisie. - zwrócił się Shartheus do Tegrisa. - Kondolencje z powodu straty poddanych w tej okropnej bitwie.

- Nie możemy rozdrapywać starych ran. Tymczasem witam cię i dziękuję ci, że zgodziłeś się pomóc nam w walce z Sharkerem. - opowiedział mu Król i zaprosił do komnaty na naradę.

Tak, to Shartheus był kontaktem w Plemieniu Rekinów. Podczas bitwy w wiosce Pancerników przekazał Tazarinowi list w którym dokładnie opisał sytuację w Morskiej Metropolii i błagał o pomoc. Podczas zasadzki w Cytadeli Byków Generał przekazał prośbę o współpracę wyznaczonemu łącznikowi. A podczas Bitwy nad Rzeką Zdrady otrzymał pozytywną odpowiedź. Wyjazd z Metropolii także został zaaranżowany.

Shartheus zgodził się na współpracę, igrając z ogniem. Wie, że może to źle skończyć się dla niego i jego rodziny. Wie również, że jego pomoc może raz na zawsze pokrzyżować plany Sharkera. Postanowił spełnić swoją rolę i wypełnić zobowiązanie wobec króla Shorknera - prawdziwego władcy Rekinów.

Rozdział 10 - Bitwa o Bratobójcze Wzgórze

Od Bitwy nad Rzeką Zdrady minął prawie tydzień. Sytuacja znacznie się uspokoiła. Jednakże Tygrysy i Jastrzębie nadal tkwiły w niewoli u Rekinów. Spędzało to sen z powiek Tegrisowi. Niestety, problemów wciąż przybywało. Niewyszkolone wojsko, zbyt mała ilość sprzętu. A to nie wszystko...

Na dziedziniec Pałacu na pełnej prędkości wjechał Tygrysi Ryk. Zatrzymał się tuż przy schodach. Z pojazdu wysiadło dwóch żołnierzy. Następnie wyciągnęli z niego rannego współplemieńca. Był to Tazarin. Tegris jak wściekły wybiegł z Pałacu.

- Tazarin, co się z tobą stało? - spytał zaniepokojony Król.

- Puść do cholery bo boli! - wydarł się generał na trzymającego go żołnierza. - To Rekiny Tegris. Zajmują nasze tereny. Kawałek po kawałku.

- Jeszcze tego brakowało.

- Cwele wykorzystują nasze osłabienie. Ale musimy ich powstrzymać za...ała! - powtórnie krzyknął Tazarin.

- Ciekawe czy atak na generała był specjalnie zorganizowany?

- Cóż, atakiem bym tego nie nazwał... bo sam się na nich rzuciłem.

- Nie no trzymajcie mnie! - rzekł Tegris momentalnie tracąc troskę o przyjaciela. - Czyś ty się z Nosorożcem na łby pozamieniał?! Samemu rzucać się na oddział Rekinów?!

- Właściwie Królu, wybił połowę tego oddziału. - powiedział w obronie generała jeden z żołnierzy.

- Nie byłby sobą, gdyby nie zaatakował. Do szpitala z nim. - rozkazał Tegris.

- Zaczekaj. Oni zmierzają w stronę Bratobójczego Wzgórza. - poinformował przyjaciela Tazarin.

- W takim wypadku zwołuję naradę. Posłać po Jastrzębie!


Pół godziny później

Horinax był już w Pałacu, wraz z Horusem i Havakiem. Panował nerwowy nastrój, gdyż ich sojusz był blisko przegranej.

- Nie możemy oddać im Bratobójczego Wzgórza. To jakby otworzyć im furtkę do Pałacu! - stanowczo postanowił Tegris.

- Zatem co proponujesz? - spytał Naczelny Mistrz - Jakbyś nie zauważył, nie mamy wystarczająco sił do ataku.

- Dlatego stawiam wszystko na jedną kartę. Musimy wydać im kolejną bitwę.

- Tegris, to szaleństwo. - wtrącił się Tighar - Nie mamy wystarczająco pojazdów.

- Nieprawda przyjacielu. - odparł Król - A Speedory?

- Chyba nie myślisz... chociaż czekaj. To może się udać! - wykrzyczał biały Tygrys.

- To czysty obłęd Tegrisie! - przerwał Horinax. - Zapomniałeś o Poduszkowcach? Rozerwą jeźdźców na kawałki!

- Nie jeśli mój plan zadziała. - odparł Tegris.

- A przeważnie działają. - poparł Tygrysa Horus.

- Mów zatem. - powiedział Mistrz Jastrzębi.

Po długiej i burzliwej naradzie wojsko zjednoczonych Plemion wyruszyło na straceńczą bitwę. Speedory przeciwko piłom i ogromnej sile ognia. Poddani nie wierzyli w zwycięstwo. Przygotowywali się już na kolejne dni żałoby. Jedynie Tegris w Tygrysim Czołgu Chi jechał dumny jak zawsze. Dumny i z wiarą w zwycięstwo. Zawsze z podniesionym czołem.

Temu wszystkiemu przyglądał się z okna Tazarin. Poowijany bandażami oglądał z bólem serca przyjaciół jadących na wojnę. Oczywiście bolało go to, że sam nie weźmie w niej udziału.

- Jeszcze nie jedna bitwa cię czeka Tazarinie. - odezwał się Tighar, który przyszedł go odwiedzić.

- Pieprzysz. Co ze mnie za generał, jak siedzę na tyłku w szpitalu, zamiast tłuc te pieprzone ryby. - odparł z grozą Tazarin.

- Chodź, przejdziemy się. Świeże powietrze dobrze ci zrobi. Poza tym, mam coś dla ciebie.


Wojska Tygrysów i Jastrzębi dotarły na miejsce. Jedno wzgórze, z którego rozpościerał się widok na ziemie Tygrysów.

- Tegris, dlaczego Bratobójcze? - spytał się Horus.

- Dawno temu, dwaj książęta i bracia bliźniacy, Traix i Thrakar, po śmierci swojego ojca mieli równe prawa do tronu. Thrakar był bardziej popierany przez poddanych i to on został królem. Traix nie mógł przyjąć tego do wiadomości, więc wyzwał brata na pojedynek o koronę. Thrakar wygrał, lecz Traix podstępni zabił go atakiem zza pleców. Zabójstwo brata spowodowało u niego szaleństwo. Pod jego rządami nasze Plemię znacznie podupadło. To czarna karta w naszej historii. - powiedział Tegris.

- Przykro słyszeć o takich konfliktach rodzinnych. Jak się skończyło?

- Po dopiero 20 latach przeciwko Traixowi wystąpił syn Thrakara. Odebrał wujowi koronę i przywrócił Plemieniu dawną świetność. A ja staram się kontynuować dzieło mojego pradziada.

- Tegrisie, są.. - przerwał Królowi Jastrząb.

Rekiny i towarzyszące im Byki byli w pełni uzbrojeni. Piłocykle, Rogomechy. No i oczywiście Sharker i Barraus w Taranie. Król Rekinów postanowił szybko załatwić sprawę.

- Do ataku! - dał rozkaz swoim wojskom.

- Naprzód! - krzyknął Tegris.

Tygrysy i Jastrzębie ruszyli na Speedorach w stronę pojazdów nieprzyjaciela. U Sharkera wywołało to jedynie śmiech.

- Hahahaha, tylko na tyle was stać?! To będzie prostsze niż myślałem. Poduszkowce, rozprawić się z nimi!

Pojazdy natychmiast wysunęły się na początek. Były ich około trzy szeregi. Wystarczająco, aby pozbawić głów kierowców Speedorów.

- Nie zwalniać tempa! - rozkazał Tegris ze wzgórza.

Jeźdźcy ani chwilę nie zmniejszyli prędkości. Ufali swojemu dowódcy bezgranicznie. Skoro każe szarżować im na wirujące ostrza, to z pewnością ma to swój cel. Wtedy też Król Tygrysów z całej siły wykrzyczał:

- OGNIA!

Zza Czołgu Chi padły strzały snajperów. Jastrzębi. Ich oko nigdy nie zawodzi. Kierowcy Poduszkowców pozbawieni życia strzałem w głowę wypadali z pojazdów, a czasem nawet natykali się na własne ostrza. Pojazdy natomiast ryły w ziemię i otwierały drogę do Piłocyklów. Sharker nie mógł uwierzyć w to, co się stało.

- JAK TO?! TO NIEMOŻLIWE! - darł się najgłośniej jak tylko mógł Król Rekinów. Barraus natomiast starał się zachować zimną krew.

- Rogomechy, zostańcie z tyłu na wypadek przerwania szyku! - rozkazał swoim żołnierzom.

W tym czasie jeźdźcy Tygrysów i Jastrzębi zaczęły realizować plan Tegrisa. A zakładał on niszczenie Piłocyklów za pomocą... Speedorów! Rozpędzeni kierowcy zeskakiwali z pojazdów, a te wpadając w piły machin Rekinów eksplodowały. Oczywiście wszystko dzięki Tigharowi i jego nowym materiałom wybuchowym.

- Uwielbiam jego zabawki. - powiedział do siebie Tegris. - Cała naprzód, jedziemy po Sharkera!

Gdy Król podążał na pole bitwy, Tygrysy i Jastrzębie czyściły pole bitwy z ocalałych z eksplozji Piłocyklów. Niestety, Speedorów było mniej niż Piłocyklów. Na dodatek Rogomechy rozpoczęły szarżę. Zauważył to Tegris, który był jednak za daleko, aby pomóc. Piechota została otoczona.

- Przodkowie, ześlijcie cud! - zawołał Tegris.

Zaraz po tym zza wzgórza wyskoczył pojazd. Był znacznie szybszy od Czołgu. Miał sześć kół i wygląd Tygrysa. Tak, to Tazarin przybył z odsieczą!

- Ciężarówka Desantowa na pomoc! Cholera, jak ja kocham tego białasa!

Mimo że był poobijany, Tazarin wsiadł za kierownicę i pognał na pomoc. Ostrzał z rakiet unieszkodliwił Piłocykle, a wielkie koła zrobiły porządek z Rogomechami, wgniatając je w ziemię. Rozległy się wiwaty na cześć generała. W tym samym czasie dojechał Tegris.

- Tazarin, jesteś niemożliwy. - powitał tymi słowami przyjaciela. - Jak szybko złapiemy tym Sharkera?

- Jeśli ktoś strzeli, to za 10 sekund. - odparł Tazarin.

- Ma trzepnąć w drzewo, czy obrócić się o 180 stopni? - spytał Havak, celując ze snajperki.

- Obrót. - wypowiedzieli razem przyjaciele.

Havak oddał strzał. Trafił on prostu w kierowcę uciekającego Taranu. Wedle życzenia, pojazd obrócił się w stronę wojsk Tygrysów i Jastrzębi. Z ciężarówki wysiedli Tegris, Tazarin i Horus. Król Tygrysów przystawił Rekinowi ostrze do głowy.

- Sharker, mam coś co cię zainteresuje. Shartheus źle się u nas czuje. Gdybyś oddał mi moich żołnierzy, pewnie by się cieszył. - rzekł Tegris. Król Rekinów jednak odpowiedział śmiechem.

- Myślisz, że nie wiem, że on z wami współpracuje?! Proszę cię, niby dlaczego tak nalegał na wyjazd tamtego dnia? Przekaż mu, że mam jego rodzinę. Oddasz mi go, to dostaniesz swoich żołnierzy. A jeśli zabijesz mnie teraz, to i oni, i rodzina Shartheusa ucierpią. A nic nie boli cię tak, jak cierpienie niewinnych, prawda?

Sharker widział, że zaskoczył swoich wrogów. I sprawiło mu to nieziemską radość. Tegris był zmuszony puścić Sharkera wolno. Lecz i tak odniósł sukces. Żaden żołnierz z jego nielicznej armii nie zginął. To rzeczywiście był cud. Teraz jednak rozpoczął się wyścig z czasem. Stawką jest życie wielu jego poddanych.

- Shartheus nie będzie zadowolony, jak się dowie. - spostrzegł Tazarin.


Słowa generała okazały się prawdą. W Pałacu przekazano wieści Shartheusowi. Był wściekły. Nie na Sharkera, lecz na siebie. Tegris również nie był zadowolony z wykrycia spisku.

- Jak mogłem być taki głupi?! Tak nieostrożny?! Co ja zrobiłem, co ja zrobiłem?! - krzyczał Rekin wniebogłosy.

Był kompletnie załamany. Nikt nigdy nie widział go w takim stanie. Nawet wielki wojownik traci zmysły, gdy życie jego rodziny jest zagrożone.

- Shartheus, wiem że jest ci ciężko ale wysłuchaj mnie. - odezwał się Tegris - Nie możemy tracić zimnej krwi. Ocalimy wszystkich, w tym twoją rodzinę.

Wtedy twarz Shartheusa przybrała gniewny wyraz. Po łzach i rozpaczy nie było śladu. W oczach widać było jedynie pragnienie zemsty.

- W tym się zgadzamy. Ale pozwól że zrobimy to po mojemu! - odparł Rekin.

- Czyli jak? - wtrącił się Horus.

- Rekiny to dumne istoty. Niestety, ostatnimi czasy duma przerodziła się w pychę. Sądzą, że tylko oni mogą atakować. Pokażemy im, jak bardzo się mylą!

Tegris i Tazarin spojrzeli na siebie pełnym zdumienia wzrokiem.

- Wnioskuję, że nie będzie żadnej wymiany zakładników? - spytał, poniekąd znając odpowiedź Król Tygrysów.

- Oj nie! Nie będzie! Będzie szturm!

Rozdział 11 - Sztorm na Morzu Szumów, część 1

- Cholera by wzięła cały ten szturm! Nie można nawet poczytać, bo zaraz na naradę wojenną wołają! - krzyczał zdenerwowany Tazarin.

Miał jednak sporo racji. Od kilku dni trwały nieustanne przygotowania do ostatecznej rozprawy z Sharkerem. Jastrzębie na dobre zagościły w Mieście Tygrysów. Kangury, Pancerniki i Jeże pracowały nad uzbrojeniem i pojazdami. Szkolenia w koszarach zaczynały się rano i kończyły wieczorem. Tegris i Horinax natomiast nie wychodzili z sali obrad. Planowali atak z każdym szczegółem. Oczywiście we wszystkim największy udział miał Shartheus, który znał teren działań.

- Najważniejsze jest, żebym dostał się do Metropolii. - opowiadał Rekin - Mam tam swoich ludzi. Pomogą nam dostać się do Fortecy.

- Żebyś bezpiecznie dostał się do środka, musimy zlikwidować łodzie patrolujące Morze Szumów. Powierzę to zadanie Horusowi. - kontynuował Horinax.

- Szturm musi przebiec sprawnie, Sharker nie może uciec. Dlatego musimy szybko zdobyć mury. - stwierdził Tegris. - Tazarin się tym zajmie.

- Zatem postanowione - jutro ruszamy.


Nazajutrz rano

Piechota ustawiona w szeregu. Kierowcy gotowi do odjazdu. Bronie palne naładowane. Miecze i topory naostrzone. Oto obraz wojny. W założeniu sojuszu Tygrysów i Jastrzębi jest to ostatni taki obraz, goszczący w Zachodniej Chimie.

Tegris i Tazarin przywdziewali zbroje. Nie rozmawiali między sobą. Nie potrzebowali słów, aby się porozumieć. Uczestniczyli razem w wielu bitwach, jednak ta, która nadchodzi ma być inna niż wszystkie dotychczas. Jej wynik zaważy na przyszłości krainy.

Przyjaciele zaczęli zmierzać na dziedziniec.

- Nie jesteś zły, że to ty poprowadzisz natarcie? - spytał generała Tegris - Wiem że wolałbyś wtargnąć do Metropolii i najchętniej samemu zająć się Sharkerem.

- Powiem teraz coś, co każdego zdziwi. Nie czas na moje kaprysy, mam zadanie więc je wypełnię. A jeśli szturm się powiedzie, to i tak wejdę do miasta. - odparł Tazarin.

- Idź przemówić do wojska.

- Jak to? Ty tego nie zrobisz? To raczej król powinien zagrzewać do walki poddanych.

- Muszę iść pożegnać się z Tharią. Tak długo jej nie widziałem. Muszę do niej iść, w razie gdybym miał jej nie zobaczyć.

Tazarin złapał króla za ramię

- Ty, bo jak ci w łeb pizgnę, to ci korona spadnie. Jak nie zobaczysz?! Wrócisz i ją zobaczysz, i to w jednym kawałku!

- No i dlatego chcę żebyś to ty przemówił. Nikt nie zagrzeje ich do walki w takim stylu jak ty. - odpowiedział Tegris.

- Zaraz, to mogę tak mówić?

- Pewnie.

- Dobra, idź już do żony, ja idę na dziedziniec.

Tegris po krótkiej chwili dotarł do komnaty żony. Patrzyła jedynie w okno z zadumą. Lub z lękiem. Ciężko było stwierdzić.

- Nie mówię że nie wrócę, bo wiem jak to zadziała. Ale musisz wiedzieć, że...

- Że wrócisz cały i zdrowy, bo musisz do mnie wrócić. Do nas wszystkich. - przerwała mężowi Tharia. - Potrzebujemy cię tutaj. Ja cię potrzebuję. Musisz wrócić, rozumiesz?! Musisz!

Królowa zalana łzami rzuciła się Tegrisowi w ramiona. Ten czule ją objął i szepnął do ucha.

- Wrócę. Na pewno wrócę.

W tym czasie Tazarin dotarł na dziedziniec. Ujrzał wojsko, które mu zasalutowało. Zszedł niżej i rozpoczął przemowę.

- Dobra, słuchajcie mnie wy pasiaste i skrzydlate pierdoły! Dzisiaj nadszedł dzień sądu! Oczywiście nie dla was, tylko dla tych obślizgłych skurczybyków! Oraz dla tych rogatych cweli, które im pomagają! A co musimy zrobić, żeby poczuli się jakby zaraz mieli spotkać swoich stwórców?! Skopać im dupy tak, żeby do końca swojego parszywego żywota zapamiętali, że Tygrysom i Jastrzębiom nie wpieprza się w paradę! Czy wyraziłem się jasno?!

- Tak jest! - odpowiedzieli chórem żołnierze.

- Nie słyszę was mięczaki!

- Tak jest!!! - zawtórowało wojsko.

- No i zajebiście! - krzyknął Tazarin.

Idąc do Ciężarówki Desantowej, generał natknął się na Tighara... w zbroi.

- Nie pierdziel że też jedziesz się nawalać?

- Raz na jakiś czas trzeba kości rozprostować. - odparł kowal. - Poza tym, ten młot nie służy jedynie do wykuwania broni. Skutecznie powoduje liczne deformacje czaszki.

Do dwójki przyjaciół dołączył Horus.

- No, Tighar, widzę że maszyny perfekcyjnie przygotowane. - pochwalił Tygrysa wojownik Jastrzębi.

- A jak! Jak mówiłem, maszynki tak zabójcze, jak ich twórca!

Cała trójka zaśmiała się i rozeszła do swoich pojazdów. Z Horusem leciał Havak. Jastrzębie poprzez uścisk dłoni życzyli sobie szczęścia.

- Dzisiaj staniesz się wojownikiem. Przed tobą świetlana przyszłość. Jestem z ciebie dumny Havak.

- Wiedz, że nigdy nie zapomnę komu zawdzięczam wszystko co umiem. - odparł młody uczeń. - Założę się że jeszcze dużo przede mną. W razie czego, wiem do kogo się zwrócić.

Wszyscy przyglądali się, jak Tegris razem z Tharią wychodzą z Pałacu. Król raz jeszcze uściskał żonę i odszedł w stronę Czołgu Chi. Sam zasiadł za kierownicą. To właśnie on prowadzi wojsko na ostateczną bitwę.

- Shartheus, jesteś z Horusem? - spytał się przez radio.

- Jestem. Czas zaczynać. Bez odbioru. - odparł Rekin.

Tymczasem Tazarin rozmawiał z Tigharem.

- Cholera, zanosi się na deszcz. - stwierdził generał.

- Niestety. Ej, widziałeś Tharię? Czy ona czasem nie...

- Tak. - odparł Tazarin.

- I on tego nie widział?!

- Tak.

- Cóż, był bardzo zajęty. Nie dziwię się mu.

- Ja tak samo. Ja tak samo...


Deszcz rozpadał się na dobre. Co gorsze, błyskawice zaczęły przeszywać niebo. Tegris zatrzymał wojsko. Wysiadł z Czołgu.

- Zaczynamy. Jastrzębie, naprzód! Macie 15 minut zanim dotrzemy!

Jastrzębie ruszyły pierwsze do ataku. Myśliwce wraz z wieżyczkami popędziły w stronę Morskiej Metropolii. Horus i Shartheus prowadzili dosyć sporą grupę zabójców. Oni mieli pierwsi uderzyć. Wszystko po to, by Rekin mógł dostać się do miasta.

Tymczasem Tegris komunikował się z Tigharem.

- Tighar, Skuter na pewno zadziała?

- Na pewno. Tylko pamiętaj o przełączeniu trybu, bo zarżniesz silnik. - odpowiedział kowal.

Oddział Horusa i Shartheusa dotarł na brzeg Morza Szumów. Nawet w tak paskudną pogodę łodzie patrolowały. Nimi właśnie mieli się zająć.

- Lećcie nisko i unikajcie reflektorów. A jak się nie uda, to mamy przesrane. Zrozumiano?- spytał Horus. Oddział wymownie skinął głowami.

Ruszyli do ataku. Lecieli nisko, bezszelestnie. Kierowców łodzi i pasażerów zabijali po cichu. Łódź po łodzi. Podrzynali gardła, skręcali karki, dusili. Także Shartheus nie oszczędzał pobratymców. Wiedział, że to zdrajcy. Pod wodą wykańczał tych, którzy cudem przeżyli atak Jastrzębi. Woda zrobiła się czerwona od krwi Rekinów. Okrucieństwo, którego dopuścili się na innych plemionach, miało odpowiedzieć ze zdwojoną siłą. Powoli zbliżali się do Miasta na Morzu, zostawiając za sobą krwawy ślad.

- Dobra, dosyć ukrycia. Havak, raca! - rozkazał Horus.

Młody Jastrząb wykonał polecenie. Flara dała sygnał Myśliwcom na rozstawienie Wieżyczek. Ustawiono je prawie na całej linii nabrzeża, aż przy Zewnętrznych Krainach. Rozpoczęto ostrzał murów zarówno z lądu, jak i z powietrza.

Po chwili w Metropolii zawyły syreny. Żołnierze Rekinów i Byków zaczęli zajmować pozycje na murach i przed fosą.

Wreszcie nadjechało wojsko Tygrysów. Oni również rozpoczęli ostrzał.

- Nie przerywać, dopóki nie wydam rozkazu! - krzyczał Tazarin. - Na osłodę powiem wam, że się na to nie zanosi!

- Tazarin, spójrz! - zawołał generała Tighar - Tam widać słabe zbrojenia. Mur nie powinien wytrzymać zbyt długo.

- Oznacz cel.

Tighar pospieszył z rozkazem. Niebieski promień z lampy pokazywał strzelcom gdzie mają celować. Mury Metropolii zaczęły się rozpadać.

- Do wszystkich jednostek - wypatrywać słabych punktów w murach. To może być klucz do naszego sukcesu. - kontynuował generał.


W tym czasie Shartheus dostał się do miasta. Z pomocą Jastrzębi musiał dostać się na rynek. To była część planu. Może i najważniejsza.

- Mam nadzieję, że wiesz co robisz. I że to zadziała. - rzekł Horus.

- Nie ma prawa nie zadziałać. Takich jak ja, jest tu wielu.

- Cholera, kłopoty! - zawołał Havak.

Na grupę nacierał spory oddział Rekinów. Przedostanie się na rynek niezauważenie nie wypaliło. Krew musi się polać.

Horus starł się z oponentami jako pierwszy. Zręcznie wymachiwał swoimi tonfa, unieszkodliwiając przeciwników. Raz uderzał przednim ostrzem, raz tylnym. Nie spostrzegł jednak czającego się za nim Rekina. Ten został unieszkodliwiony przez Havaka. Młodzik rzucił mu sztyletem prosto w krtań, mijając o centymetry głowę mistrza. Wzrok Horusa obrazował albo złość albo podziw, trudno było odczytać.

Najbardziej jednak uwagę zwracał Shartheus. Swoimi dwoma mieczami wyrzynał współplemieńców niczym drwal drzewa. Nie miał dla nich żadnej litości. Jastrzębie patrzyły na niego z dozą niedowierzania.

- To oni pierwsi zapragnęli krwi.. - skwitował krótko wojownik.

Reszta drogi na rynek przebiegała podobnie, jednak z podobnym skutkiem. Rekin i Jastrzębie przedzierali się przez wojsko zostawiając za sobą trupy próbujących zatrzymać ich śmiałków.


Tighar podszedł do Tazarina.

- Shartheus powinien już znaleźć się na rynku. Myślisz o tym co ja? - spytał kowal

- O tak! Wjeżdżamy na most! - rozkazał generał

Kilka Ryków oraz Tygrysich Czołgów wjechało na most, aby kontynuować ostrzał z bliższej odległości. Narażali się tym samym na niebezpieczeństwo.

- Mam nadzieję że już tam jesteś, bo jak nie, to przodkowie cię nie ocalą! - powiedział sam do siebie Tazarin.


Grupa Horusa znalazła się na rynku. Znajdowały się na nim dwa oddziały Byków, co gorsza zaopatrzone w Rogomechy.

- Dobra, to gdzie jest to czego szukamy?- spytał Horus.

Shartheus wskazał na północną część placu. Znajdowała się tam armata, przekształcona w pomnik. Jednakże jak na pomnik, była całkiem sprawna. Przynajmniej tak zapewniał Shartheus.

- Odciągnijcie ich uwagę, ja muszę się tam dostać.

- Łatwo nie będzie, ale trudno też być nie powinno. - odparł Horus. - Jastrzębie, do boju!

Wojownicy ruszyli na Byki. Ci od razu zaszarżowali, pozostawiając armatę niestrzeżoną. Shartheus do razu podbiegł do działa i załadował je. Zapalił pochodnię w celu odpalenia lontu. Ten jednak nie dawał się zapalić.

- Cholerny deszcz! - wykrzyczał Shartheus.

Usłyszał to jeden z żołnierzy Byków i strzelił w stronę Rekina. Ten jednak uniknął pocisku, który trafił... w lont, który zaczął się palić.

- Dzięki! - zawołał nieco zaskoczony wojownik.

Armata wystrzeliła z hukiem. Usłyszeli ją także żołnierze szturmujący bramę. Wtedy też wypełniła się kolejna część planu. Z domów zaczęli wychodzić mieszkańcy Morskiej Metropolii. Zarówno uzbrojeni i nieuzbrojeni. Zaczęli atakować wojsko próbujące powstrzymać Tygrysy i Jastrzębie przed wjazdem do miasta. Lud dostał się także na mury. Żołnierze Sharkera musieli bronić się z dwóch stron. Wkrótce obrona fosy się załamała. Mieszczanie otworzyli bramę i opuścili most.

- Skubańce! Zrobili to! Na co czekacie, wjeżdżamy! - rozkazał Tazarin.

Wojsko wjechało do Metropolii przy wiwacie Rekinów. Był to znak, że lud Sharkera miał już dość jego tyranii i postawił się okrutnemu władcy.

- Dobra, ruszamy na rynek, tam spotkamy się z Shartheusem. - powiedział do Tighara generał.

Ten jednak wysiadł z pojazdu i pobiegł w stronę trójki Rekinów uciekających przed przeciwnikami. Rzucił w jednego z nich młotem. Trafił w potylicę. Reszta Rekinów zdezorientowana zdarzeniem nawet nie zauważyła, że biały Tygrys jest tuż za nimi. Podniósł młot i szybkim ciosem przestawił żołnierzowi szczękę. Uchylając się przed ciosem drugiego wyłamał mu kolano. A gdy ten upadł, rozbił mu głowę.

- Białas w akcji frajerzy! O przodkowie, jakie to świetnie!

- Za długo siedziałeś w tej kuźni, za długo! - podsumował go Tazarin. - Dalej właź, szkoda czasu!


Sharker obserwował wszystkie wydarzenia z Fortecy. Nie spodziewał się, że współplemieńcy się od niego odwrócą. Zaczął panikować.

- Zabarykadować drzwi, podwoić straże! Chronić Króla! - krzyczał wściekły.

- Opanuj się! Jeszcze nie wszystko stracone! - próbował uspokoić go Barraus. - Kto ma opanować syf, jak nie Król?!

- Ty to zrobisz!

Sharker odepchnął Byka i pociągnął na pochodnię. Wtedy ukazało się tajne przejście. Samozwańczy Król zamknął za sobą drzwi. Uciekł. Jak zwykły tchórz.

- Sharker! Sharker!!! Wracaj tu!!! - krzyczał wściekły Barraus.


Tazarin spotkał się na rynku z Shartheusem i Horusem.

- Shartheus, Horus, świetna robota. - pochwalił generał towarzyszy broni. - Mam nadzieję, że nie ponieśliście wielkich strat?

- Są znikome, ale jednak są. - oparł Horus - Najważniejsze że dostaliśmy się do miasta.

- Tazarin, nie traćmy więcej czasu. - poganiał Shartheus.

- Racja. Na Fortecę!

20 minut później wojsko wkroczyło do Fortecy Rekinów. Strażnicy albo się poddawali, albo szli na pewną śmierć, ulegając przewadze liczebnej przeciwnika. Plan zaczął wchodzić w ostateczną fazę.

- Tazarin, Horus, pójdźcie do sali tronowej. Tam powinni być Sharker i Barraus. - wydał rozkaz Shartheus.

- Jasne. A Ty co zrobisz? - spytał Jastrząb.

- Pójdę do lochów, uwolnię jeńców i Króla Shorknera. Tighar, zechcesz mi towarzyszyć?

- Z największą przyjemnością. Aż się nie mogę doczekać opowieści Tharaka. - rzekł uradowany biały tygrys.

Czwórka wojowników życzyła sobie powodzenia i rozdzieliła się.


Sharker udał się do tajnego schronu pod Fortecą. Dało się stamtąd uciec. Wiedział, że jest pod ścianą. Wiedział, że ucieczka to jedyne rozwiązanie. Otworzył drzwi do schronu. I zesztywniał z zaskoczenia.

- Czyli myślałeś, że uciekniesz? - powitał go znajomy głos.

Mina Sharkera musiała być bezcenna. Tegris w jego prywatnym schronie?!


Barraus w tym czasie bezskutecznie próbował otworzyć przejście, którym uciekł. Sharker. Niestety, zostało ono zamknięte od wewnątrz i nikt nic na to nie mógł już poradzić. Wtedy właśnie do sali wkroczyli Tazarin i Horus. Bez problemu poradzili sobie ze wszystkimi Rekinami i Bykami. Pozostał jedynie wódz rogaczy.

- Patrz Horusie, taki przestraszony że próbuje łbem drogę ucieczki wykuć. - humorystycznie zawołał generał.

- Nie rozumiem czego się boi. Przecież tylko mu wklepiemy, zakujemy w kajdany i wtrącimy do lochu. - odparł wojownik.

- Jest wam do śmiechu, bo jest was dwóch. Ciekawe co się stanie, gdy wyrównamy strony!

Na gwizd Barrausa rozległ się potężny huk. To Barotar rozbił ścianę, chwycił Tazarina i wyleciał z nim przez okno.

- Tazarin! - wykrzyczał Horus.

- Nic mi nie jest! Idiota zrzucił mnie na taras!' - dobiegł głos generała.

- No, to klasyczny pojedynek jeden na jeden - stwierdził Jastrząb, po czym wyciągnął broń.


Sharker nie mógł uwierzyć, jakim cudem jego wróg dostał się do schronu. Przecież to była największa tajemnica Plemienia Rekinów.

- Jak?! Jak?! - pytał nie dowierzając.

- Pozwól, że przedstawię ci Wodno-powietrzny Skuter. - zaczął opowiadać Król Tygrysów. - Bardzo fajne cacko, ale nie tak fajne jak ten schron. Muszę podziękować Shartheusowi za pokazanie mi wejścia.

Sharker wiedział, jak to się skończy. Tylko jeden z nich może opuścić schron żywy. Obaj władcy wyciągnęli broń i użyli Chi. Ruszyli na siebie z bitewnym krzykiem.

Rozdział 12 - Sztorm na Morzu Szumów, część 2

Szczęk broni obu królów rozległ się po schronie. Błyskawica i Trójkieł zderzały się ze sobą często, jednakże tym razem było zupełnie inaczej. Tegris i Sharker wiedzieli, że ich pojedynek zaważy na losie krainy.

- Poddaj się Tegris, nie wygrasz ze mną! Zobacz, jaki stałem się potężny! – wrzeszczał w obłędzie Król Rekinów.

- Jesteś potężny, to fakt. Lecz jesteś także obłąkany! – odparł Tygrys.  – Nie widzisz co dzieje się dookoła?! Ta burza, to twoje dzieło! Zachwiałeś równowagę! Chcesz opanować Chimę, ale prędzej ją zniszczysz!

- Zatem swoje królestwo zbuduję na zgliszczach tego świata! A jego stolicę postawię na ruinach twego Pałacu!

Tegris zdał sobie sprawę, że Sharker oszalał do reszty. Z jego uprzęży Chi zaczęły wydobywać się czerwone błyskawice. Życiodajna substancja zaczęła przejmować nad nim kontrolę. Działała na niego jak narkotyk, a on nim odurzony wpadał w coraz większy szał. Przez głowę Króla Tygrysów przebiegła myśl, że ten pojedynek zakończy jedynie śmierć rywala.

Chi znacznie zwiększyło szybkość Sharkera. Tegris z trudnością unikał zabójczych ciosów, samemu nie mając czasu na obronę. Użył wyładowania elektrycznego z Błyskawicy Chi, aby otumanić wroga. Miecz Tygrysa stał się słabszy, jednak teraz miał okazję do ataku. Rekin pomimo otumanienia zablokował cios wymierzony w jego głowę. Odepchnął miecz Tegrisa, ten jednak sprawnie obrócił się i boleśnie zranił Sharkera w kolano.

- Może Chi na ukojenie bólu? – spytał szyderczo Król Tygrysów.


Shartheus i Tighar przemierzali lochy Fortecy. Strażnicy albo stawiali daremny opór albo składali broń. A jeńcy wychodzili na wolność. Biały Tygrys spostrzegł, że w jego kierunku biegnie Bastix uzbrojony w włócznię. Niestety Byk nie umiał się nią posługiwać, a kowal doskonale o tym wiedział. Uchylił się przed ciosem, a Bastix z całym impetem wbił się w ścianę. Tighar chwycił go, mając parę pomysłów co z nim uczynić.

- Shartheus, znasz te lochy nie? – spytał kowal.

- Jak własną kieszeń. – odparł Rekin.

- Więc nie ma sensu go trzymać.

- Nie, nie, nie! Proszę, nie róbcie nic złego! – krzyczał wystraszony Byk.

- Eee tam, jakoś nie mam sumienia cię zabić. – powiedział Tighar i lekkim uderzeniem w głowę pozbawił Bastixa przytomności i wtrącił do celi.

- Halo, ja znam ten dźwięk! Jedynie młot Białego Tygrysa tak uderza! – wołał z daleka znajomy głos.

- Tharak, Harias, dobrze was widzieć! – wykrzyczał Tighar podbiegając do celi.

- Przodkowie, okropnie wyglądacie! – zawołał Shartheus gdy zobaczył mocno poobijanych kompanów. – Co oni wam zrobili?

- Tighar, wiedziałeś że Rekinom zęby odrastają od razu jak wypadną? – spytał Tharak.

- Każde dziecko to wie. – odparł kowal

- No widzisz, a ja nie wiedziałem. A jak się dowiedziałem, to wolałem się upewnić ze trzy razy.

- A tobie Harias co się stało? – zapytał Rekin.

- Namówił mnie diabeł na czwarty. – odpowiedział Jastrząb po czym wszyscy wybuchli śmiechem.

- Shartheus, mamy dla ciebie informacje. – przerwał chwilę radości młody Tygrys. Shraner i Sharnax dostali zadanie pilnowania Shorknera. Biegli do niego jakiś czas temu.

- Tighar, uwolnij resztę. Sam pójdę po Króla.

- Bałbym się o ciebie, gdybym cię nie znał. Powodzenia!

Shartheus wyciągnął oba miecze. Zażył Chi i jednym kopnięciem wyważył drzwi do lochu w którym więziony był Król. Prawdziwy Król. Shraner i Sharnax wydawali się bardzo zdziwieni wizytą wojownika.

- Zdrajca! – krzyknął Shraner i rzucił się na Shartheusa.

- Shraner, czekaj! – próbował powstrzymać go współplemieniec.

Shartheus jednym mieczem sparował cios Rekina, kierując jego ostrze do ziemi. A gdy wbiło się ono w podłoże, drugim ostrzem odciął mu rękę. Shraner przerażony widokiem krwi nie zdążył uchylić się przed ciosem wymierzonym w jego gardło. Rekin padł martwy.

- Stój! – krzyknął Sharnax, który trzymał króla z ostrzem przy gardle.  – Jeden krok i go zabiję! Zabiję!

- Nie będzie musiał się ruszać... – wyszeptał osłabiony Shorkner

Ostatkiem sił złapał Sharnaxa za głowę i przerzucił nad sobą. Rekin podniósł się, lecz w tym samym momencie poczuł ostrze przeszywające jego brzuch.

- Bez przesady, zrobiłem dwa kroki. – rzekł Shartheus przekręcając miecz.

Rekin wyjął ostrze z ciała współplemieńca i podbiegł do Króla.

- Królu, musimy stąd uciekać!

- Czyli wróciłeś po mnie – powiedział uradowany Shorkner. – A co z Sharkerem?

- Tegris miał się nim zająć. I mam nadzieję że da radę.

- Ja też. Pomóż mi Shartheus, ledwo łażę.

Shartheus złapał Króla pod ramię i wyprowadził do z lochu.

- A, i dzięki za ratunek. – dodał władca.


Sharker boleśnie odczuł cios Tegrisa. Jego kolano krwawiło, a on ledwo mógł chodzić. Mimo to zażył kolejną dawkę Chi.

- Łagodzisz ból czy chcesz się bić dalej? – drwiąco zaczepiał Rekina Tygrys.

- A jak sądzisz? Chcę cię zniszczyć! – wykrzyczał Sharker i ponownie rzucił się na wroga.

Uzurpator przez zranione kolano nie był już taki zwrotny. I Tegris dobrze o tym wiedział. Sharker pchnął Trójkłem w stronę Tygrysa, ten jednak zrobił przewrót i znajdując się z tyłu przeciwnika zadał cios w plecy, który mocno poranił płetwę. Sharker najpierw syknął z bólu, ale zaraz po tym zaczął się śmiać.

- Tegris, nie odrobiłeś lekcji. Krew doprowadza Rekiny do szału!

Sharker, jakby zupełnie odmieniony zaczął wymachiwać Trójkłem. Tegrisowi z trudem przychodziło zablokowanie ciosów. Rekin przymierzył się do zadania ciosu z góry, na co Tygrys był przygotowany. Wtedy jednak Król Rekinów z całą siłą uderzył przeciwnika drugim końcem trójzębu w szczękę. Wykonał obrót z zamiarem zadania ciosu w żebra, jednak zraniona noga dała o sobie znać i Trójkieł jedynie przeciął skórę bocznym ostrzem. Tegris złapał się za ranę, z której mocno polała się krew.

- Wiesz co Sharker, nie tylko Rekiny wkurza widok krwi. – rzekł rozjuszony Tygrys.

Tegris ponownie zażył Chi i ruszył na Sharkera. Ten jednak zamiast atakować postanowił raz a dobrze sparować cios i wykończyć oponenta jednym kontratakiem. Tygrys przewidział manewr przeciwnika, jednak postanowił zaryzykować. Wyskoczył w powietrze i kolejnym wyładowaniem z Błyskawicy zdezorientował Sharkera. A gdy ten stracił czujność uderzył mieczem między zęby Trójkła, przebijając ramię Rekina na wylot. Ten z kolejną poważną raną ledwo stał na nogach.

- Pora to zakończyć. – powiedział Tegris i kopnięciem posłał Sharkera na ziemię, z zamiarem skończenia pojedynku.


W tym samym czasie Horus przygotowywał się do pojedynku z Barrausem. Byk i Jastrząb krążyli wkoło sali, czekając na ruch oponenta.

- Chyba nie tak sobie to wszystko wyobrażałeś, co nie Barraus? – spytał wojownik.  – Pewnie zakładałeś, że w tym momencie będziesz zdobywał z Sharkerem Pałac Tygrysów?

- Szczerze, to liczyłem że w tym momencie będę zdobywać Klasztor Jastrzębi! – krzyknął Byk.

Ruszył na Horusa jednocześnie zażywając Chi. Jastrząb także zaczerpnął życiodajnej substancji, aby wyrównać szanse pojedynku. Wiedział bowiem, że pomimo lat treningu z Barrausem nie ma żartów. Obracając tonfami parował mocne ataki Byka. Bardzo zdziwiła go szybkość przeciwnika.

- Imponujące, ale tego nie powstrzymasz!

Barraus zamachnął się z całej siły, aby zadać druzgocący cios. Jastrząb faktycznie go nie powstrzymał, lecz uniknął. Sprawnie obrócił się na pięcie, jednocześnie cały czas obracając tonfami. Ostre części broni Horusa zadały serię płytkich cięć w klatkę piersiową i przedramię Byka. Ten jednak nic sobie z tego nie zrobił, jako że Byki rzadko odczuwały ból.

- Zgaduję, że nawet nic nie poczułeś? – spytał szyderczo Horus.

- Jeśli koniecznie chcesz wiedzieć, to lekko mnie połaskotało. – odparł Barraus.

- Dobrze. Przejdźmy zatem do silniejszych emocji.

Jastrząb wzbił się w powietrze i tępą stroną tonfa uderzył Byka w skroń. Wykorzystując chwilę otumanienia, zadał mu kilka ciosów w brzuch. Miał zabrać się do cięcia, jednak Barraus złapał go za rękę. Ścisk był tak silny, że Horus upuścił jedną z broni.

- Ciekawe czy z jedną też jesteś taki cwany? – rzucił dumnie Barraus i zamachnął się Rogoporem.

- Żebyś wiedział że jestem! – krzyknął Horus i drugą tonfą przeciął nadgarstek Byka.

Barraus upuścił broń i trzymał się na rękę, z której obficie lała się krew. Po chwili wstał rozjuszony i z całym impetem uderzył Horusa głową. Jastrząb zamroczony stracił równowagę i upuścił broń. Byk złapał tonfa i złamał ją na kolanie. Podszedł do Jastrzębia i podniósł go jedną ręką, a drugą zaczął zadawać ciosy w twarz. Czuł jednak, że coś jest z nim nie tak. Był słabszy iż zwykle.

- Hehe, komuś brakuje sił! – rzucił mu w twarz Horus.

Barraus ze wściekłości cisnął Horusem o ścianę.  Podszedł do niego bliżej i uniósł rękę z zamiarem zadania silnego uderzenia. Nie zauważył jednak, że Horus wylądował tuż obok swojej broni. Jastrząb rzucił tonfa, przebijając dłoń Byka na wylot. Ten osunął się na kolana.

- C-co, co się dzieje?! – krzyczał Barraus.

- To proste. Wykrwawiasz się. O to mi chodziło. – odparł Horus.

- Czyli czekałeś aż się wykończę?! Po co?! Zabij mnie, tu i teraz!

- Straciłeś wystarczająco krwi, aby upaść. Lecz za mało żeby zginąć. Na dziś starczy.

Po tych słowach Horus uderzy pięścią w twarz Barrausa, a ten padł nieprzytomny.


Tegris stanął nad Sharkerem z zamiarem zakończenia pojedynku.

- To koniec, Sharker! – krzyknął Król Tygrysów.

- Uwierz mi, to nie koniec! – odparł Rekin i wcisnął przycisk na swoim pasie.

Wtedy też z wody wyłonił się potężny statek w kształcie Rekina, znacznie większy od Tnącej Łodzi. Jej działka Chi natychmiast namierzyły Tegrisa i rozpoczęły ostrzał. Tygrys chcąc przeżyć, musiał odstąpić od przeciwnika i ukryć się. Schował się za jednym z filarów, mając nadzieję na przeczekanie salwy.

- Wiesz co Tegris, to chyba jednak koniec! – krzyczał Sharker. – Przegrałem, ale pewnego dnia wrócę po to, co moje! Wrócę żeby cię zniszczyć!

Sharker wsiadł do swojej Łodzi Podwodnej i rozpoczął zanurzanie. Tegris widział to i wiedział, że nie może dać Rekinowi uciec. Wtedy też zobaczył, że Wodno-powietrzny skuter przetrwał ostrzał machiny Sharkera. Wiedział, co musi zrobić.

- Przodkowie, miejcie mnie w opiece!

Tegris wsiadł na swój pojazd i pognał do tego samego tunelu, którym wszedł do schronu. Sharker dostrzegł go na radarze. Wpadł w szał.

- Widzę, że działa Chi nie były wystarczającą atrakcją. Co powiesz na to!

Rekin wcisnął przycisk i Łódź Podwodna posłała w stronę Tegrisa salwę torped. Tygrys mimo krótkiego stażu za kierownicą Skutera sprawnie wyminął wszystkie pociski.

- Tharii powiem, że naparzałem się na miecze. – pomyślał Król Tygrysów.

Sharker widząc że torpedy nie poskutkowały postanowił sięgnąć po cięższy kaliber. Tym razem jednak Łódź wyrzuciła za sobą miny.

- Naprawdę?! Naprawdę?! – wykrzyczał w myślach Tegris.

Manewrowanie między minami na pewno nie należało do najprostszych. Lekkie dotknięcie jednej i wybuchną wszystkie. A to nie byłby optymistyczny scenariusz. Tegris musiał płynąć na tyle wolno, aby omijać ładunki i na tyle szybko, aby nie zgubić Sharkera. Jednak nie dało się połączyć obu tych rzeczy. Tygrys wpadł na szalony pomysł.

- Przodkowie, teraz naprawdę miejcie mnie w opiece.

Pomyślał i wypalił z działka zamontowanego na Skuterze. Potężny wybuch jak się rozległ zdestabilizował Łódź Sharkera. Tegris przyspieszył uciekając przed wybuchem. Gdy był na wysokości kabiny, zostawił skuter i wbił się Błyskawicą w kadłub Łodzi. On i Sharker wypłynęli z tunelu, chwilę przed tym jak Wodno-powietrzny skuter został strawiony przez ogień.

- Teraz przeżyłem już wszystko! – pomyślał Tegris.

Sharker widział, że ma pasażera na gapę. Postanowił porzucić Łódź. A przynajmniej jej część. Odpalił sekwencję katapulty. Tegris widząc, że zaciski trzymające kokpit pojazdu się podnoszą, przygotował się na najgorsze. Sharker wcisnął guzik i część pojazdu wystrzeliła w górę. Przebiła taflę wody i zmierzała w stronę Zewnętrznych Krain.

Tegris wyrzucił filtr tlenu i ocenił sytuację. Znajdował się sporo metrów nad ziemią. A Sharker uciekał poza granicę krainy.

- Uderzenie w ziemię prawdopodobnie mnie zabije – powiedział sam sobie Król Tygrysów.  – Co to to nie, tak łatwo się nie dam!

Tegris wpadł na kolejny szalony pomysł. Podparł się na Błyskawicy, po czym trzymając się innej części pojazdu Sharkera, przebił mieczem kabinę kierowcy w taki sposób, aby sięgnąć kierownicy.

- Niespodzianka! – krzyknął Tegris, po czym skręcił kierownicę w taki sposób, że pojazd zawrócił i teraz kierował się na wieżę Fortecy Rekinów.


W tym samym czasie

Tazarin obolały podniósł się z ziemi. Może upadek nie był zabójczy, ale na pewno będzie dawał o sobie znać jeszcze przez długi czas.

- O cholera, jak po ostatnich urodzinach Tighara. – skwitował generał. – No dawaj Barotar, pokaż co umiesz!

- Kot wkurzył Barotara, bo go pokonał. Ale teraz Barotar pokona Kota! I pokaże Barrausowi, że jest do czegoś yyyy, coś umie!

Barotar popędził na Tazarina z całą prędkością. Ten jednak stał jakby nie wzruszony.

- Teraz zrobię coś, czego w ogóle nikt by się po mnie nie spodziewał. – pomyślał Tygrys. – Barotar, stój!!!

Byk stanął jak wryty. Przestał rozumieć o co chodzi!

- Jak to, Kot się nie bije? – spytał Barotar.

- Nie, bo chcę ci pomóc. – odparł Tazarin.

- Kot chce pomóc Barotarowi? Jak?

- Powiedz, czemu to robisz? Czemu krzywdzisz innych, czemu kradniesz Chi?

- Barotar robi to, bo w tym jest dobry. Jak kiedyś Barotar chciał mówić bo Byków, Byki go wyśmiały. A jak chciał gotować, to Byki dostały….

- Dobra, nie kończ. – przerwał generał. – I zgaduję, że Barraus lubi jak krzywdzisz innych?

- Lubi. Chyba tylko to lubi, bo jak Barotar robi coś innego, to Barraus wyzywa go od de… de.. delibi?

- Tak, coś w tym stylu. A czy ty lubisz krzywdzić innych?

- Barotar nie lubi, bo innym jest przykro. Ale Barotar tylko to umie. A Barraus jest głupi jak, jak, o, jak Byk!

- A co gdybym powiedział, że zrobię z ciebie przywódcę Byków? – spytał Tazarin.

- Z Barotara? Barotar Wódz Byków?! Kot umie tak zrobić.

- Z lekką pomocą przyjaciół damy radę. To jak, nie walczymy?

- Jak Kot zrobi z Barotara Wodza, to nie walczymy!

Barotar uściskał Tazarina tak mocno, że prawie połamał mu żebra.

- Uhuhu, to było mocne. A tak w ogóle, to jestem Tazarin.

- Tarazin. Barotar zapamięta!

Generał zaśmiał się pod nosem, a po chwili jego uwagę przykuł pojazd wynurzający się z wody.

- Tanariz, co to jest? – spytał Barotar.

- Sam chciałbym wiedzieć. Czekaj, zawraca!

Tygrys dokładnie przyjrzał się pojazdowi.

- Tegris?

Pojazd Sharkera wylądował na najwyższej wieży Fortecy. Tegris był mocno poobijany po upadku, jednak wstał i zaczął kierować się w stronę kokpitu. Sharker wypadł z niego, ale również podniósł się na nogi. Przeciwnicy zaczęli zmierzać ku sobie.

- Klimatyczny pojedynek w deszczu. – rzekł Sharker.

- Nie żebym wcześniej nie przemókł – odparł Tegris.

- Jak długo będziesz mi jeszcze stawiał opór?! – wykrzyczał Rekin.

- Jeszcze minutę. Bo tylko tyle wytrzymasz.

Sharker rozjuszony rzucił Trójkieł i pobiegł w stronę Tegrisa. Tygrys jako honorowy wojownik również odrzucił Błyskawicę. Rekin chciał zadać cios, lecz Król prawą ręką złapał jego pięść, a lewą uderzył w łokieć tak, że wygiął się w drugą stronę. Sharker zawył z bólu, a wkrótce nadeszło go więcej, gdyż Tegris kopnął go w zranione kolano, tym samym sprowadzając go do parteru.

- Jak mówiłem, minuta. – powiedział Król Tygrysów.

Tegris podniósł go za uprząż, a w tym momencie na wieży zjawili się sojusznicy Tygrysa. Wśród nich także Shorkner.

- Ojcze! – zawołał Sharker.

- Ja już nie mam syna! – odparł powracający Król Rekinów.

Sharker raz jeszcze spojrzał z góry na Morską Metropolię, na ulicach której wiwatowano na cześć upadku jego reżimu. Upadły Król zawył żałośnie:

- Moje królestwo! Moja potęga…

- … pada od jednego ciosu. – powiedział Tegris i uderzeniem pięści pozbawił Sharkera przytomności.

Wojsko wroga na kolanach. Wiwat cywilów. Gratulacje dla zwycięzców. Wojna o Pokój dobiegła końca.

Epilog

Rankiem na dziedziniec Pałacu wjechało tryumfalne wojsko Tygrysów i Jastrzębi. Mieszkańcy Miasta wiwatowali na ich cześć. Nareszcie żołnierze mogli wyjść z koszarów. Kangury, Pancerniki i Jeże mogły zacząć odbudowywać swoje wioski. Nareszcie można było się bawić.

Tharia wybiegła z pałacu. Z Czołgu Chi Tazarin i Tighar wynieśli poobijanego Tegrisa. Ten jednak odmówił dalszej pomocy, aby jak przystało na zwycięzcę dumnie kroczyć z głową w górze. Tharia rzuciła się mężowi na ramiona.

- Jesteś cały! Cały i zdrowy! – krzyczała z radości przez łzy wzruszenia.

- To że jest cały to cud, żebyś ty widziała co on wyczyniał! – wyrwał się Tazarin, po chwili milknąc po ujrzeniu wzroku Tegrisa.

- Jak to co, zwykłe naparzanie mieczem. – krótko odparł Król. – Też się cieszę że udało mi się wrócić. I że czekałaś na mnie.

- Czekaliśmy… - poprawiła męża Tharia.

- No tak, jakże mógłbym zapomnieć o poddanych! – zawołał Tegris. Jednakże reakcja tłumu była zadziwiająca, ponieważ zaczęli się śmiać.

- Powiedziałem coś nie tak? – spytał Król.

- Tegris, czekaliśmy… - powtórzyła Tharia.

- Nadal nie łapię.

- Tegris, spójrz że raz jeszcze na swoją żonę. Tylko dokładnie. – powiedział Tighar.

Król Tygrysów zaczął się przyglądać żonie. Patrzył, i wypatrzył. Zaokrąglony brzuch.

- Ty, ty, jesteś… jesteś… - wybełkotał Tegris.

- W ciąży. Będziesz ojcem! – zawołała Tharia.

A Król na dźwięk słowa „ojcem”… zemdlał.

- Nie no trzymajcie mnie! – zawołał Tazarin – Właśnie rozwalił caluśki reżim, a zemdlał na wieść że zostanie ojcem. Eeee, wstawaj, bo ci potomni nadadzą przydomek Miękka Pała!

Przyjaciele pomogli Tegrisowi wstać. Tharia była zaniepokojona stanem męża. A on tylko ślepo patrzył w ziemię.

- No powiedz że coś! – krzyknęła Królowa.

Tegris podniósł głowę.

- No to dzisiaj balujemy podwójnie!


Trzy miesiące później

W Zachodniej Chimie wszystko wróciło do normy. Właściwie to nie wszystko, bo niektóre rzeczy się pozmieniały. Bobry pomogły poszkodowanym Plemionom odbudować ich wioski. Byki bez przywództwa wróciły do siłowania i spania. Horinax przestał izolować młodzików od świata. Shorkner wrócił na tron, a Shartheus jest postrzegany jako jego następca. A Barraus i Sharker? Gniją w tym samym lochu, w którym Rekin zamknął swojego ojca.

Nadszedł dzień odnowienia pokoju z Rekinami. To była formalność, jednak zarówno Tegris i Shorkner postanowili uczynić z tego powodu święto. Święto którego potrzebowali wszyscy. Nie tylko mieszkańcy Zachodniej Chimy. Nadal trwała wojna Lwów z Krokodylami, o czym żaden władca nie zapomniał i gorliwie wspierał swojego sojusznika spod Góry Cavora.

Tegris stał na tarasie. Dokładnie w tym samym miejscu jak tej pamiętnej nocy, w której przeczuwał niebezpieczeństwo. Teraz jednak czuł spokój.

- Tegris, Tegris! – zawołał znajomy głos.

Był to Tazarin, a w ręku trzymał jakiś kawałek papieru.

- Zobacz co mam! – zaczął generał – List od Barotara! Przysłał go od Orłów. Chyba całkiem nieźle mu idzie ta nauka!

- Przecież to nie list, tylko jakieś bazgroły. – odparł Król.

- A widziałeś kiedyś żeby Byk napisał list?

Tegris chwilę pomyślał.

- A oto jesteśmy świadkami ważnego wydarzenia historycznego i kulturalnego! – dodał po chwili.

- Jak tam tatusiu? Za miesiąc i trochę będę wujkiem. Nawet nie wiesz jak się tym przejmuję.

- Ciekawe jaki szykujesz prezent? A zresztą, byleby to nie był żaden miecz.

- Taaa, żaden miecz. O, patrz, Rekiny!

Shorkner jechał na czele kolumny Rekinów, a obok niego stał Shartheus. Pierwszy raz od dawna Plemię to nie budziło strachu. Zniknęły też ich złowieszcze ostrza. Gdy tylko Rekiny wjechały na dziedziniec, rozległy się dla nich wiwaty i powitania. Tegris podszedł do Shorknera i serdecznie go uścisnął

- Dawno cię tu nie było! – zawołał Tegris.

- Stanowczo za długo! – odparł Shorkner.  – Zanim odnowimy pokój, chciałbym jeszcze raz pogratulować ci potomka! Pamiętaj, to wielka odpowiedzialność!

Z pałacu wyszły Jastrzębie, a na ich czele Horinax niosący trakt pokojowy. Królowie zasiedli po obu stronach stołu.

- Zebraliśmy się tu, aby odnowić ważne przymierze. – zaczął przemawiać Mistrz Naczelny. - Przymierze, które mimo poważnego zniszczenia, dało radę podnieść się na nogi. Niech ten traktat pokazuje, że nieważne kto lub co spróbuje nas podzielić, od dziś Zachodnia Chima zawsze będzie niczym jedno Plemię! Królu Tegrisie, Królu Shorknerze, proszę was o podpisanie pokoju.

- STOP!!! – rozległ się krzyk Horusa.

- Horus, co się dzieje?! – spytał Tegris

- Spójrzcie! Góra Cavora! Wodospady Chi przestały płynąć!

Oczy całego tłumu skierowały się na Górę Cavora. Wszyscy ujrzeli straszny obraz. Chi, życiodajna substancja zniknęła. Pozostała jedynie goła unosząca się góra. Tłum zaczął panikować.

- SPOKÓJ! – krzyknął Tegris. – Shorknerze, proponuję odwołać nasze święto. Tygrysy, Rekiny, Jastrzębie, Byki! Podpiszmy pokój i ruszajmy pod Górę Cavora!

KONIEC

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.